Reklama

Reklama

Szczery do bólu Kamil Stoch. "To będzie długo odczuwalne”

Kibice niemal już zapomnieli o kontuzji stawu skokowego, z jaką na początku roku zmagał się lider naszych skoków Kamil Stoch. Okazuje się, że choć minęło od niej siedem miesięcy, "Orzeł z Zębu" czuje skutki tamtej traumy. - To będzie odczuwalne jeszcze przez jakiś czas - zdradził.

Sezonu 2021/2022 Kamil Stoch z pewnością nie zaliczy do udanych. Dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli Puchar Świata zakończył dopiero na 19. miejscu, a - co najważniejsze - z igrzysk w Pekinie wrócił bez medalu, co dla zdobywcy czterech medali olimpijskich, trzykrotnego mistrza IO nie mogło być łatwym do zaakceptowania. 

Środowisko polskich sportów zimowych zamarło 12 stycznia 2022 r. Na rozruchu przed treningiem na Wielkiej Krokwi w Zakopanem Kamil Stoch doznał kontuzji stawu skokowego. Kontuzji, która wykluczyła go ze startów w Pucharze Świata w stolicy polskich Tatr. Co więcej, istniało ryzyko, że nasz najlepszy zawodnik nie odzyska pełni formy przed IO w Pekinie.

Reklama

Pechowa siatkonoga w Zakopanem

Do pechowego zdarzenia doszło podczas gry w siatkonogę i to nie w momencie zagrania. Kamil biegł po piłkę i wówczas nieszczęśliwie upadł, skręcają nogę. Zdjęcie, jakie opublikował Stoch wstrząsnęła fanami - noga była wręcz sina.

 

Dokładne badania wykazały mocne skręcenie stawu z uszkodzeniem torebki stawowej i naderwaniem więzadeł. Kamil Stoch wrócił do startów pod koniec stycznia, podczas Pucharu Świata  Willingen. PŚ w Zakopanem opuścił po raz pierwszy od 18 lat!

W szczerej rozmowie z "Atlas mówi" wrócił do styczniowej traumy.

- Trenuję na 100 procent, a staram się to robić na 120 procent. Od czasu odczuwam dolegliwości. Może nie są one duże, ale jednak kontuzja daje o sobie znać - przyznał Kamil Stoch.

Zapewnił jednak, że nie ma zagrożenia odnowienia kontuzji. Natomiast obciążenia ma personalizowane, by nie musiał walczyć z jeszcze większym bólem.

Dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli odpowiedział na pytanie, jak układa mu się współpraca z nowym szkoleniowcem Thomasem Thurnbichlerem, który jest od niego młodszy. 

- Każdy trener z którym pracowałem miał swój własny system pracy i komunikacji z innymi. Z niektórymi osobami długo zajęło mi przyswojenie się do nich, znalezienie wspólnego języka. Z Thurnbichlerem przyszło to praktycznie od razu. Dużym plusem jego wieku jest umiejętność porozumiewania się w zawodnikami na takim ‘młodzieżowym’ poziomie. Nie ma między nami dystansu, nie ma barier. To wszystko przyszło naturalnie - powiedział. 

Czytaj też:

Adam Małysz "spotkał się" z Robertem Lewandowskim! Natychmiastowa reakcja fanów

Tak ukochana Piotra Żyły spędza wakacje. Internauci pod wrażeniem

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL