Stoch wygrał Turniej Czterech Skoczni. Tajner: Skacze solidnie i pewnie
- To nie tylko ja miałem nosa, by go zatrudnić. Wszyscy byliśmy zgodni - tak o powierzeniu funkcji trenera reprezentacji Polski w skokach Stefanowi Horngacherowi mówi Apoloniusz Tajner. Prezes PZN-u wierzył w triumf Kamila Stocha w 65. Turnieju Czterech Skoczni.

- Kapitalne zawody, niesamowite emocje - stwierdził Tajner. To największy sukces w tej konkurencji od dwóch lat. Bezsprzecznie pomógł w tym także nowy szkoleniowiec Austriak Stefan Horngacher.
- To nie tylko ja miałem nosa, by go zatrudnić. Wszyscy byliśmy zgodni. Znamy go od dawna, to była najlepsza kandydatura. Trzeba było go jedynie przekonać do pracy w Polsce i to nam się udało - wspomniał Tajner, który przyznał, że po cichu liczył na zwycięstwo Stocha.
- On tak solidnie i pewnie od jakiegoś czasu skacze, że to było możliwe. Później jednak wydarzył się upadek w Innsbrucku, który zachwiał wszystkim. Nie wiadomo było, co się stało. Mogła przecież jakaś kostka pęknąć i byłoby po zawodach. Kamil z tym bolącym ramieniem skoczył na czwarte miejsce w trzecim konkursie. A w Bischofshofen były idealne warunki dla tych zawodników, którzy skaczą dobrze i równo. Trochę postraszyli Daniel Andre Tande i Jurij Tepes, ale ostatecznie to Kamil był górą - zaznaczył były trener m.in. Adama Małysza.
By doprowadzić do takiego sukcesu, musiało się jednak w polskich skokach wiele zmienić.
- Przede wszystkim Horngacher wprowadził trochę inny trening. Potencjał naszych zawodników był ogromny, ale on wniósł jeszcze dobrą atmosferę i od razu uzyskał zrozumienie u zawodników. Postawił warunki, określił zasady, kontrolował zajęcia. Wydarzyła się cała masa rzeczy, które spowodowały, że zespół został scalony, a chłopcy na górze zaczęli się wspierać. Tak wcześniej nie było - przyznał Tajner.
Nie bez znaczenia były także zmiany w sprzęcie, zwłaszcza w kombinezonach.
- Uporządkowaliśmy to. W tej chwili jest to taki przemysł, że trzeba nad wszystkim panować i mało tego - wyprzedzać także innych, a to nam się udaje - powiedział.
Szef związku nie ukrywa także, że mocno zostały naostrzone apetyty przed mistrzostwami świata w Lahti.
- Myślę, że musimy stawiać sobie wysokie cele na tę imprezę. Przygotowanie jest solidne, trwałe i powinno wystarczyć na cały sezon. W Turnieju Czterech Skoczni to nie był wystrzał. Formę widać od początku grudnia, a chłopcy się jeszcze rozkręcają. Widać też osłabienie u naszych rywali - Austriaków, Niemców, Norwegów. Oni będą musieli się od nowa budować. To wszystko się oczywiście może zmienić, ale na tym etapie dominujemy - zauważył.
Po raz pierwszy w historii na podium TCS stanęło dwóch polskich skoczków narciarskich. Na czwartej pozycji rywalizację ukończył Maciej Kot.
1. | Kamil Stoch | (Polska) | 997,8 pkt |
2. | Piotr Żyła | (Polska) | 962,5 |
3. | Daniel Andre Tande | (Norwegia) | 941,8 |
4. | Maciej Kot | (Polska) | 934,3 |
5. | Manuel Fettner | (Austria) | 926,8 |
6. | Stefan Kraft | (Austria) | 926,5 |
7. | Markus Eisenbichler | (Niemcy) | 924,4 |
8. | Stephan Leyhe | (Niemcy) | 911,1 |
9. | Domen Prevc | (Słowenia) | 908,8 |
10. | Andreas Stjernen | (Norwegia) | 900,3 |
... | |||
15. | Dawid Kubacki | (Polska) | 875,6 |
20. | Stefan Hula | (Polska) | 843,2 |
31. | Jan Ziobro | (Polska) | 557,9 |
50. | Klemens Murańka | (Polska) | 200,3 |







