Stoch przemówił po sezonie, tak wyglądały ostatnie chwile. "Nie było to zaplanowane"
- Wreszcie jestem szczęśliwy. Wreszcie wolny od własnych ambicji - powiedział Kamil Stoch po ostatnim skoku w Planicy, gdzie pożegnał się ze sportową karierą. Mimo że sezon nie należał do najłatwiejszych, w finale towarzyszył mu szeroki uśmiech i poczucie ulgi. Nie brakowało wzruszających scen i obrazków, które kibice zapamiętają na długo. Trzykrotny mistrz olimpijski opowiedział także, co czuł podczas ostatnich skoków i jak z jego perspektywy wyglądał finałowy konkurs w karierze.

Pewien rozdział w historii skoków narciarskich zamknął się bezpowrotnie. Kamil Stoch w niedzielę, podczas konkursu indywidualnego, oddał swoje ostatnie skoki w karierze. W zawodach zajął ostatnie miejsce, jednak tego dnia nie było to już najważniejsze. Po ostatniej próbie na twarzy Kamila pojawił się wreszcie długo wyczekiwany uśmiech.
"Nie tak wymarzyłem sobie ten finał. Ale ostatecznie uważam, że było dobrze. Oczywiście marzyłem o tym, żeby pobić tutaj rekord skoczni i wznieść trofeum w górę po ostatnim skoku. Ale w życiu trzeba brać to, co jest. Życie to nie jest piękna bajka napisana przez nas samych. To codzienne zmaganie się z różnymi przeciwnościami. Cieszę się, że stoczyłem chyba największą batalię w swojej sportowej karierze i wyszedłem z niej zwycięsko " - zaczął Stoch.
Kamil Stoch zakończył karierę sportową. "Wreszcie jestem szczęśliwy"
W finałowym konkursie w stawce znalazło się 31 zawodników. Pierwszy skok Kamila Stocha na 193 m wywołał ogromne napięcie i pytanie, czy uda mu się awansować do drugiej serii. Dzięki słabszej próbie Niemca Felixa Hoffmanna Polak zapewnił sobie miejsce w finale. Jak się okazało był przygotowany na inną ewentualność.
"W szatni dowiedziałem się, że jestem w finale. Wciąż jednak czekała nadzieja, że sędziowie pozwolą mi na skok, czy to drugą serią, a może przed pierwszą dziesiątką. Miałem nawet możliwość wyboru. Gdy jednak okazało się, że wystąpię po prostu w drugiej serii jako zawodnik walczący dalej w konkursie, poczułem ogromną radość. Podszedłem do tego skoku z jednej strony jak do finałowego wyzwania, a z drugiej w pełni zmotywowany i skoncentrowany ". - opowiedział Polak
Wreszcie jestem szczęśliwy. Wreszcie wolny od własnych ambicji. Od tego ciągłego nakręcania się, że wszystko musi być idealne, że wszystko musi być dokładnie tak, jak ja chcę
Na Kamila Stocha przed ostatnim skokiem czekała niespodzianka. Sygnał do startu dała mu jego żona - Ewa Bilan-Stoch.
"Na górze tego nie widziałem - zobaczyłem to dopiero na dole. Kiedy już wyhamowałem, spojrzałem na telebim, bo chciałem obejrzeć powtórkę. I nagle: "Ewa? A gdzie ona jest? Czy jest na górze?" Zastanawiam się teraz, co by było, gdybym zobaczył ją siedzącą na belce. Ale do samego końca byłem skoncentrowany i chciałem oddać jak najlepszy skok. Widziałem tylko flag" - zaznaczył Stoch.
Wzruszające pożegnanie Polaka. "Nie było to zaplanowane"
Po ostatniej próbie w karierze na Kamila Stocha czekała już spora delegacja. Pojawili się zarówno polscy skoczkowie, jak i najbliżsi. Kamil symbolicznie odrzucił narty i ukłonił się przed kibicami.
Może było w tym coś symbolicznego, ale nie było to zaplanowane. Zaplanowałem jedynie ukłon w stronę tej wspaniałej publiczności, która przyjechała tu z daleka, żeby wesprzeć mnie w tym trudnym momencie. Podczas tego ukłonu narty po prostu mi przeszkadzały, więc je odrzuciłem i wyszło to trochę symbolicznie
Trzykrotny mistrz olimpijski, zapytany o plany na najbliższe godziny, odpowiedział bez wahania. "Teraz chwilę spędzę z kibicami, a potem odpocznę. Zjem coś dobrego i dziś napiję się piwa".
Z Planicy - Natalia Kapustka, Interia Sport

\











