Stoch fruwał w innej lidze. Rywale mogli tylko obserwować. Lahti okazało się piękne
W cyklu Pucharu Świata jest kilka takich skoczni, na których Polacy czują się historycznie bardzo dobrze. Bez wątpienia takim obiektem jest skocznia w fińskim Lahti. Obiekt ten bardzo lubi Kamil Stoch, co kilkukrotnie udowodnił. Stało się to między innymi w 2019 roku, gdy rywale mogli tylko obserwować jak Stoch fruwał "nad ich głowami". Wygrał z przewagą ponad 17 punktów, nokautując konkurencję.

Kamil Stoch w tym momencie ma 39 zwycięstw w Pucharze Świata. Nasz mistrz kilkukrotnie był blisko tego, aby dobić do upragnionej granicy czterdziestu pucharowych triumfów. Jak na razie ta sztuka mu się nie jednak nie udała. Jedną ze skoczni, którą wyjątkowo lubi jest ta w Lahti.
Swoją sympatię do tego obiektu potwierdził także w w piątkowe popołudnie. W jednoseryjnym konkursie na fińskiej skoczni Stoch zanotował najlepszy wynik w zawodach Pucharu Świata od kwietnia 2023 roku. Nasz trzykrotny mistrz olimpijski zajął dziesiąte miejsce w klasyfikacji konkursu.
33. triumf Stocha. Wielka przewaga w Lahti
Stoch na swoim koncie ma kilka imponujących triumfów w pojedynczym konkursie, w których był dla rywali kompletnie poza zasięgiem. Jednen z nich miał miejsce właśnie na skoczni w Lahti. Stało się to 10 lutego 2019 roku dwa lata po tym, jak Polacy w Lahti zdobyli drużynowe mistrzostwo świata.
Stoch przystępował do zawodów jako drugi zawodnik klasyfikacji generalnej Pucharu Świata po triumfie na mamucie w Oberstdorfie. Nie trudno było więc upatrywać w nim faworyta, a przynajmniej bardzo mocnego kandydata do podium obok lidera "generalki" - Ryoyu Kobayashiego.
W tym konkursie nawet Japończyk musiał uznać wyższość trzykrotnego mistrza olimpijskiego. Stoch w pierwszej serii pofrunął aż na odległość 132,5. metra przy bardzo wysokich notach i niewielkim odjęciu punktowym. To sprawiło, że po pierwszej serii rywalizacji skoczek z Zębu prowadził.
Prevc przemówił po niespodziewanej dyskwalifikacji. Kuriozalny powód, FIS nie miał dla niego litości
Jego przewaga nad drugim Stefanem Kraftem była blisko dziesięciopunktowa. W drugiej serii świetną próbą popisał się lider klasyfikacji generalnej PŚ. Kobayashi pofrunął aż na odległość 129,5. metra przy niewielkim odjęciu punktowym i wysokich notach. Dzięki temu przesunął się z piątej pozycji już na drugą.
Na górze skoczni pozostał jedynie Kamil Stoch, który do zwycięstwa potrzebował skoku na odległość ledwie 120. metrów. Nasz mistrz nic sobie nie robił jednak z zielonej linii wyświetlonej na zeskoku. Polak pofrunął metr przed granicę 130. metra, wylądował w świetnym stylu i nie skorzystał zbytnio na warunkach.
"Rakieta z Zębu" tym samym przypieczętowała 33. triumf w zawodach Pucharu Świata w karierze. Jego przewaga nad drugim Kobayashim wyniosła dokładnie 17,2 pkt. Nad trzecim Robertem Johanssonem ponad 20 oczek. Do końca tamtego sezonu już nie zdołał ponownie wygrać.











