Reklama

Reklama

Stoch: Było nerwowo, ale nie tak jak na średniej skoczni

Pięć dni po nieudanym konkursie na średniej skoczni, Kamil Stoch sięgnął po złoty medal mistrzostw świata na dużym obiekcie w Predazzo. Przyznał, że wpadł z emocjonalnej skrajności w skrajność, ale tym razem łez nie było.

Po konkursie Stoch odpowiadał na pytania dziennikarzy.

Jaka była pana pierwsza reakcja po lądowaniu w finałowej serii?

Kamil Stoch: - Wiedziałem, że oddałem super skok, ale nie miałem pojęcia jakie da miejsce. Będąc jeszcze na górze słyszałem, że Słoweniec Peter Prevc i Norweg Anders Jacobsen skoczyli naprawdę dobrze. Nie wiedziałem jednak jak daleko, ile dostali punktów. Po swojej próbie musiałem więc zaczekać na to co się wydarzy.

Reklama

W ostatnim tygodniu zafundował pan sobie prawdziwą huśtawkę emocji.

- Rzeczywiście wpadłem ze skrajności w skrajność, ale tym razem łez nie było. Była taka mieszanina emocji, że nawet nie miały czasu popłynąć.

Trudno było się panu pozbierać po tym ósmym miejscu w konkursie na średniej skoczni?

- Szczerze mówiąc te kilka dni były dużo łatwiejsze niż to co się działo po fatalnym rozpoczęciu sezonu, aż do zawodów w Engelbergu. To był naprawdę ciężki okres, ale daliśmy radę. Dużo nauczyłem się w trakcie swojej kariery i to na pewno nie jest koniec nauki. Wiele wzlotów i upadków przede mną.

Jak się pan czuł przed samym konkursem?

- Czułem, że jest dobrze, ale też wiedziałem, że skoki to tak nieprzewidywalny sport, że najmniejszy błąd może decydować, czy wygrywasz, czy wypadasz z najlepszej dziesiątki.

W konkursie na średniej skoczni po pierwszej serii był pan drugi, tym razem prowadził. Czy przewaga dawała jakiś komfort psychiczny?

- Przewaga po pierwszej serii sama w sobie nie dała mi spokoju, tylko fakt, że dobrze skoczyłem. Przy dzisiejszym sposobie punktowania ona mogła błyskawicznie zniknąć, dlatego wiedziałem, że po prostu muszę zrobić swoje.

Był stres przed finałowym skokiem?

- Było nerwowo, ale nie tak jak na średniej skoczni. Dużo się nauczyłem po tamtym konkursie. Miałem w głowie bardzo mocno zakodowane co mam zrobić, że mam skoczyć normalnie i to w zupełności wystarczy. W myślach powtarzałem sobie tylko elementy techniczne, które miałem należycie wykonać. Reszta się nie liczyła. Oba skoki były takie jakie powinienem oddawać zawsze w zawodach.

10 lat temu złoty medal MŚ zdobył tutaj Adam Małysz. Porównań do niego chyba wciąż pan nie uniknie?

- Zobaczymy, czas pokaże. Generalnie nie sądzę, by dziennikarze mnie czymś zaskoczyli. Wywiady i występy w telewizji przerabiam już od jakiegoś czasu.

Szykuje się świętowanie?

- Oczywiście, ale dziś na pewno skromnie, bo już w piątek treningi, a w sobotę zawody drużynowe. Odbijemy sobie to po sezonie.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama