Stefan Horngacher wróci do Polski? Maciej Maciusiak zabrał głos. Zapowiedział zmiany
Z jednej strony sukces, jakiego nie było, a z drugiej strony katastrofa. Tak wyglądał sezon dla polskich skoczków narciarskich. Wielka szkoda, że trzy medale zimowych igrzysk olimpijskich w Predazzo zostały przyćmione przez fatalną zimę naszych zawodników w Pucharze Świata. Maciej Maciusiak, trener kadry, porażkę w sezonie bierze na siebie, za to - jego zdaniem - medale na igrzyskach są sukcesem całych polskich skoków. Szkoleniowiec został też zapytany w rozmowie z Interia Sport o zmiany w sztabie i kadrach oraz "niespodziankę", jaką szykuje Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

Maciej Maciusiak, trener kadry polskich skoczków narciarskich, kiedy obejmował kadrę, nie obiecywał cudów. Zapowiadał solidną pracę i medal igrzysk. I w sumie, w sytuacji w jakiej przejmował reprezentację, podium igrzysk można było uznać za cud.
Z Predazzo Biało-Czerwoni wrócili z aż trzema medalami, co miało miejsce pierwszy raz w historii. To był sukces, jakiego nikt się nie spodziewał. Po nim przyszła jednak katastrofa w Pucharze Świata. Dla naszych skoczków problemem był awans do drugiej serii.
Maciusiak w rozmowie z Interia Sport mówi o przyczynach, ale też o tym, jak zapatruje się na "niespodziankę", jaką szykuje Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego. Ten zapowiedział sprowadzenie do pracy w Polsce specjalisty z zagranicy. Jakub Balcerski ze Sport.pl przyznał, że chodzi o Stefana Horngachera.
Maciej Maciusiak: medale igrzysk to sukces całych polskich skoków, a słabe starty w Pucharze Świata biorę na klatę
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Wyglądałeś jak zbity pies w Planicy. Zmęczenie trudnym sezonem chyba dało znać o sobie?
Maciej Maciusiak: - Powiem szczerze, że tak, bo jak nie idzie, to kosztuje to mnóstwo energii. Człowiek chce jeszcze bardziej, a jednak nie wychodzi. Wszyscy tak się czuliśmy w Planicy. I zawodnicy, i cały sztab. Czekaliśmy tylko na to, żeby ten sezon się skończył.
Kiedy obejmowałeś kadrę, powiedziałeś, że jako sztab zrobicie wszystko, by Kamil Stoch pożałował, że odchodzi. Po tym, jak wyglądał ten sezon w jego wykonaniu, chyba nie żałuje, że podjął tak decyzję. Wykonał niesamowitą pracę, a jednak męczył się straszliwie przez cały sezon. Narzucił na siebie też chyba za dużą presję?
- Kamil przez całą karierę, ale szczególnie przez te ostatnie dwa sezony, robił po prostu wszystko, żeby być na szczycie. Nie udało się, ale taki jest sport. Pewnych rzeczy nie dał rady przeskoczyć, ale myślę, że też troszeczkę pożałował tego, że skończył, bo tych emocji na pewno było dużo. Był przygotowany na to, co go spotka w Planicy, bo przez cały sezon praktycznie w każdym miejscu świata, organizatorzy zawodów go żegnali. W końcu nadszedł decydujący moment. Przeszedł do historii sportu. Został legendą.
Dla całego sztabu to był chyba bardzo emocjonalny weekend w Planicy?
- To prawda, a szczególnie sobota. Kamil miał napięty kalendarz w Planicy, ale staraliśmy się to wszystko ułożyć tak, żeby usiąść w mniejszym gronie. Znaleźliśmy czas na wspólne podsumowanie i było na tym spotkaniu mnóstwo emocji. Chyba jeszcze więcej niż w niedzielę na skoczni.
Ty możesz spokojnie spojrzeć w lustro, bo kiedy przejmowałeś kadrę, to nie mówiłeś o wynikach w Pucharze Świata, ale jasno postawiłeś cel - medal igrzysk? Były trzy. Zadanie zostało zatem wykonane z nawiązką. Pewnie myślałeś, że droga do tych sukcesów będzie wiodła przez niezłe starty w Pucharze Świata, ale w nim - jak sam powiedziałeś w rozmowie z nami jeszcze przed Planicą - była katastrofa. Masz takie poczucie, że jednak nie zrobiłeś wszystkiego, co można było?
- Mamy drużynę, która razem wygrywa, ale razem też przegrywa. Te medale na igrzyskach, to jest sukces całych polskich skoków narciarskich. Słabe starty w Pucharze Świata biorę na klatę. Sport wyczynowy to rywalizacja na wysokim poziomie. Więcej jest w nim porażek niż sukcesów. I tak było w tym sezonie. Większość konkursów, bo na pewno nie wszystkie, były słabe w naszym wykonaniu w tym sezonie Pucharu Świata. Z nawiązką jednak sięgnęliśmy po to, co było najważniejsze tej zimy, czyli medale olimpijskie.
To, co wydarzyło się w Pucharze Świata, będzie długo siedziało w tobie, czy postarasz się jak najszybciej zostawić to za sobą?
- Myślę, że nie powinniśmy zostawiać tego za sobą, bo mamy wiele przemyśleń, dlaczego tak się stało. Wiele z nich jest bardzo trafnych. W końcówce sezonu wszyscy staraliśmy się zrobić wszystko, by było jak najlepiej, ale nie wyszło. Nie mieliśmy też już czasu na trening, na którym można byłoby zmienić sprzęt, a właśnie w tym elemencie świat nam odjechał.
Czyli masz świadomość tego, że jednak zawaliliście sprawę ze sprzętem? A gdybym zapytał o błędy, jakie popełniłeś, to co mi powiesz?
- Przygotowanie fizyczne i organizacja oraz atmosfera w drużynie były budujące. Zaraz po igrzyskach żyliśmy nadzieją, że jeszcze w tej końcówce sezonu będziemy się liczyć, że będzie łatwiej. Było inaczej. Wyglądało to jeszcze gorzej, niż przed igrzyskami. Wszystko zaczęło się sypać. Po raz kolejny przekonaliśmy się, jak bardzo zostaliśmy w tyle, jeśli chodzi o sprzęt. I nie mówię tutaj tylko o samych kombinezonach. Zawodnicy widzieli, że robią, co mogą, a jednak sprzęt ich ogranicza. Wyniki były coraz gorsze, a to wywoływało napięcie u skoczków. Starali się, jak mogli, ale nie byli w stanie nawiązać walki. Wyobrażam sobie co oni czuli, bo wiem, jak my się czuliśmy w sztabie, a co dopiero oni na skoczni. Planica to już była kompletna katastrofa. Nie byliśmy konkurencyjni nawet z prędkościami na progu. Nikt nie spodziewał się czegoś takiego. Wszyscy próbowaliśmy jakoś z tego wybrnąć, ale bez efektu. Nic nie działało. Po tej końcówce sezonu jest w nas wielka sportowa złość. Na pewno zmienimy wiele rzeczy na przyszły sezon.
Ciekawe co mówisz, że to nie tylko kombinezony były problemem. Rozumiem zatem, że chodzi też o buty, wiązania, czy nawet same narty, a konkretnie mówiąc pewnie o struktury?
- Oczywiście we wszystkich tych elementy byliśmy troszeczkę z tyłu.
Trener kadry skoczków zapowiada zmiany. Ma na czym budować
Mimo wszystko ten sezon został uratowany przez igrzyska. Możesz mieć dużą satysfakcję z tego, bo jest na czym budować. Skoro w igrzyskach potrafiliśmy zdobywać medale, to znaczy, że w sztabie wiedzieliście, co zrobić, żeby one po prostu były?
- Do tego wszystkiego po medale sięgali najmłodsi zawodnicy w kadrze. Przy okazji zatem doszło do zmiany pokoleniowej. I to jest budujące dla tych zawodników. Pokazuje też, że mamy w skokach potencjał. Jako sztab też udowodniliśmy, że znamy się na rzeczy. Potrafiliśmy wszystko przygotować tak, by nasi zawodnicy byli konkurencyjni. I to nie był jeden raz. Gdyby było tylko jedno podium, to pewnie wiele osób mówiłoby o szczęściu. My wróciliśmy z trzema medalami. To pokazuje, że w tym wszystkim nie było przypadku.
Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, powiedział w Planicy, że w nowym sezonie pojawi się osoba z zagranicy, która miałaby objąć funkcję dyrektora sportowego, by koordynować wszystko to, co dzieje się w polskich skokach. Pojawiło się nawet nazwisko Stefana Horngachera. To będzie dobry krok, żeby ktoś czuwał nad wszystkimi strukturami w tej dyscyplinie sportu?
- Jeszcze jest za wcześnie, żeby cokolwiek mówić. Każdy specjalista, który jednak będzie chciał nam tylko pomóc i dołączyć do teamu, będzie mile widziany. Im więcej ludzi będzie do pracy, tym lepiej. Jestem za tym, by się wzmacniać, bo jesteśmy po to, by zawodnicy odnosili sukcesy, a oni naprawdę ciężko na nie pracują.
Rozumiem, że jesteś otwarty na każdą współpracę?
- Oczywiście, że tak. To już nie są te czasy, że trener mógł coś zrobić w pojedynkę. Teraz do sukcesu w skokach potrzebny jest cały sztab specjalistów.
Rozumiem zatem, że będą zmiany w sztabie, ale pewnie też dojdzie do przetasowań w kadrach?
- Na pewno będą zmiany w kadrach. Chciałbym wziąć do nich samych młodych zawodników, ale jeszcze nie wszyscy prezentują poziom Pucharu Świata. Na pewno jednak wszyscy będą mieć równe szanse, by w nim skakać. System bazowy kadry A i B zostanie zachowany. Pojawią się w nim z pewnością młodsi skoczkowie.
Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:















