Spięcie Kubackiego z ojcem, taka scena na skoczni. "Potem długo się do mnie nie odzywał"
Dawid Kubacki w młodości dzielił czas między naukę a sport. Osiągał bardzo dobre wyniki w szkole, ale napotkał trudności w rozwoju sportowym. Jego rodzice, przede wszystkim ojciec, mieli wątpliwości co do sensu kariery sportowej, co doprowadziło do konfliktu na tle jego pasji do skoków narciarskich. Ostatecznie Kubacki musiał samodzielnie udowodnić, że to jego droga, mimo że relacje rodzinne na pewien czas się ochłodziły.

Dawid Kubacki już w gimnazjum musiał dzielić czas pomiędzy szkołę a treningi skoków narciarskich. Wyniki w nauce miał bardzo dobre, ale sportowo w pewnym momencie stanął w miejscu.
- Był moment, gdy mi nie szło i nie było widać postępu. Byłem za to dobrym uczniem, mimo opuszczanych lekcji miałem świadectwa z paskiem. Rodzice chcieli wtedy na mnie wpłynąć. Uważali, że są w życiu lepsze opcje niż zabawa w skoki, które tylko zajmują czas - mówił sam zainteresowany w wywiadzie do książki "Za punktem K" Natalii Żaczek i Jakuba Radomskiego.
- Przez ciągłe treningi, zawody itp., zazwyczaj w okresie zimowym, rzadko bywał w szkole, ale jak widać było warto. Nie odbiło się to jednak na jego nauce, ponieważ mimo zaangażowania w sport ważna była dla niego również wiedza - przyznała kiedyś jego klasowa koleżanka Malwina Grońska na łamach "Gościa Niedzielnego".
Dawid Kubacki kontra ojciec na skoczni, historia sprzed lat. "Pokaż licencję"
Jego ojciec Edward w rozmowie przyznawał, że faktycznie ostateczna decyzja o wejściu w profesjonalny sport należała do samego Dawida. Dopytywał swojego syna, czy na pewno to jest to, co chciałby robić zawodowo. Dostał jednoznaczną odpowiedź. Reszta jest historią, choć czasem burzliwą.
Zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni 2019/20 zaznaczył, że w jego drodze juniorskiej nie obyło się bez kłótni.
- Pamiętam śmieszną historię z młodzieńczych lat, kiedy tata zawoził mnie na treningi. Został, jak to rodzic, by oglądać moje próby, ale cały czas miał dla mnie mnóstwo porad - opowiadał. Można porównać tę sytuację do tzw. Komitetu Oszalałych Rodziców w juniorskiej piłce nożnej.
Wreszcie zawodnik wybuchł i ostro zwrócił się do rodzica. Przyznał, że to była typowa "pyskówka".
Pokaż licencję, to będziesz mógł mi udzielać wskazówek. Póki co, mam trenera, który siedzi tam wyżej
- Tata się na mnie obraził, wsiadł do auta i sam pojechał do domu. Później dość długo się do mnie nie odzywał - zakończył złoty medalista mistrzostw świata z Seefeld.
Sytuacja musiała mieć miejsce w latach 2003-2006, bo wtedy Kubacki uczęszczał do gimnazjum, a konkretnie tego nr 1 w Nowym Targu.













