Reklama

Reklama

Soczi 2014. Reprezentacja Polski w skokach - było bardzo dobrze, został tylko Stoch

Jeszcze kilkanaście dni temu wydawało się, że ten sezon może należeć do polskich skoczków narciarskich, spośród których aż czterech znalazło się w pierwszej dziesiątce Pucharu Świata po inauguracji sezonu. Zwycięstwa Krzysztofa Bieguna, Jana Ziobry i Kamila Stocha w konkursach PŚ żółty plastron lidera dla tego ostatniego - żyć nie umierać. Turniej Czterech Skoczni mógł wprowadzić jednak niepokój w serca polskich kibiców i sprowadził nas na ziemię.

Stoch, który był faworytem 62. edycji TCS, tylko raz znalazł się na podium, i to w konkursie w Innsbrucku, który z powodu silnego wiatru został zakończony po pierwszej serii. Kamil niby skakał dobrze w Turnieju Czterech Skoczni, ale inni byli lepsi. Siódme miejsce w klasyfikacji generalnej na pewno nie jest szczytem możliwości naszego mistrza świata z zeszłego roku. Fakt, że nie zdołał wygrać żadnego z czterech konkursów świąteczno-noworocznego turnieju, dla lidera PŚ jest z pewnością porażką.

Reklama

Pozostali Polacy spisali się przyzwoicie w Turnieju Czterech Skoczni, choć nie było szaleństw. Przeważnie wszyscy kwalifikowali się do konkursów, choć zdarzyły się pojedyncze wpadki jak odpadnięcie Piotra Żyły w Garmisch-Partenkirchen czy Bieguna w Bischofshofen. W konkursach "Biało-czerwoni" zajmowali jednak głównie miejsca w trzeciej dziesiątce. Wyjątkiem był Stoch, który oprócz zawodów w Oberstdorfie, gdzie zajął 13. pozycję, zawsze plasował się w czołowej dziesiątce, a w Innsbrucku zajął trzecie miejsce.

"Z powodu lekkiego przeziębienia nie byłem w pełnej dyspozycji fizycznej. Do tego doszła presja. Nie tylko mediów. Przyjechałem na TSC w roli faworyta, zewsząd o tym słyszałem" - mówił Stoch, cytowany przez "Przegląd Sportowy".

Przed Turniejem Czterech Skoczni 26-letni skoczek prezentował się znakomicie. "Byłem liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, mając za sobą cztery starty, w których dwa razy wygrałem i dwa razy byłem drugi" - stwierdził Kamil. Takie wyniki osiągnął w niemieckim Titisee-Neustadt i szwajcarskim Engelbergu. W drugim z konkursów na Gross-Titlis-Schanze uległ tylko Ziobrze.

"To wszystko złożyło się na trudną dla mnie sytuację. Cieszę się, że wyszedłem z niej w miarę obronną ręką" - dodał Stoch na łamach "PS".

Trudów Turnieju Czterech Skoczni nie wytrzymał Klemens Murańka. Polak, który po trzech konkursach zajmował 10. pozycję w klasyfikacji generalnej, w Bischofshofen po raz pierwszy przegrał pojedynek w pierwszej serii, i - nie zdobywając żadnego punktu - spadł aż na 21. miejsce. W Pucharze Świata Klimek najlepiej wypadł w Engelbergu, gdzie był siódmy.

Na początku sezonu wszystkich zaskoczył Biegun. W pierwszych zawodach Pucharu Świata w niemieckim Klingenthal, które rozegrano w trudnych warunkach, wygrał jedną rozegraną serię (na oddanie skoku nie zdecydowali się Anders Bardal i Gregor Schlierenzauer) i został liderem Pucharu Świata. Prowadzenie utrzymał do trzeciego konkursu sezonu w Lillehammer, kiedy nie wszedł do czołowej "30". Potem wyjechał na Uniwersjadę, gdzie zdobył dwa złote medale i jeden srebrny. Wrócił do wielkiego skakania, ale zaprezentował się bez błysku.

Ziobro - oprócz zwycięstwa i trzeciego miejsca w Engelbergu, był dziewiąty w Klingenthal, a w klasyfikacji Pucharu Świata zajmuje 13. pozycję ex aequo z Żyłą. Piotr w tym sezonie jeszcze nie stanął na podium, ale trzy razy był w pierwszej dziesiątce (piąty w Klingenthal i szósty w Lillehammer i Engelbergu). Maciej Kot w klasyfikacji TCS był drugim spośród Polaków (12. miejsce), wyprzedzając w ostatnim konkursie Murańkę. Jak wszyscy Polacy, miał dobry początek (był szósty w Klingenthal i piąty w Lillehammer), ale później nie było już tak różowo. 

Przed Łukaszem Kruczkiem, trenerem reprezentacji Polski, teraz najgorętszy okres. Do rozpoczęcia igrzysk olimpijskich w Soczi pozostał miesiąc. Przed zawodnikami jeszcze kilka pucharowych konkursów poczynając od lotów w Tauplitz, przez Wisłę, Zakopane, Sapporo i Willingen. W tym czasie selekcjoner będzie musiał wybrać piątkę, która poleci na igrzyska do Rosji.

Niezagrożone miejsce na pewno ma Stoch, który na razie nie oddał plastronu lidera Pucharu Świata. Kamil wyprzedza o 24 punkty Simona Ammanna. Szwajcar bardzo chciał odnieść zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni, którego brakuje mu w bogatej karierze. Ammann musiał się jednak obejść smakiem, gdyż zajął w 62. edycji trzecie miejsce. Wyprzedzili go dwaj Austriacy. Wygrał Thomas Diethart, a drugi był Thomas Morgenstern.

Diethart okazał się prawdziwym objawieniem. Skoczek, który przed tym sezonem w Pucharze Świata zdobył zaledwie trzy punkty, najniżej w Turnieju Czterech Skoczni był piąty - w Innsbrucku. Poza tym dwa razy wygrał i zajął trzecie miejsce. Zwycięstwo w całym Turnieju Czterech Skoczni odniósł więc zasłużone. Morgenstern natomiast we wspaniałym stylu powrócił do skakania, po wypadku z Titisee-Neustadt, gdzie upadł w pierwszej serii.

Trochę słabiej spisał się Schlierenzauer, który w klasyfikacji generalnej TCS był dopiero ósmy. Mimo wszystko Austriacy pokazali, że po słabszym początku sezonu, w tym momencie są najmocniejszą nacją w skokach narciarskich. Nie można jeszcze zapominać o Norwegach z Bardalem, Niemcach, gdzie wciąż nie odpalili Severin Freund czy Andreas Wellinger, czy Japończykach z przeżywającym kolejną młodość Noriakim Kasaim. Igrzyska olimpijskie zapowiadają się więc ekscytująco.

Autor: Paweł Pieprzyca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje