Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. Zapomniane giganty i skocznia pod reżimem

Karuzela Pucharu Świata w skokach narciarskich skupiona jest wokół powtarzających się obiektów, które oglądamy niemal co roku. Na peryferiach "skokowego świata" znajduje się jednak sporo miejsc, którym należy się szczególna uwaga. Skocznia na Słowacji, której rekord jest niemal tak duży, jak tej w Willingen? Podobnych rozmiarów obiekt w Kazachstanie? A może... skocznie w Korei Północnej? Oto podróż po najbardziej fascynujących, choć jednocześnie - nieoczywistych obiektach globu.

Copper Peak, Ironwood

Naturalnie tym, co najbardziej ekscytuje kibiców jest rywalizacja na skoczniach mamucich. Aktualnie na całym świecie mamy ich cztery: w Planicy, Vikersund, Oberstdorfie i Kulm. Nieczynny (choć istnieją plany jej odbudowy) pozostaje obiekt w Harrachovie, zaś przed laty rywalizacja toczyła się na jeszcze jednym - w Ironwood, w Stanach Zjednoczonych. Copper Peak, bo taką nazwę nosi skocznia powstała pod koniec lat 60. ubiegłego wieku. Podczas zawodów wykorzystywana była stosunkowo rzadko. Choć jej rozmiar wynosi aż 175 metrów, oficjalny rekord jest o wiele słabszy. W 1994 roku Mathiasa Wallner i Werner Schuster lądowali nań na 156. metrze. 

Reklama

Przez lata skocznia niszczała, a jej przestarzały profil przekreślał jakiekolwiek marzenia o organizacji na niej zawodów najwyższej rangi. W ostatnich latach z inicjatywy władz FIS trwają prace, mające na celu przebudowę obiektu i jego dostosowanie do wymogów Pucharu Świata. W optymistycznym scenariuszu Copper Peak może wrócić do niego już w sezonie 2021/2022. Czy zostanie poprawiony jej rekord?

Kasztak, Krasnojarsk

Lata temu, na długo przed tym, jak skoki zyskały w Polsce tak dużą popularność na Syberii powstała skocznia, umożliwiająca loty poza granicę 150. metra. Kasztak, obiekt w Krasnojarsku wybudowany został w 1958 roku. Punkt konstrukcyjny ulokowany był na 132. metrze. Rekord? Ten oficjalnie odnotowany wynosi aż 154 metry i pochodzi z 1986 roku. Niestety, z uwagi na czasy i "żelazną kurtynę" nigdy nie gościły na niej zawody rangi międzynarodowej. I już nie zagoszczą, bowiem skocznia została rozebrana, a na jej miejscu powstają trzy, mniejsze obiekty, służące nauce skoków. 

Skokanske Mostky, Dukla

Niespełna dwie godziny jazdy od polskiej granicy, na Słowacji znajduje się skocznia o parametrach bardzo zbliżonych do tej w Willingen. Obiekt w Kralikach, bo o nim mowa powstał w 1984 roku i jeszcze pod koniec XX wieku był regularnie wykorzystywany w zawodach krajowej rangi. Szybować na nim można bardzo daleko - rekord to 151,5 metra, które w 2001 roku uzyskał Manuel Fettner. Co ciekawe, smak skakania na "słowackim mamucie" poznał też Stefan Kraft, który wystartował nań w zawodach w 2010 roku, zajmując pierwsze miejsce.

Profil skoczni jest przestarzały, a współcześni zawodnicy mieliby poważne problemy, by się na niej odnaleźć. Mimo to Słowacy snują plany modernizacji, która musiałaby być jednak bardzo rozległa i obejmować zmianę profilu, budowę trybun i generalny remont wieży sędziowskiej.

Burabaj, Szczuczyńsk

Kazachowie wykazali się nie lada polotem, otwierając w 2018 roku skocznię, którą bez wahania włączyć można do grona największych dużych obiektów świata. Burabaj, bo o niej mowa gościł już wielokrotnie zawody FIS Cup i Pucharu Kontynentalnego. Oficjalny rekord to co prawda "tylko" 144 metry, lecz podczas pokazowych zawodów Jurij Tepes poszybował aż dziesięć metrów dalej. Co ciekawe, magiczną granicę 150. metra przekroczył na niej też reprezentant gospodarzy, Siergiej Tkaczenko. 

Masikryong

Skocznia dużo mniejsza od wymienionych wcześniej, co nie znaczy, że mniej interesująca. Ulokowana jest bowiem w... Korei Północnej - miejscu niemal zupełnie odciętym od zewnętrznego świata. Wybudowana na terenie dużego kompleksu narciarskiego, przeznaczonego dla partyjnych dygnitarzy ma punkt konstrukcyjny ulokowany na 35. metrze i służy zapewne do nauki skoków. Niestety, brak ta temat jej, jak i koreańskich skoczków dokładniejszych informacji.

Trampolín de Saltos, Astun

Skocznia w Hiszpanii, na której możliwe są loty w okolicę setnego metra brzmi mocno egzotycznie, lecz plany wobec Astun obejmowały nawet rolę gospodarza... igrzysk olimpijskich. Obiekt położony tuż przy francuskiej granicy powstał w 1980 roku i obecnie jest nieużywany, choć jeszcze pod koniec XX wieku skakano na nim regularnie. Gościł m.in. Uniwersjadę (w 1991 i 1995 roku). Co ciekawe - położony jest bardzo wysoko i niemal osadzony na pirenejskich skałach.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje