Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. ​W szaleństwie Piotra Żyły jest metoda

Do trzydziestki nie wygrał prawie nic. Piotr Żyła to ekscentryk, który wszystko robił na opak, ale i tak wyszedł na swoje. W tym sezonie jest największym wygranym polskiej kadry.

"Zwróćcie uwagę na tego skoczka. Nikt inny tak się nie zachowuje" - krzyknął komentator. Jego kolega głośno się zaśmiał, gdy Żyła wykonał na rozbiegu "fajeczkę" i "garbika". Konkurs oglądałem w telewizji za granicą, gdzie dziwaczna pozycja Polaka na rozbiegu wciąż budziła zdumienie.

Ze "Źródełka" na skocznię

Adam Małysz się pieklił: - Jak można uważać, że robiąc wszystko inaczej niż reszta, ty jeden masz rację? - pytał. Badania aerodynamiczne i fizjologiczne były już w skokach wystarczająco zaawansowane. Gdyby pozycja dojazdowa Żyły dawała większe możliwości oddania dobrego skoku, z miejsca naśladowaliby go inni.

Reklama

Ale Żyła skakał wtedy przeciętnie. A nawet słabo, jak na skalę swoich nieprawdopodobnych możliwości. Fizjologicznie jest fenomenem. "Tyle co ma w nogach Piotrek, nie ma nikt inny" - mówił jego pierwszy trener Jan Szturc.

Kiedy w 2010 roku Żyła wyleciał z kadry, poszedł do pracy w pensjonacie "Źródełko" w Ustroniu prowadzonym przez swoich rodziców. Szybko zatęsknił za adrenaliną, więc poprosił Szturca o treningi. Wujek Małysza zawezwał na pomoc Adama, by Żyłę od "fajeczki" i "garbika" uwolnić. Małysz był idolem Żyły. W 2006 roku Piotrek ożenił się z kuzynką Adama Justyną Lazar. Podczas wesela wyszli na chwilę przed salę, by ochłonąć. - Biegniemy? - zapytał Żyła. - Biegniemy - odpowiedział Małysz. I pobiegli.

Piotrek zawsze był ruchliwy. Lubił wyzwania. Kiedyś, wracając z pracy, mama spostrzegła, że zarzucił narty na plecy i gdzieś się wybiera. - Piotruś, gdzie ty idziesz? Na skocznię? Przecież strasznie wieje - mówiła. - Dlatego idę, że wieje - odpowiedział.

Szturc z Małyszem przekonali Piotrka, żeby zmienił pozycję na rozbiegu. Skoczek uprosił trenera kadry Łukasza Kruczka, żeby zabrał go na zgrupowanie przed sezonem. Nie było dla niego miejsca w samolocie, więc dojechał busem z serwismenami. Pracował ciężko i wrócił do reprezentacji. Kiedy znów miał kryzys wrócił do "garbika" i "fajeczki". Kruczek uważał, że zmuszanie Żyły do zmiany, przyniesie odwrotny skutek.

Dyskusja skończyła się, gdy w 2016 roku do Polski wrócił Stefan Horngacher. Miał u Żyły ogromny autorytet od czasów, gdy prowadził go w juniorach. W 2005 roku w Rovaniemi zdobyli srebro w drużynie z Kamilem Stochem, Pawłem Urbańskim i Wojciechem Toporem.

Żyła, jak osiągnąć stabilizację?

Mimo ogromnego talentu do skoków, Żyła długo nie odnosił sukcesów. Problem nie kończył się na dziwacznej pozycji dojazdowej. W 2013 roku w Oslo, wykonując "garbika" i "fajeczkę" Piotrek wygrał pierwszy raz w karierze konkurs Pucharu Świata, ex aequo z Gregorem Schlierenzauerem. Uwierzył, że pozycja dojazdowa nie ma tu nic do rzeczy.

Mała odporność psychiczna? Zapewne. Zwycięstwo w Oslo było jego pierwszym podium w ósmym sezonie startów w Pucharze Świata. Na początku miał ogromny problem z zakwalifikowaniem się do finału.

Skoczkiem światowej czołówki Żyła został w 2017 roku. Mając 30 lat. Drugie miejsce w 65. Turnieju Czterech Skoczni było przełomem. Zaczął skakać równo. Wcześniej oddawał w konkursie zwykle jeden dobry skok. Drugi psuł. W TCS cztery lata temu trzymał się mocno. Każdy skok był dobry lub bardzo dobry.

Zapytałem wtedy Żyłę, jak się oddaje osiem równych skoków? - Gdyby trzeba było oddać dziesięć, też bym sobie poradził - powiedział. Nie znaczy to, że w końcu ustabilizował formę.

4 lutego 2018 roku w Willingen Żyła zajął trzecie miejsce w konkursie Pucharu Świata. Pięć dni przed igrzyskami w Pjongczangu. Jechał do Korei Płd. wziąć rewanż za Soczi, gdzie w konkursie na dużej skoczni nie awansował do finału, a w drużynie zepsuł skok, przez co Polacy wylądowali na czwartej pozycji.

W Pjongczangu przyszła jakaś dziwna niemoc. Żyła nie wystartował w żadnym z konkursów. Wybrzdąkał na gitarze Mazurka Dąbrowskiego dla Stocha po trzecim złocie olimpijskim. Historyczny brąz drużyna zdobyła bez niego.

Żyła na poważnie

Żyła próbował różnych metod na pokonanie stresu. Albo żartował z dziennikarzami, stroił żarty przed kamerami, albo w ogóle się do nich nie odzywał. - Skoków nie można zrozumieć. Nie należy nawet próbować - powiedział przed mistrzostwami świata w Seefeld w 2019 roku. Bronił tam złotego medalu z drużyną i brązu indywidualnie na dużej skoczni. Nie powiodło się ani jedno ani, drugie.

Od 2013 roku Żyła osiągał sukcesy przede wszystkim z drużyną. Brąz mistrzostw świata w Val di Fiemme i kolejny brąz dwa lata później w Falun. Najlepsze przyszło jednak po trzydziestce. W 2017 roku w Lahti zdobył wreszcie medal indywidualnie. Brąz mistrzostw świata na dużej skoczni. To był wielki odlot Żyły, który kompletnie stracił kontakt z rzeczywistością. Na konferencji prasowej nie było z nim porozumienia. Pytania w ogóle do niego nie docierały.

W tamtych czasach Żyła mieszkał w pokoju z Maciejem Kotem na zawodach i zgrupowaniach. Często brali na skocznię piłkę, by się rozgrzać, kopiąc ją i żonglując. Byli jak ogień i woda. Czasem pytaliśmy spokojnego, refleksyjnego Kota, jak nawiązuje kontakt z takim wulkanem energii? Odpowiadał, że zgrywy Piotrka się kończą, gdy znikają kamery. Wtedy rozmawiają poważnie.

Długo trwało, zanim Żyła uwolnił swój potencjał. Dziś jest najstarszym mistrzem świata w skokach. Medali wielkich imprez ma jednak aż osiem. Sześć wywalczył w ostatnich czterech latach. Może jego największym atutem był upór? Żaden z wielu kryzysów go nie załamał.

- Piotrek jest nieobliczalny. Na tyle nieobliczalny, że wszystko jest w jego zasięgu - mówił Małysz. Wszystko wskazuje na to, że w szaleństwie Żyły jest metoda.

Dariusz Wołowski


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje