Reklama

Reklama

Skoki narciarskie - Turniej Czterech Skoczni. Olaf Lubaszenko: Andrzej Stękała, czyli czwarty do brydża

- Były powody, żeby być spokojnym, bo Kamil prezentował przez ostatnie dni taką dobrą energię, widać było, że to idzie w dobrą stronę - mówił w magazynie "Polskie Skocznie" Polsatu Sport Olaf Lubaszenko tuż po zakończeniu 69. Turnieju Czterech Skoczni. - Chciałem oczywiście, żeby Dawid był drugi, ale myślę, że nie ma powodów do narzekań - dodał uznany aktor, reżyser i zdeklarowany fan skoków narciarskich.

- Sukces Adama Małysza to był oczywiście moment przełomowy, ale ja interesowałem się skokami już wcześniej - wyjawił Olaf Lubaszenko w pierwszym programie "Polskie Skocznie", który od najbliższego weekendu będzie już gościł na sportowych antenach Polsatu w każdy niedzielny wieczór.

Reklama

Lubaszenko zapewnił też, że losy najlepszych skoczków świata śledzi na bieżąco, a nie tylko przy okazji mistrzostw świata, igrzysk olimpijskich czy Turnieju Czterech Skoczni.

- Oglądam raczej wszystko, bo ja nie jestem kibicem wielkich imprez, tylko raczej konkretnych dyscyplin. I tych dyscyplin, którym zawsze kibicuję są dwie: piłka nożna i właśnie skoki narciarskie - podkreślił.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Poproszony przez prowadzącą "Polskie Skocznie" Paulinę Chylewską o podzielenie się wrażeniami po Turnieju Czterech Skoczni Olaf Lubaszenko pozwolił sobie, jak sam to ujął, na krótki monolog:

"Pozytywne zaskoczenie to na pewno postawa Andrzeja Stękały. Nawiązując do dzisiejszej daty: jest taki film kryminalny z 1967 roku "Gdzie jest Trzeci Król" w reżyserii Ryszarda Bera. Nie pamiętam dokładnie fabuły, więc nie powiem dziś, gdzie jest ten trzeci król, ale wiem, że pojawił się... czwarty do brydża. Wszystko - to jak Andrzej skacze, to jak się zachowuje, jak się wypowiada - wskazuje na to, że będzie solidnym i pewny elementem reprezentacji na lata. Nieco mniej pozytywne zaskoczenie ostatnich dni, to postawa Halvora Graneruda. Choć na pewno odebrał już swoją lekcję pokory. Zresztą skoki, tak to sobie wyobrażam, jak mało która dyscyplina uczą pokory, także przez wyjątkowy związek z naturą, ze zmiennym prądem powietrza nazywanym wiatrem. Granerud trochę sobie tymi wypowiedziami strzelił może nie w stopę, a w nartę, ale myślę, że już tego nie zrobi, że też się czegoś nauczył".

A całą historię Graneruda podsumował nieoczywistą puentą: - Jak kiedyś był taki znakomity kolarz Olaf Ludwig, to potem w Polsce wielu chłopców otrzymało na imię Olaf, choć to nie był przecież polski kolarz a niemiecki. Ale już po sukcesach Svena Hannavalda fali małych Svenów nie było. I myślę, że wielu Halvorów też nie będzie.

Redakcja, Polsat Sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje