Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. Światełko w tunelu dla skoczni w Harrachovie

W Harrachovie pojawiło się światełko w tunelu w ratowaniu podupadłych skoczni narciarskich. W miniony weekend rozpoczęto pierwsze prace na mniejszych obiektach, dzięki którym możliwe będą treningi dzieci. Wciąż trwa zbiórka na ratowanie kolebki czeskich sportów zimowych.

"Słynna dyscyplina wstaje z grobu" - piszą Czesi o skokach narciarskich w Harrachovie. Dzięki zbiórce publicznej udało się rozpocząć pierwsze prace i przygotować mniejsze obiekty. Na skoczniach K-40 i K-70 uporządkowano teren na rozbiegu i zeskok oraz wymieniono deski. Wyprodukowano też śnieg, dzięki któremu możliwe będą treningi dzieci na białym puchu. Skokami na przywróconych do życia obiektach wyraziły zainteresowanie czeskie i polskie kluby. 4 stycznia otwarto już pierwszą, większą ze skoczni.

Wieść o ratowaniu upadłych skoczni narciarskich w Harrachovie rozeszła się w ubiegłym roku. Wówczas utworzono specjalne konto, na które wciąż można wpłacać datki na ratowanie czeskiej kolebki skoków.

Reklama

Na słynnym Czertaku w latach 1985-2014 odbywały się konkursy Pucharu Świata. Tam przed sześcioma laty rozstrzygały się losy tego, kto zostanie mistrzem świata w lotach narciarskich, a Adam Małysz dzień po dniu śrubował nowy rekord.

Przez kilka lat skocznia, która została pozostawiona sama sobie i udostępniona jedynie do zwiedzania dla turystów, stopniowo popadała w ruinę. W 2017 roku ruszył pierwszy program czeskiej młodzieży o nazwie "na mamuta". Dzięki akcji "Projekt Harrachov" zorganizowanej w 2019 roku uzbierano już 480 tys. koron.

Do ratowania niszczejących skoczni włączyli się też Polscy kibice. Do tej pory zgromadzono 10 tys. złotych, ale zbiórka wciąż trwa. Co więcej, do akcji włączyli się znani sportowcy, przekazując swoje pamiątki na licytację. Nad zbiórką patronat objęli między innymi Adam Małysz i Jakub Janda. Pieniądze z polskiej zbiórki mają być rezerwą, a zbiórka potrwa do czerwca 2020 roku.

Zbiórka zakłada wskrzeszenie nie tylko skoczni mamuciej, ale również przywrócenie blasku mniejszym obiektom treningowym.

Światełkiem w tunelu nie są tylko prace poczynione na małych obiektach, ale również pozyskanie 75 procent własności terenu skoczni przez klub L.T.B.K. Harrachov. Udziały w spółce zostały wykupione, ale sam problem był i jest nadal złożony.

Jak mówi Stanisłav Slavik - prezes klubu, problem zrujnowanego obiektu wymaga bardziej fundamentalnych rozwiązań. Ogłoszono konkurs na opracowanie badań, którego zadaniem jest opisanie, jak najlepiej ożywić teren. Wizja premiera Czech Andreja Babiša obejmuje obok kompleksowej rekonstrukcji skoczni narciarskich również stworzenie Narodowego Centrum Sportów Zimowych w Harrachovie. Taka inwestycja może kosztować nawet 500 milionów koron, a jej wdrażanie ma rozpocząć się w 2021 roku. 

AB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje