Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. Stoch nie dostanie pieniędzy. Tajner: Nie sądzę, że to się skończy źle

Kamil Stoch może się czuć oszukany przez Norwegów. W marcu wygrał cykl Raw Air, natomiast do dzisiaj nie dostał za to nagród. - Jeśli z nagrodą za zwycięstwo w Raw Air jest jakiś problem finansowy, to po prostu to się odwlecze. To jest Norwegia, czyli kraj słynący z uczciwości, wysoko rozwinięty. FIS ma swoje formy nacisku wobec tych, którzy nie mogą, czy nie chcą wywiązać się z zobowiązań finansowych - mówi Interii prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner.

Zbigniew Czyż, Interia: 22 sierpnia powinna ruszyć letnia Grand Prix. Inaugurację sezonu zaplanowano  w Wiśle. Panie prezesie, czy dojdzie do zawodów? Jak wyglądają przygotowania do nich?

Apoloniusz Tajner, Prezes Polskiego Związku Narciarskiego: W komisji kalendarzowej FIS jest nasz wiceprezes Wojciech Gumny i na bieżąco bierze udział we wszystkich spotkaniach online. Międzynarodowa Federacja miała trudne zadanie, bo miesiąc temu musiała zaplanować cały cykl, a wiemy, jaka jest sytuacja. Kalendarz LGP został zaakceptowany. Ja jednak od początku sygnalizowałem naszemu wiceprezesowi, żeby wstępnie rezerwował wolny termin na wrzesień, bo co do tego terminu sierpniowego mam lekkie obawy. 

Reklama

Nasz termin rezerwowy to 19-20 września. Jeśli nastąpi przełożenie zawodów, to inauguracja LGP nie odbędzie się w Wiśle. Kolejne zawody odbędą się w Rosji i w Kazachstanie, ale wspólnie z Adamem Małyszem uzgodniliśmy na 99 procent, że bez względu na wszystko nie wyślemy tam naszej reprezentacji. Chyba, że wydarzy się coś niespodziewanego.

Bierzecie pod uwagę scenariusz, że zawody w Wiśle odbędą się bez udziału publiczności?

- Zakładamy, że nie będzie można zrobić takiej imprezy jak do tej pory. W Wiśle pojemność trybun wynosi około siedmiu tysięcy i wtedy jest bardzo duży ścisk. Jeśli trybuny zapełnią się w 25 procentach nie będzie problemów z organizacją zawodów w sytuacji, jaką mamy. Przygotowujemy się także na scenariusz, że widzów nie będzie. Podjęliśmy decyzję, że jeśli będzie taka konieczność, to zawody, mimo to przeprowadzimy.

Kamil Stoch w dalszym ciągu nie otrzymał jeszcze ani pamiątkowej patery za zwycięstwo w cyklu Raw Air, ani obniżonej prawie o połowę nagrody finansowej. Wie pan może dlaczego ta sprawa nie została jeszcze rozwiązana? Wydaje się, że nawet w obecnej sytuacji wysłanie patery nie powinno stanowić aż tak dużego problemu, a przelew można dokonać w minutę.

- O to trzeba byłoby bardziej pytać Kamila Stocha. Myślę jednak, że jeżeli tam jest jakiś problem finansowy, to po prostu się odwlecze. To jest jednak Norwegia, czyli kraj słynący raczej z uczciwości, wysoko rozwinięty. Nie sądzę, żeby miało się skończyć na tym, że Kamil tej nagrody nie otrzyma. Jestem pewien, że będzie inaczej. Zresztą FIS ma swoje formy nacisku na tych, którzy nie mogą, nie potrafią, czy nie chcą wywiązać się ze swoich zobowiązań finansowych. Jestem spokojny, że pieniądze do niego trafią.

Do kiedy Kamil Stoch będzie nas zachwycał swoimi skokami?

- Ja sobie mogę tylko domniemywać, że do igrzysk olimpijskich 2022 r. Kamil będzie startował i trenował, a po nich już sam podejmie decyzję, czy zakończy karierę, czy nie.

W najbliższym sezonie rola Adama Małysza może się jakoś zmienić, poszerzyć?

- W tym miejscu muszę podkreślić, że jestem niezwykle zadowolony z pracy, którą Adam wykonuje wspólnie z Doleżalem, a wcześniej z Horngacherem.

Małysz bardzo dużo widzi. Jeśli dostrzega coś złego i ma jakieś uwagi, to nie rozmawia o nich z samymi zawodnikami, czy asystentami, tylko bezpośrednio z pierwszym trenerem, a on przyjmuje te uwagi lub nie. Właśnie tak powinno to wyglądać. 

My mamy sporo złych doświadczeń, kiedy trenerzy klubowi nie tylko, że pojawiali się na treningach kadry i wtrącali się do pracy swoim zawodnikom, to jeszcze mieszali im w głowie i przekazywali uwagi inne niż te, które miał trener prowadzący. Adam świetnie pełni tę rolę. Tam, gdzie trzeba, nadzoruje całość i trzyma też kontakt bezpośrednio ze mną. Dzięki temu grupa czuje się bezpiecznie i ma warunki do tego, aby się rozwijać.

Postępy czyni nasza kadra kobiet pod wodzą Łukasza Kruczka. Kibice mają nadzieję, ze zaowocuje to być może nawet medalem w konkurencji mieszanej na igrzyskach w Pekinie. Pan też jest optymistą?

- Te nadzieje są całkiem uzasadnione. Pokazały to ostatnie mistrzostwa świata w Seefeld. Mamy spory potencjał. Od kiedy kadrę przejął Łukasz Kruczek nasze dziewczyny niemalże ruszyły z kopyta. W kadrze nastąpiło wiele zmian, począwszy od tych mentalnych po organizacyjnie. To wszystko bardzo mocno pchnęło je do przodu. W pierwszej grupie mamy sześć dziewczyn, a w tej drugiej cztery młodsze i są one bardzo zdolne. 

Niestety, z uwagi na fakt, że poniżej 15. roku życia nie mogą skakać w zawodach FIS, to jeszcze ich szerzej nie widzimy. Za rok będą już mieć prawo uczestniczyć w zawodach tej rangi. W miarę możliwości wszystkie dziewczyny są prowadzone przez Kruczka. Czegoś takiego w skokach w Polsce nigdy nie mieliśmy. Łukasz spisuje się rewelacyjnie i niewątpliwie mamy szanse medalowe na dużych imprezach.

Skoki po pandemii bardzo się zmienią, pogorszą się warunki finansowe dla skoczków?

- Przede wszystkim zmieni się sytuacja pod względem bezpieczeństwa. Nie słyszałem natomiast, żeby była jakaś zmiana w podejściu sponsorów do umówi indywidualnych z zawodnikami. Nie słyszałem także o żadnych zmianach ze strony FIS. Wszystkie nagrody powinny zostać na tym samym poziomie, a jeśli coś się zmieni, to raczej na korzyść, bo są one skromne, w stosunku do innych sportów.

Po rezygnacji Waltera Hofera dyrektorem Grand Prix został Sandro Pertile. Jakie nadzieję pan wiąże z tą zmianą?

- Z ciekawością obserwujemy jego pracę. Można powiedzieć, że to nasz wieloletni przyjaciel. Do tej pory pełnił funkcję delegata technicznego podczas wielu ważnych zawodów. Mamy z nim naprawdę bardzo dobre relacje. Myślę, że sobie poradzi. Liczę na bliską współpracę z nim Adama Małysza i Łukasza Kruczka. To właśnie przez Pertile Kruczek został zatrudniony na stanowisku trenera skoków we Włoszech. Kiedy on odszedł z włoskiej federacji, to samo zrobił Kruczek. Myślę, ze nasze interesy będą właściwie prowadzone, nie tylko na podstawie oficjalnych kontaktów, ale także relacji koleżeńskich oraz wzajemnego zaufania.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Jutro w Interii Apoloniusz Tajner opowie m.in. o kulisach zatrudnienia trenera reprezentacji kobiet w biegach narciarskich Martina Bajcziczaka, o tym, czy Justyna Kowalczyk będzie nadal pracować z kadrą oraz czy Aleksander Wierietielny będzie pomagał naszym reprezentantkom.

Dowiedz się więcej na temat: Apoloniusz Tajner | Kamil Stoch | Adam Małysz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje