Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. Stefan Hula: Gdybym nie miał motywacji, nie byłoby mnie już

Stefan Hula zakończył weekend letniego Grand Prix w Wiśle na 11. miejscu w niedzielnym konkursie. - Wciąż cieszy mnie to, co robię - podkreślił podopieczny Michala Doleżala.

- Niedziela była dla mnie lepsza niż sobota. Zwłaszcza udany był skok w prologu. W tych konkursowych zabrakło nieco energii. Szczególnie w tym pierwszym, gdy długo czekałem na zielone światło. Mogę wyciągnąć pozytywy z tego weekendu, ale wiadomo, że na tym się nie kończy - ocenił swój występ Hula.

Stefan Hula: To taki sport

W niedzielę na skoczni im. Adama Małysza skoczkowie zmagali się ze zmiennym wiatrem, który utrudniał sprawne i w pełni sprawiedliwe przeprowadzenie konkursu.

- Taki mamy urok tego sportu, że nie zawsze będzie idealnie. W sobotę był bardzo dobry konkurs, w niedzielę trochę "kręciło". Ale wygrali najlepsi, najpierw Jakub Wolny, potem Dawid Kubacki był "w gazie" i to cieszy - mówił Hula.

Reklama

- Jako drużyna jesteśmy na dobrym poziomie. Wiemy, gdzie jesteśmy. Mamy porównanie z innymi i jesteśmy w całkiem niezłym miejscu - zaznaczył nasz skoczek.

Stefan Hula: Igrzyska chodzą po głowie

W 2018 roku w Pjongczangu Hula wywalczył z drużyną brązowy medal a indywidualnie na skoczni normalnej był o włos od podium. Czy kolejne igrzyska po cichu chodzą mu po głowie?

- Pewnie, że chodzą, niech sobie chodzą. Może dojdą - śmieje się 34-letni skoczek.

Jak podkreśla, wciąż nie brakuje mu sił do walki z młodszymi kolegami i nie zamierza rezygnować z rywalizacji o miejsce w składzie na Puchar Świata czy igrzyska w Pekinie.

- Gdybym nie miał motywacji, już by mnie tutaj nie było. Jeszcze cieszy mnie to, co robię. Jestem na dobrym poziomie, więc może z Bożą pomocą dotrwam z tą dyspozycją i będzie OK - mówi Hula.

Z Wisły Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: Stefan Hula | skoki narciarskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje