Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. Simon Ammann powrócił do walki o punkty Pucharu Świata

Weekend ze skokami świata w Willingen miał być wyjątkowy. I był, lecz z zupełnie innych względów niż początkowo zakładali organizatorzy. Trzydniowe zmagania na skoczni Muehlenkopfschanze najlepiej zapamiętają - poza Halvorem Egnerem Granerudem - zapewne Klemens Murańka oraz Simon Ammann, który znów mógł się poczuć jak zawodnik należący do narciarskiej elity.

Organizatorzy konkursu w niemieckiej gminie uzdrowiskowej postanowili przemianować organizowany przez nich miniturniej z "Willingen 5" na "Willingen 6", dokładając do terminarza zawodów niedzielne kwalifikacje. Kapryśna na Muehlenkopfschanze aura brutalnie z nich jednak zadrwiła. Dodane do programu zawodów kwalifikacje zostały przerwane, a rozegrany po nich konkurs ograniczony do jednej serii.

Skorzystał na tym niewątpliwie Klemens Murańka, świeżo upieczony rekordzista obiektu w Willingen. Po "petardzie", jaką odpalił w niedzielnych kwalifikacjach, 26-latek znów spisał się nadzwyczaj dobrze - pofrunął 134,5 m i zajął czwartą lokatę, najlepszą w swojej dotychczasowej karierze w zawodach PŚ.

Reklama

Do zwycięzców niedzielnej loterii w Willingen należy zaliczyć niewątpliwie także Simona Ammanna. Miniony weekend był dla 39-letniego Szwajcara przełomowy. Dzięki zajęciu 12. i dziewiątej lokaty w obu konkursach doświadczony skoczek zdobył pierwsze punkty Pucharu Świata od 1 marca ubiegłego roku, gdy kończył rywalizację na skoczni w Lahti na 29. miejscu.

Jeszcze dłużej czekał na zajęcie miejsca w czołowej dziesiątce zawodów Pucharu Świata. Ostatni raz sztuka ta powiodła mu się 21 marca 2019 w skoczni w Planicy. Od tamtej pory sporo się zmieniło. Dla przykładu - Robert Lewandowski miał wówczas na koncie 201 bramek na boiskach Bundesligi - teraz ma ich już 260.



Ammann jednak długo nie mógł odnaleźć formy. Można by stwierdzić, że pod względem sportowym po prostu brzydko się starzeje. Miłość do skoków nie pozwoliła mu jednak odłożyć nart.

Ten sezon również rozpoczął słabo. Jeśli już był w stanie zakwalifikować się do zawodów, kończył je w czwartej lub piątej dziesiątce.

W końcu powiedział więc "stop" i po nieudanym Turnieju Czterech Skoczni wycofał się na moment z zawodów Pucharu Świata, potrenował i wystąpił w Pucharze Kontynentalnym. Dzięki temu na Bergisel w Bischofeshofen znów poczuł smak zwycięstwa, wprawdzie tylko w "drugiej lidze", ale jednak.

Punkty Pucharu Świata zdobyte w Willingen - zwłaszcza biorą pod uwagę loteryjność niedzielnego konkursu - mogą być tylko krótkim przebłyskiem dawnej chwały Ammanna. Mimo to miło było znów zobaczyć go wśród elity.

39-latek zawsze cieszył się sympatią, także polskich fanów, choć to przecież on dwukrotnie - w Salt Lake City i Vancouver - pozbawiał Adama Małysza marzeń o olimpijskim złocie. Niektórzy już - z przymrużeniem oka - zaczynają wieszczyć, że wzrost formy Ammanna to reakcja na zbliżające się igrzyska, które w 2022 roku odbędą się w Pekinie. O wielkich sukcesach Szwajcara na tej imprezie raczej musimy zapomnieć, ale kto wie, czy jego nazwisko nie znajdzie się na liście startowej.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

TB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje