Reklama

Reklama

Skoki narciarskie - Puchar Świata w Zakopanem. Kamil Stoch: Czegoś takiego nie widziałem

Loteryjny konkurs drużynowy w Zakopanem zakończył się drugim miejscem "Biało-Czerwonych". Silny wiatr odebrał Orłom pewną, wydawało się, wygraną. Kamil Stoch opowiadał, co działo się na belce startowej.

Największego pecha miał Andrzej Stękała, który w drugiej serii trafił na fatalne warunki i nie miał szans z nich wybrnąć. Jego krótszy skok zepchnął Polskę na drugie miejsce, a prowadzenia do końca nie oddali Austriacy.

Reklama

Również przed skokiem Stocha na Wielkiej Krokwi zaczęło mocno wiać, a wiatr sprawił potężną zadymę śnieżną.

- Gdy siadałem na belce, był taki "strzał", że pomyślałem: "Chyba mnie nie puści w takich warunkach". Nic nie było widać. To było dziwne. Czegoś takiego nie widziałem nigdy przed sobą - opowiadał Stoch.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

- Ale później się uspokoiło. Wierzyłem, że zostanę puszczony w bezpiecznych warunkach, w jakich nic mi się nie stanie. Chciałem oddać dobry skok, zrobiłem, co się dało - powiedział ubiegłoroczny zwycięzca konkursu indywidualnego w Zakopanem.

- Pierwszy skok był naprawdę super. Była dobra energia, było wszystko tak, jak trzeba. W drugim skoku już było tego mniej. Wszystko poszło dobrze do momentu odbicia, było bardzo mocno spóźnione, praktycznie "w pustkę" - mówił o swoich skokach Stoch.

Nasz wybitny skoczek z klasą przyjął drugie miejsce w konkursie, mimo że zwycięstwo zdawało się być na wyciągnięcie ręki.

- Cieszę się, że jestem częścią drużyny, która zajęła drugie miejsce. Wywalczyliśmy to drugie miejsce, każdy dał z siebie wszystko. To był pozytywny dzień - podkreślił. A Piotrowi Żyle z okazji urodzin życzył "sto lat i stu złotych bażantów".

Z Zakopanego Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | skoki narciarskie | Puchar Świata w Zakopanem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama