Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. PŚ w Rasnovie. Kamil Stoch: Dziś było mnóstwo pracy

Kamil Stoch zajął w czwartkowym prologu przed konkursem Pucharu Świata w Rasnovie trzecie miejsce. Polak był z wykonanej przez siebie pracy zadowolony, choć w rozmowie z "TVP Sport" podkreślał, że sporo go ona kosztuje.

Nasz trzykrotny mistrz olimpijski poszybował 93 metry, przegrywając jedynie z zawodnikami, którzy wyprzedzają go w "generalce" Pucharu Świata: Markusem Eisenbichlerem oraz zwycięzcą, Halvorem Egnerem Granerudem.

Reklama

- Dziś było mnóstwo pracy. Może nie dużo nowych rzeczy, bo musieliśmy coś zmienić w pozycji, która w Zakopanem nie funkcjonowała i potrzebowałem paru skoków by "załapać" o co chodzi - wyjaśniał przed kamerą "TVP Sport" Stoch. Proszony o porównanie skoków na normalnym obiekcie do tych ze skoczni dużej przyznał, że... nie ma większej różnicy.

-  Jest mniej powietrza, przez co nie można być aktywnym bezpośrednio za progiem - zauważył.

Pytany o to, czy jedyny w całym sezonie PŚ występ na skoczni normalnej traktuje jako próbę generalną przed mistrzostwami świata... przerwał dziennikarzowi.

- Wiem do czego zmierzałeś - stwierdził, po chwili dodając, że "dla niego to kolejny weekend, który potraktować musi bardzo treningowo". 

Praca nad poprawą skoków kosztuje Polaka bardzo dużo wysiłku.

- Jest trudno, nic nie dostaję tutaj za darmo. Muszę "wydrapywać spod śniegu" każdy dobry efekt. Jest to poświęcenie, na które jestem gotów - oświadczył.

TC



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL