Reklama

Reklama

Skoki narciarskie - PŚ w Lahti. Dawid Kubacki: Stabilizacji formy rzeczywiście nie widać

W niedzielnym konkursie Dawid Kubacki był dopiero 23. Nie ukrywał rozczarowania nieudanym startem - Po tych zawodach będę miał na pewno sporo materiału do analizy - powiedział niepocieszony. - Muszę się temu przyjrzeć na spokojnie. Na szybko można wyciągnąć tylko pochopne wnioski.



W pierwszej serii mistrz świata uzyskał 123,5 m. Liderujący Halvor Egner Granerud lądował aż dziewięć metrów dalej. O zwycięstwie Kubackiego trudno było więc realnie myśleć. 

Reklama

- Ten pierwszy skok wydawał się całkiem fajny, z energią na progu - mówił 30-letni skoczek w rozmowie z reporterem TVP Sport. - Ale trener przyszedł z zastrzeżeniami i się okazało, że jednak ta próba nie była wybitna. W drugim skoku też nieźle było na progu. Potem nie miałem jednak prędkości nad bulą i zacząłem spadać.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Druga próba to tylko 119 m. I ostatecznie 23. lokata. Tak słabego startu Kubackiego nie mieliśmy prawa się spodziewać. 

- Mało tych metrów - przyznał samokrytycznie. - Wynikało to oczywiście z błędów. Bo z czego by innego? Po tych zawodach będę miał na pewno sporo materiału do analizy. To nie były skoki, z których mógłbym być zadowolony. Muszę się temu przyjrzeć na spokojnie. Na szybko można wyciągnąć tylko pochopne wnioski.  

Warunki pogodowe były tym razem dobre i równe dla wszystkich. Problem leży zatem w technice skoku. A patrząc szerzej - w stabilizacji formy.

- Tej stabilizacji rzeczywiście u mnie nie widać - zgodził się Kubacki, który niespełna miesiąc temu po raz pierwszy został ojcem. - Czasem wystarczy niewiele, żeby ją osiągnąć. Ale jak widać, to nie było jeszcze dzisiaj. 

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl! 

UKI

Dowiedz się więcej na temat: Dawid Kubacki | PŚ w Lahti | skoki narciarskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama