Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. ​Osobliwa specjalność Dawida Kubackiego

- Konkurs należało przerwać i przełożyć. Skakaliśmy w warunkach urągających rywalizacji sportowej. Pociesza mnie fakt, że wygrał najlepszy z nas na skoczni normalnej - powiedział Stefan Kraft.

W 2019 roku prima aprilis wypadł o miesiąc wcześniej. Urządzili go działacze FIS skoczkom przybyłym na mistrzostwa świata do Seefeld. Pogoda załamała się na jeden dzień, akurat 1 marca, gdy zawodnicy przystąpili do walki o medale na skoczni HS 109 - czyli normalnej.

Reklama

Przypominam sobie jak bardzo byliśmy skonsternowani po pierwszej serii. Kilkunastu dziennikarzy z Polski zdumionych tym co się stało, z poczuciem ostatniej zaprzepaszczonej szansy. Dla polskich skoczków to była jedyna możliwość, by zakończyć mistrzostwa z tarczą, a nie na tarczy. Możliwość, którą im odebrano. Tak nam się wszystkim zdawało.

93 metry Dawida Kubackiego, 91,5 metra Kamila Stocha, 93,5 metra Krafta - to wyniki przekreślające ich marzenia. Druga seria zadziałała jednak według zasady, że ostatni będą pierwszymi. Po skokach najsłabszych po pierwszej serii, pogoda stała się już katastrofalna. Liderzy spadali na bulę jeden za drugim. Towarzyszył temu pisk radości Ewy Bilan-Stoch i Marty Majcher - wtedy narzeczonej Dawida, dziś żony.

Z 27. pozycji Kubacki skoczył po złoto. Stoch wziął srebro, Kraft brąz. Absurdalny konkurs zakończył się wynikami w miarę logicznymi, bo dzień wcześniej, przy znacznie lepszej pogodzie Austriak był najlepszy w kwalifikacjach, Stoch trzeci, Kubacki czwarty. 2 marca skoczkowie jeszcze raz zmierzyli się w zawodach na skoczni HS 109. W rywalizacji mikstów przy pięknej, słonecznej pogodzie Kubacki był klasą dla siebie. Polska czwórka z Kamilą Karpiel i Kingą Rajdą zajmowała po pierwszej serii trzecią pozycję, w drugiej spadła na szóstą.

Kubacki wyjechał z Seefeld jako trzeci polski mistrz świata w konkursie indywidualnym. Po Adamie Małyszu i Stochu. Zdobył tytuł w warunkach wariackich, ale nikomu bardziej on się nie należał. Powiedział o tym Kraft tuż po konkursie, który zdaniem Austriaka należało przerwać. - I tak wygrał jednak skoczek, który z nas wszystkich najlepiej radzi sobie na skoczniach normalnych - dodał.

Kubacki jest specem od obiektów normalnych, gdzie większą rolę odgrywa siła odbicia. Kiedyś obiekty małe lubił Małysz, żartowano, że gdy się odbijał, próg trzeszczał.

Kubacki był jednym z faworytów zawodów na skoczni normalnej igrzysk w Pjongczangu. Na każdym treningu był w czołówce. W kwalifikacjach był trzeci po najdłuższym skoku (104,5 m). Dwa dni później przeżył sportowy dramat - puszczono go w tak fatalnych warunkach wietrznych, że wylądował na 35. miejscu.

- Jakby mi ktoś w locie wsadził na plecy worek cementu - powiedział. Co los zabrał jemu, oddał Stefanowi Huli i Stochowi, którzy prowadzili po pierwszej serii.

Tamten konkurs rozegrano w podobnie wariackich warunkach jak ten w Seefeld. Wiatr i mróz wypędziły kibiców z trybun, na radość mistrza Andreasa Wellingera patrzyły puste krzesła i garstka dziennikarzy. Rywalizacja zakończyła się po północy w atmosferze horroru, a nie igrzysk olimpijskich. Dla Kubackiego była to wielka, stracona szansa, choć po igrzyskach nie chciał tego przyznać. - Nic mi nie da spoglądanie w przeszłość i grzebanie w porażkach - mówił. Mistrzostwa w Seefeld były dla niego rehabilitacją, los oddał mu to, co zabrał.

Specjalista od skoczni normalnych? Rzeczywiście, Kubacki wypada na nich dobrze. W Pucharze Świata nikt już na nich nie skacze, konkursy są za mało widowiskowe. W ubiegłym sezonie, w styczniu 2020 roku rywalizowano w Predazzo na obiekcie HS 104. Kubacki był dwa razy trzeci. W kolejny weekend w zawodach w Titisee-Neustadt na skoczni dużej - HS 142 dwa razy wygrał. 21 i 22 lutego w rumuńskim Rasnovie, w rywalizacji na skoczni normalnej Kubackiego nie było na podium. Co znaczy, że nie ma na te "małe" skocznie monopolu.

W tym sezonie skoczkowie wrócili do Rasnova. We wczorajszym prologu Dawid był dopiero 11, choć wcześniej w treningach wypadł znacznie lepiej. To próba przed mistrzostwami świata w Oberstdorfie, gdzie za osiem dni Kubacki będzie bronił tytułu ze skoczni normalnej w Seefeld.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje