Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. Łukasz Rutkowski wspomina okoliczności znalezienia się poza kadrą

W opinii fachowców miał "papiery" na bardzo dobrego skoczka. Sam dawał ku temu przesłanki, bo nie każdy w młodym wieku staje na podium mistrzostw świata juniorów. Dziś o Łukaszu Rutkowskim, bo o nim mowa, pamiętają tylko najbardziej zagorzali kibice skoków narciarskich w naszym kraju.

30-letni zakopiańczyk w Pucharze Świata zadebiutował 20 stycznia 2007 na "swojej" Wielkiej Krokwi. Otwarcie nie było okazałe, bo ówczesny zawodnik klubu TS Wisła Zakopane odpadł w kwalifikacjach, ale nie on jeden w pierwszym starcie w elicie musiał przełknąć gorzką pigułkę. Po roku Rutkowski nieznacznie poprawił się w PŚ na Wielkiej Krokwi, zajmując 38. miejsce.

W jego karierze było kilka wzlotów i bardzo bolesnych upadków. Nie tylko na skoczni, bo latem 2007 uczestniczył w poważnym wypadku samochodowym. Na jego skutek miał problemy z kręgosłupem, ale pokazał determinację i wielki hart ducha, szybko wracając na skocznię.

Reklama

W jego sportowym CV cenną zdobyczą jest brązowy medal mistrzostw świata juniorów z 2008 roku w Zakopanem, wywalczony w drużynie. W polskiej drużynie, oprócz Rutkowskiego, wystąpili także Krzysztof Miętus, Dawid Kowal oraz Maciej Kot, czyli jedyny z tego grona, który nadal robi największą karierę.

Największy sukces Łukasz Rutkowski odniósł 21 marca 2009, zajmując drugie miejsce w konkursie drużynowym PŚ w Planicy.

Później "coś" się posypało. W rozmowie z portalem sport.tvp.pl zwraca uwagę, że wiele stracił, gdy przed igrzyskami olimpijskimi w Vancouver w 2010 roku zobligowano go do redukcji wagi ciała. "Zaszwankowała głowa... Gdy zbijałem wagę, organizm się buntował" - wspomina Łukasz Rutkowski.

Po raz pierwszy powiedział "pas" w 2011 roku, ale już po dwóch miesiącach wrócił do skakania. Karierę na dobre zakończył w 2014 roku, wyjaśniając w rozmowie ze sport.tvp.pl, jakie były okoliczności tej decyzji. "Najważniejsza była śmierć mojej mamy. To stało się podczas sezonu zimowego. W głowie nie miałem skoków. Wciąż myślałem o rodzinnej tragedii. Przełożyło się to na słabe wyniki, które spowodowały z kolei, że nie znalazłem się już w kadrze... Dowiedziałem się o tym z internetu! Nikt się ze mną nie skontaktował. Nie było rozmowy w cztery oczy, nie było nawet telefonu..." - powiedział Rutkowski.

Od skoków się nie odseparował. W ubiegłym roku założył klub Rutkow-Ski, biorąc za cel szkolenie dzieci i młodzieży. Sam nie zrezygnował z okazjonalnego oddawania skoków, ale już tylko amatorsko. Jego bratem jest starszy o dwa lata Mateusz, indywidualny mistrz świata juniorów z 2004 roku, który poza skocznią zasłynął kilkoma wyskokami.

Art

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL