Reklama

Reklama

​Skoki narciarskie. Kamil Stoch o Doleżalu i odchodzeniu Horngachera

Kamil Stoch nie owija w bawełnę. Po trzech obfitujących w sukcesy latach polskich skoków pod wodzą Stefana Horngachera era Austriaka w Polsce zakończyła się wielkim zgrzytem organizacyjnym. - To było fatalne w skutkach - powiedział trzykrotny mistrz olimpijski, który z wielkimi nadziejami przygotowuje się do nowego sezonu pod wodzą Michala Doleżala.

"Biało-Czerwoni" trenują w Szczyrku. Na kompleksie tamtejszych skoczni ćwiczą wszystkie polskie kadry, łącznie z ekipą dziewcząt. Wypoczęty Stoch zapewnia, że "jest ogień". - Udało mi się odpocząć po sezonie. Dostałem trochę wolnego czasu na odbudowę głowy, zregenerowanie siebie, wyczyszczenie emocji - powiedział.

Reklama

- Druga część minionego sezonu nie była dla mnie łatwa. Borykałem się z kilkoma problemami technicznymi, zwłaszcza pozycją najazdową, a od tego wszystko się u nas zaczyna. Później problem narastał, traciłem pewność siebie, a co za tym idzie traciłem też dużo energii. Końcówka sezonu kosztowała mnie wiele wysiłku fizycznego i psychicznego. Trenerzy widzieli to i zrozumieli, że potrzebuję odpocząć - opowiadał Stoch.

Orzeł z Zębu, mimo że wciąż skacze daleko i sięga po wielkie sukcesy, nie ukrywa, że nadal chce się poprawiać.

- Z trenerem wprowadziliśmy u mnie pewne zmiany w technice. Cieszę się, że efekty są zauważalne od pierwszych skoków. Czeka mnie jeszcze ogrom pracy, zwłaszcza z poprawą techniki najazdowej, żeby nie dawać już rywalom tej przewagi w postaci kilometra albo dwóch na godzinę. To najwyższy czas, żeby coś z  tym zrobić. Gdybym jeździł lekko ponad średnią, moje szanse na pewno by wzrosły - podkreślił 32-letni skoczek.

Jak Stochowi pracuje się pod wodzą nowego szkoleniowca, Michala Doleżala? - Nowy-stary trener. Pracował z nami już trzy lata, zna system, zna zawodników. Kontynuujemy pewną pracę, a on może wdrażać swoją wizję skakania i wizję każdego z nas - mówił Stoch.

Jak zmienił się Doleżal, wychodząc z cienia? - Pewnie, że się zmienił. Nie widzicie, jak teraz gwiazdorzy. Odbiło mu totalnie - żartował Stoch. A tak na poważnie... - Jest doświadczonym szkoleniowcem, to nie jest jego pierwszy rok pracy na wysokim stanowisku, bo prowadził już kadrę B w Czechach. Wiadomo, że w Polsce jest więcej presji na zawodnikach i na trenerach, ale myślę, że wspólnie sobie damy radę - podkreślił nasz skoczek.

Wracając do końcówki poprzedniego sezonu Stoch nie ukrywał, że fatalny wpływ na zawodników miała niepewność i zła komunikacja odnośnie dalszych losów trenera Horngachera. Austriak ostatecznie zdecydował się opuścić "Biało-Czerwonych" i związał się z kadrą Niemiec.

-  To nie było dobrze rozwiązane. A nawet powiedziałbym, że to było tragicznie rozwiązane ze strony organizacyjnej - stanowczo mówił jeden z najlepszych skoczków w historii.

- Powinno być z góry powiedziane, kiedy informacja o decyzji trenera się pojawi. Zawodnicy nie powinni być w to mieszani, a tu było na odwrót. My byliśmy drogą komunikacji pomiędzy sztabem a mediami. To było fatalne w skutkach, każdy z nas to odczuwał w mniejszym lub większym stopniu - zaznaczył Stoch.

Ze Szczyrku Waldemar Stelmach, Aleksandra Bazułka

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Michal Doleżal | skoki narciarskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje