Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. Doktor Winiarski: Wyjazdy ze skoczkami były tylko pretekstem do zwolnienia

Dyrektor Adam Małysz i polscy skoczkowie łapią się za głowę, po tym jak ich lekarski guru Aleksander Winiarski został zwolniony Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Nowym Targu. Dyrektorowi placówki zaczęło przeszkadzać, że "zajęcia pozazawodowe Winiarskiemu zajmują zbyt wiele czasu". Interia porozmawiała o tym z samym zainteresowanym.

Michał Białoński, Interia: Zwolnienie pana z nowotarskiego szpitala jest szokiem dla środowiska skoków narciarskich, co wyraził w rozmowie z nami Adam Małysz. Kiedy pan otrzymał przesłanki, że coś jest nie tak? Adam Małysz jeszcze podczas Raw Air uzyskał od pana zapewnienie, że wszystko jest OK.

Reklama

Aleksander Winiarski, lekarz reprezentacji skoczków, ordynator Oddziału Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego w Nowym Targu): - Panie redaktorze, kadra skoczków i moje wyjazdy z nią nie są przyczyną zwolnienia mnie, do jakiego doszło 31 marca. To posłużyło tylko jako pretekst. Śmieszny pretekst.

Po czym pan to wnioskuje?

- Ja od 12 lat pracuję w szpitalu w Nowym Targu, a lekarzem kadry skoczków jestem od lat 15. I nikomu to nigdy nie przeszkadzało. W szpitalu mam świetnego zastępcę. Uważam, że od strony organizacyjnej jeszcze lepiej prowadzi oddział niż ja.

Proszę zareklamować jego nazwisko.

- Doktor Ryszard Kozdraś jest moim zastępcą i uważam, że bardzo dobrze prowadzi oddział podczas mojej nieobecności. Bez zarzutów.

Co mogło być zatem nie tak?

- Już nie chcę o tym mówić, lokalna prasa o tym napisała (dyrektor szpitala  Marek Wierzba powiedział w "Tygodniku Podhalańskim": - Nigdy nie namawiałem pana ordynatora do tego, żeby zrezygnował z pracy w szpitalu. Jednak faktycznie, propozycja zmiany stanowiska wyszła ode mnie. Moim zdaniem zajęcia pozazawodowe zajmują panu doktorowi zbyt wiele czasu - przyp red.). Zatem sprawa jest... Nie chcę jej nazywać po imieniu, ale dojdziecie do prawdy bez problemu.

12 lat pracy na Oddziale Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej to szmat czasu.

- Praktycznie z małego, niedofinansowanego oddziału stworzyłem bardzo duży, prężnie działający oddział. Jeden z większych w Małopolsce. Z bardzo szerokim spektrum operacyjnym. Od urazówki, poprzez endoprotezy, kręgosłupy i praktycznie pełną ortopedię. Zatem nie mam się czego wstydzić. Zawodowo absolutnie nic nie zawaliłem, ale cóż... Są jeszcze inne miejsca w Polsce, a nawet w Małopolsce, w których będę się realizował i pracował. Oprócz tego, że pozostaję z naszymi skoczkami.

Jeśli już jesteśmy przy tym temacie, to proszę powiedzieć, jak pan sobie poradzi z szybką diagnostyką, bez urządzeń z nowotarskiego szpitala?

- Wie pan co? Poradzę sobie. Teraz jest czas trudny dla nas wszystkich. To są złe momenty na planowanie. Musimy przetrwać tę pandemię, szczyt zachorowań. Tygodnie, miesiąc pokażą, że jednak będziemy wychodzić z tego kryzysu, przynajmniej taką mam nadzieję. A wtedy będziemy się zajmować powszednimi sprawami.

Adam Małysz posłużył się przykładem Stephana Leyhe, który nazajutrz po upadku w Lillehamer miał nie tylko diagnozę, ale też zabieg. Czy w Nowym Targu miał pan narzędzia do równie szybkiej i nowoczesnej reakcji, która skraca zawodnikowi czas powrotu do pełnego zdrowia?

- Oczywiście. To jest dobry szpital. I dobrze wyposażony, zarówno od strony diagnostycznej, jak i leczniczej. Jeśli chodzi o ortopedię, to my wykonujemy praktycznie wszystkie zabiegi, z wyjątkiem jakichś niezwykle rzadkich. Natomiast rekonstrukcja więzadeł, jaką przeszedł Stpehan Leyhe, u nas jest standardowym zabiegiem.

Czy podobne, równie poważne urazy musiał pan leczyć naszym skoczkom?

- Te nasze, że tak powiem, największe gwiazdy, czyli Adam Małysz i Kamil Stoch byli u nas leczeni, ale akurat nie z tego powodu (Stoch przeszedł operację stopy, a Małysz m.in. leczenie obrzęku kolana - przyp. red.). Nie były to więzadła.

Wypada zatem życzyć panu znalezienia jeszcze lepszego pracodawcy, albo reakcji dyrekcji nowotarskiej placówki, która się może jeszcze zreflektować, bo traci przecież poważnego specjalistę.

- Ja już nawet nie chcę dalszej pracy tu. Po co? Tak jak mówią, że nie ma ludzi niezastąpionych, tak nie ma też miejsc, których by się nie dało zastąpić. Można je znaleźć w bliższej, bądź dalszej okolicy.

Tu znajdziesz interwencję Adama Małysza w obronie doktora Winiarskiego!

Rozmawiał: Michał Białoński



Dowiedz się więcej na temat: Aleksander Winiarski | Adam Małysz | Kamil Stoch

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje