Reklama

Reklama

​Skoki narciarskie. Apoloniusz Tajner dla Interii: Aż do 2040 roku będziemy świętować sukcesy naszych skoczków

- Jesteśmy solidnie zabezpieczeni odpowiednim szkoleniem, mamy odmłodzoną kadrę trenerską, mamy już następców. To wszystko daje nam gwarancję, że jeszcze długo skoki w naszym kraju będą na najwyższym poziomie, nawet kiedy zabraknie tych najstarszych zawodników. Sądzę, że co najmniej do 2040 roku będziemy się cieszyć z sukcesów reprezentantów Polski - mówi w wywiadzie z Interią Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

- Te ostatnie sukcesy pokazują, że pomysł Adama Małysza, żeby połączyć kadrę A z kadrą B był świetny. Co prawda był "mielony" na wszystkie sposoby przez trzy miesiące, ale ostatecznie uzyskał też akceptację Michala Doleżala i jak widać było warto. To miało sens pod każdym względem. Warto podkreślić też znaczenie Narodowego Programu Rozwoju Skoków Narciarskich realizowanego wspólnie z grupą Lotos. To już siedemnasty rok działania tego programu, on daje nam napływ świeżych, młodych zawodników. Właściwie wszyscy młodzi skoczkowie to wychowankowie tego programu - mówi z dumą Apoloniusz Tajner.

Reklama

- Mamy bardzo zdolną młodzież, to są naprawdę wybitne talenty, które mogą trenować na dobrych skoczniach. Mają dyspozycji dobry sprzęt, ale przede wszystkim odmłodzoną kadrę, którą stanowią byli skoczkowie. Ta kadra też zaakceptowała wiedzę zdobytą przez ich poprzedników. Jesteśmy solidnie zabezpieczeni odpowiednim szkoleniem, wszystko to daje nam gwarancję, że jeszcze długo skoki w naszym kraju będą na najwyższym poziomie, nawet kiedy zabraknie najstarszych zawodników. Są już ich następcy, a za nimi w kolejce jeszcze następni, sądzę, że co najmniej do 2040 roku będziemy się cieszyli z sukcesów naszych reprezentantów - podkreśla szef PZN.

Powodów do zadowolenia i optymizmu jest rzeczywiście bardzo dużo, bo tak udanego Turnieju Czterech Skoczni w wykonaniu Polaków jeszcze nie było. Aż czterech "Orłów" znalazło się w pierwszej szóstce całych zawodów. Triumfował Kamil Stoch, na najniższym stopniu podium stanął Dawid Kubacki. Piąte miejsce zajął Piotr Żyła, szóste ex aequo z Ryoyu Kobayashim Andrzej Stękała.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

- Przed ostatnim konkursem miałem pewność, że Kamil wygra cały turniej. Jego forma była już tak bardzo dobra, że tylko jakiś kataklizm, na przykład zmienne warunki pogodowe mogły odebrać mu zwycięstwo. Podczas rozmowy telefonicznej przed konkursem Adam Małysz uspokoił mnie jednak, że warunki są stabilne. Kamil jest niezwykle doświadczonym zawodnikiem, jego parametry fizyczne są na najwyższym poziomie - mówi nam Apoloniusz Tajner.

- U niego tak to działa, że rozkręca się z każdym konkursem, zazwyczaj w okolicach Turnieju Czterech Skoczni jego forma jest znakomita i teraz w następnych zawodach powinno być również bardzo dobrze. Poza tym świetnie radzi sobie z presją. Doświadczenie, które zdobył przez lata i sukcesy nauczyły go tego, zasłużył na miano wirtuoza skoków narciarskich - podkreśla prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

Sukces Polaków w 69. edycji Turnieju Czterech Skoczni przerósł oczekiwania nawet samego twórcę sukcesów Adama Małysza.

- Aż tak dobrego scenariusza, że czterech Polaków znajdzie się w pierwszej szóstce turnieju to jednak przyznam szczerze nie zakładałem. Miałem więcej pewności, że Kamil Stoch może wygrać całe zawody, ale, że będzie aż tak dobrze, to trudno było przypuszczać - dodaje.

Według prezesa PZN Kamil Stoch ma duże szanse, żeby dogonić w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata prowadzącego obecnie Halvora Egnera Graneruda, i to szybko. Do Norwega Polak traci obecnie 260 punktów.

- To co wyprawia teraz Kamil Stoch skoczni świadczy o jego wielkiej formie. Odbicie się z progu, faza lotu, lądowanie, wszystko robi jakby bez wysiłku. Poprzednie sezony pozwalają sądzić, że tę fenomenalną formę utrzyma już do końca sezonu. Kamil będzie teraz gonił Graneruda i to wydaje się mi, że bardzo szybko. To zresztą dotyczy pozostałych naszych zawodników, Dawida Kubackiego, Piotra Żyły, czy Andrzeja Stękały.

Z postępów tego ostatniego Apoloniusz Tajner jest szczególnie zadowolony. Jak twierdzi to nagroda za lata cierpliwości.

- Odbiera teraz nagrodę za to, że w skokach pozostał. Był czas, że poszedł do normalnej pracy, uporządkował sobie życie, co ważne, w pracy też mu pomogli, bo mógł trenować. Taka sytuacja powtarza się zresztą nie pierwszy raz. Momenty zwątpienia miał przecież także Adam Małysz, przez taki okres przechodzi teraz Maciej Kot i jego również bym jeszcze nie skreślał - uważa Apoloniusz Tajner.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL