Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. Adam Małysz: Są już zwolnienia w PZN

Adam Małysz w rozmowie z TVP Sport zdradził, że w składzie kadry A skoczków mogą zajść spore zmiany. Przyznał też, że w Polskim Związku Narciarskim pojawiły się pierwsze zwolnienia, a federacja nie ma żadnych rezerwowych środków.

Małysz jest dyrektorem-koordynatorem ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej i odpowiada za ustalenie składu kadr narodowych na najbliższy sezon. Zapowiedział, że szczególnie w kadrze A może być kilka niespodzianek.

- Jesteśmy na finiszu ustaleń. Będą duże niespodzianki, ale sądzę, że na plus. Mamy teraz ciężkie warunki, i nie chodzi tu raczej o to, że kontaktujemy się telefonicznie, ale oczywiście przede wszystkim czekamy na rozwój sytuacji, na co będzie nas stać, na zapewnienie jakich warunków - powiedział w rozmowie z TVP Sport.

Reklama

Z powodu pandemii koronawirusa skoczkowie na razie trenują indywidualnie. Małysz zapewnia, że jest plan, aby w maju wrócić na skocznie. Zdradził, że można to zrobić bezpiecznie, tak aby zawodnicy, ani sztab, czy obsługa obiektu, nie mieli ze sobą kontaktu.

- Chcemy prosić ministerstwo, aby w maju wyjść na skocznię. Obiekty można spokojnie wykorzystywać, zachowując bezpieczeństwo. Na przykład w Wiśle jest tak dużo szatni, że każdy mógłby mieć swoją. Obsługa? Wystarczą dwie osoby. Trenerzy mogą być bezpiecznie na wieży w odstępach, zawodnicy na górze skoczni podobnie. Wysłaliśmy prośbę, liczymy na pozytywną odpowiedź, która umożliwi wejście na skocznię w połowie maja - powiedział.

- COS jest zarządcą skoczni, jeśli tam będzie sama obsługa, to my jesteśmy samowystarczalni. Potrzebujemy jedynie kogoś do wyciągu i polewania zeskoku. W Zakopanem COS też jest właścicielem skoczni i tam byłoby podobnie, nie potrzebujemy innych ich obiektów - hoteli, siłowni, hal. Pracę w skokach, poza imprezami masowymi, możemy spokojnie wykonywać przestrzegając wszelkich zaleceń - dodał Małysz.

Małysz przyznał też, że pojawiły się zwolnienia w związku. Na razie sytuacja finansowa PZN-u nie jest zła, ale federacja nie ma przygotowanych żadnych rezerwowych środków.

- Mamy podpisane umowy, liczymy, że sponsorzy wiedzą jaki potencjał tkwi w skokach. Do zimy jeszcze sporo czasu. Liczymy, że będzie tak jak do tej pory, robimy wszystko, aby tak było. PZN nie posiada żadnych rezerwowych pieniędzy. To sport wyczynowy, pieniądze wydaje się na bieżąco, aby zapewnić taki poziom jak do tej pory, my nie możemy z pewnych rzeczy rezygnować. Jeśli tak się stanie, to wrócimy do sytuacji z lat 80. i 90., gdy sport w Polsce prawie nie istniał - powiedział.

- Są już zwolnienia w PZN. Nie wiem, ile dokładnie. Umowy dla niektórych trenerów nie są podpisywane, trwa czekanie. Musimy się liczyć, że nie będziemy mieli tyle pieniędzy. Liczymy jednak, że los się uśmiechnie - zdradził.

MP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje