Skok, który wstrząsnął Zakopanem. Kibice patrzyli w milczeniu, o krok od tragedii
Konkursy Pucharu Świata w skokach narciarskich w Polsce to zawsze wielkie święto tej dyscypliny. Nie inaczej miało być w 2007 roku w Zakopanem, gdzie polscy kibice liczyli przede wszystkim na dobry występ Adama Małysza. Jednak to, co wydarzyło się w drugiej serii, sprawiło, że zawody zapisały się na kartach Wielkiej Krokwi jako jedne z najbardziej dramatycznych w historii. Koszmarny upadek Jana Mazocha sprawił, że trybuny zamilkły, a kibice z niepokojem oczekiwali pierwszych wieści ze szpitala. To dramatyczne wydarzenie na zawsze odmieniło życie młodego skoczka.

Po emocjonującym Turnieju Czterech Skoczni Puchar Świata w skokach narciarskich przenosi się teraz do Polski. Zawodnicy powalczą na Wielkiej Krokwi o zwycięstwo zarówno w konkursie Super Team, jak i w rywalizacji indywidualnej.
Rywalizacja na skoczni im. Stanisława Marusarza w Zakopanem od lat słynie z wyjątkowej atmosfery na trybunach. W tym roku zawody mają dla polskich kibiców szczególny wymiar - swoje ostatnie skoki na tym obiekcie odda trzykrotny mistrz olimpijski, Kamil Stoch. Wszystko wskazuje, że będzie to prawdziwe święto tej dyscypliny.
Chociaż Zakopane przywodzi same pozytywne wspomnienia, przed laty trybuny niemal wstrzymały oddech. Wszystko przez upadek czeskiego skoczka Jana Mazocha, który zapisał się jako jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii obiektu tego obiektu.
Skoki narciarskie w Zakopanem. Koszmarny upadek czeskiego skoczka sprzed lat
Podobnie jak w ostatnich latach, w styczniu 2007 roku Zakopane w ramach Pucharu Świata gościło najlepszych skoczków narciarskich. Oczy polskich kibiców były skierowane przede wszystkim na Adama Małysza, który skokiem na 129,5 m po pierwszej serii zajmował 5. miejsce i był najwyżej sklasyfikowanym z Polaków. Niespodziewanie liderem na półmetku zawodów był Rok Urbanc po skoku na 136 m. Wyniki zapowiadały interesującą walkę w drugiej serii zawodów.
W połowie stawki, na 15. miejscu, znajdował się wówczas 21-letni Jan Mazoch, który w pierwszej próbie oddał skok na 121,5 m. Wielkie święto przerwał jednak jego dramatyczny upadek w drugiej serii. Czech stracił w powietrzu równowagę i spadł z dużej wysokości na zeskok, uderzając głową. Natychmiast ruszyli do niego ratownicy medyczni.
Licznie wypełnione trybuny Wielkiej Krokwi zamilkły. Jury zawodów podjęło decyzję o przerwaniu i odwołaniu całej serii finałowej. Mazocha przetransportowano do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, gdzie wprowadzono go w śpiączkę farmakologiczną. Pierwsze doniesienia mówiły o stanie krytycznym, zdiagnozowano u niego obrzęk mózgu. Kilka dni później kibice mogli odetchnąć z ulgą. Stan Czechy był na tyle stabilny, że został wybudzony ze śpiączki.
O krok od tragedii. Upadek przekreślił jego karierę
Chociaż zawody w Zakopanem mogły kosztować Mazocha nawet życie, dzięki anulowaniu drugiej serii 20 stycznia 2007 roku osiągnął swój życiowy rezultat w Pucharze Świata. Sam zawodnik we wspomnieniach przyznał jednak, że niewiele pamięta z tamtych wydarzeń.
"Nie miałem pojęcia gdzie jestem i co się stało. Nawet kiedy przewieziono mnie do Pragi, nie do końca wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi. Taki stan trwał dwa, może trzy tygodnie. Nie byłem sobą. Gdy po miesiącu opuściłem szpital w stolicy Czech i wróciłem do domu, czułem się we własnym ciele jak obcy. Później zobaczyłem swój upadek w internecie" - wspomniał kilka lat temu w rozmowie z portalem "Przegląd Sportowy Onet".
Upadek w Zakopanem oznaczał dla młodego zawodnika praktycznie koniec sportowej drogi. Mazoch próbował jeszcze startów w Pucharze Kontynentalnym, jednak ostatecznie w sierpniu 2008 roku ogłosił zakończenie kariery.
Kilka miesięcy po dramatycznych chwilach w Zakopanem Jan Mazoch powitał na świecie swoją pierwszą córkę, Viktorię. Dziś jest szczęśliwym ojcem trojga dzieci - dwóch córek i syna. Zawodowo pracuje w branży niezwiązanej ze sportem, a jednocześnie angażuje się w pomoc osobom z niepełnosprawnościami.












