Skandal na skoczni, Polacy niemal oszukani. Nagle Żyła zaskoczył wszystkich
Kontrowersje w skokach narciarskich to temat, który zapewne u wielu polskich fanów tej dyscypliny sportu przywołuje wspomnienia z mistrzostw świata w Val di Fiemme. Wówczas sędziowie początkowo oszukali naszych skoczków, przez co niemal wyrwali im historyczny sukces, jakim był pierwszy medal wywalczony w rywalizacji drużynowej. Na szczęście błąd w obliczeniach zauważył Thomas Morgenster, przez co Maciej Kot, Piotr Żyła, Dawid Kubacki i Kamil Stoch mogli stanąć na podium. To historia warta przypomnienia przed inauguracją nowego sezonu Pucharu Świata w skokach narciarskich.

Jest 2 marca 2013 roku, Val di Fiemme. Czas na konkurs drużynowy mistrzostw świata w skokach narciarskich. Polacy - w składzie: Maciej Kot, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Kamil Stoch - przystępują do rywalizacji podbudowani złotem indywidualnym złotem tego ostatniego z dużej skoczni. Między innymi forma naszego lidera pozwalała wierzyć, że "Biało-Czerwonych" stać na to, by pierwszy raz w historii stanąć na drużynowym podium światowego czempionatu.
Skoki narciarskie. Kamil Stoch błysnął na mistrzostwach świata w Val di Fiemme
Kamil Stoch rzeczywiście potwierdził wielką klasę, skacząc w pierwszej serii aż 134 metry, a i jego koledzy nie zawiedli. Dzięki temu na półmetku medalowej rywalizacji zajmowaliśmy czwarte miejsce, tracąc sześć punktów do liderującej Austrii, pięć punktów do Niemiec i dwa "oczka" do Norwegii.
W drugiej serii Austria udowodniła swoją dominację. Tytuł drużynowego mistrza świata zapewniły jej nie tylko genialne skoki Wolfganga Loitzla, lecz także niebywała równowaga, jaką popisał się Manuel Fettner. To wówczas doszło do słynnej sytuacji, w której tuż po lądowaniu wypięła się jedna z nart 27-letniego wówczas skoczka. Ten jednak nie zbił się z tropu i balansując butem po śniegu, zdołał bezpiecznie i - co najważniejsze z punktu widzenia jego zespołu - bez upadku dojechać za wyznaczoną linię. Gdyby nie poradził sobie w tej ekstremalnej sytuacji, sen o złocie Austriaków prysnąłbym niczym bańka mydlana. Lub... jak srebrne "krążki" Norwegów.
Wielkie kuriozum na MŚ w skokach narciarskich. Błąd sędziów i sensacyjny zwrot akcji
Podopieczni trenera Alexandra Stoeckla przez pół godziny po zakończeniu zawodów cieszyli się z wywalczenia drugiego miejsca, przed Niemcami oraz reprezentacją Polski. Nasi zawodnicy nie mogli uwierzyć w to, że mimo tak ogromnego wysiłku i świetnych skoków, przegrali walkę o podium o zaledwie pół metra.
To jest niemożliwe, nie wiem. Powiedzcie mi, jak to się stało. Ja wciąż nie wiem, nie wiem... To nie może być prawda
Słowa naszego mistrza okazały się prorocze, bowiem ostatecznie... nie była to prawda! A wszystko za sprawą kolejnego z Austriaków - Thomasa Morgensterna. To on bowiem jako pierwszy zauważył, że z punktacją coś jest nie tak. Jak się okazało, sędziowie już w pierwszej serii niesłusznie dodali Andersowi Bardalowi punkty za skrócony rozbieg. Po korekcie Norwegowie nie tylko stracili drugie miejsce, co wypadli poza podium. Skorzystali na tym Polacy zdobywając pierwszy medal w drużynie na mistrzostwach świata w skokach narciarskich.
- Totalne zamieszanie. Widać było, że Norwegowie są przygnębieni, prawie płakali. My im jednak nic na to nie poradzimy. "Morgiemu" będziemy się musieli jakoś zrewanżować. Piotrek Żyła wymyśli dla niego prezent. On jest w takich rzeczach najlepszy - mówił po zmianie wyników uszczęśliwiony Maciej Kot.
A na kreatywność Piotra Żyły rzeczywiście nie trzeba było długo czekać. Ten błyskawicznie wpadł na pomysł i wyznał otwarcie, czym należałoby wynagrodzić Thomasa Morgensterna.
Trzeba będzie Thomasowi sprezentować jakąś flaszkę. Koledzy obarczyli mnie tym obowiązkiem. Wywiążę się z niego pewnie przy okazji ostatnich w sezonie zawodów Pucharu Świata w Planicy
Skoki narciarskie. Piotr Żyła dotrzymał słowa, Thomas Morgenster otrzymał swoją nagrodę
Obietnica padła szybko, gorzej jednak było z realizacją. Jeszcze w marcu 2021 roku Austriak żalił się w żartach, że wciąż czeka na podarek od Piotra Żyły. - Cześć Piotrek! Wciąż czekam. Jeśli masz czas i jesteś blisko mojego domu, daj mi znać. Razem coś wypijemy - mówił Thomas Morgenstern przed kamerą TVP Sport. Już kilka dni później nagrała ona dowód na to, że Piotr Żyła ostatecznie uregulował rachunki.
Wówczas bohater reprezentacji Polski z 2013 roku powiedział nieco więcej o kulisach tamtego pamiętnego konkursu z Val di Fiemme.
Pamiętam dobrze te zawody, ale dla mnie to nie był rodzaj pomocy, a raczej zaniepokojenie, że wyniki są inne niż w rzeczywistości. Chodzi o skok Andersa Bardala, gdy miał więcej prędkości na progu. To nie było fair, więc musiałem porozmawiać z trenerami i jury, że jest błąd. Skorzystała na tym polska drużyna. Zdobyła brązowy medal, co było ogromnym osiągnięciem
I dodał: - Tak, to nie jest łatwe, ale pamiętam, że skakałem z belki niżej. Skoczyłem znacznie dalej niż Bardal, ale byłem tylko delikatnie przed nim. Coś musiało być źle. Spojrzałem w wyniki, zobaczyłem tam, że Bardal ma wpisaną tę samą belkę co ja, a to nie była prawda. Musiałem porozmawiać z jury. Dla mnie to mała rzecz, ale dla Polski ogromna. Mnie chodziło tylko o sprawiedliwość.











