Reklama

Reklama

Sezon skoków za nami. Piotr Żyła przechodził sam siebie

Za nami kapitalny sezon w wykonaniu polskich skoczków narciarskich. Oprócz dalekich lotów nie brakowało też humorystycznych sytuacji i śmiesznych wypowiedzi. Jak zawsze brylował w tym Piotr Żyła, który na mistrzostwach świata w Lahti kompletnie zaskoczył i jednocześnie przeszedł sam siebie. Nawet pytali go potem, co palił.

Kamil Stoch zakończył sezon na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale zaczął rywalizację od upadku w Kuusamo. - Trochę boli mnie tyłek i plecy, ale nie tak bardzo jak duma - mówił Stoch. - Pierwsza gleba zaliczona, ale tyłek nie szklanka - komentował nasz mistrz.

Reklama

W pierwszej fazie sezonu furorę na skoczniach robił Domen Prevc, za sukcesami którego miała stać marynowana papryka. Temat rozpowszechnili na całą Europę nasi skoczkowie, a Dawid Kubacki chwalił się, że to on przyniósł tę informację do kadry. - Codziennie je słoik papryki marynowanej. Dowiedzieliśmy się ostatnio. To jest sprawdzona informacja - mówił nam w Zakopanem Maciej Kot o tajemnicy sukcesu Słoweńca.

Szampan dojechał pusty

Jakie były plany Żyły na nowy rok? - Muszę sznurówkę w bucie wymienić - żartował w jednym z wywiadów. "Wiewiór" zachwycił podczas Turnieju Czterech Skoczni, kończąc go na drugim miejscu. Do końca nie wierzył w możliwość zajęcia tak wysokiej lokaty. - Jechałem, jechałem, jechałem na tym rozbiegu i przespałem w końcu próg. O co walczę? O czwarte miejsce - mówił po kwalifikacjach w Bischofshofen przed ostatnim konkursem TCS.

- Teraz już nie wiem, czy się cieszyć, bo chyba to do mnie nie dociera - komentował dzień później turniej, który zakończył na drugim stopniu podium tuż za Stochem. Czwarty był Kot. A jak świętowano tak wielki sukces? - Szampan dojechał już pusty ze skoczni, czyli pojawiły się same butelki po nim. Trenerzy zajęli się nim jeszcze na skoczni - opowiadał Interii Dawid Kubacki.

Wiceprezes PZN-u Andrzej Wąsowicz przed konkursami w Wiśle wytypował, że jedne zawody wygra Żyła, a drugie Stoch. - Prezes numer konta zna, więc jakby co, mogę mieć jutro wolne - wypalił Żyła, pytany o przewidywania Wąsowicza.

Po pierwszym konkursie w Wiśle Jan Ziobro zdradził nam informację o mocnym telefonie od żony, która bardzo mu pomogła po dwóch nieudanych konkursach TCS. - Po tych dwóch konkursach zadzwoniła do mnie żona i zapytała, po co tam w ogóle pojechałem, dlaczego nie czerpię z tego radości. Następne konkursy było lepsze dla mnie. Byłem bardziej Jankiem Ziobrą - wspominał.

Z ciupagą w ręku

Również w Wiśle Kot podał prostą receptę na wygrywanie. - Trzeba skakać tak jak Kamil Stoch i wtedy wszystko jest jasne - mówił.  Tydzień później przed konkursem drużynowym w Zakopanem zdecydowanymi faworytami byli "Biało-czerwoni".  - Proszę pana, kto jak nie my? - zapowiadał z humorem Stoch. Ostatecznie konkurs wygrali Niemcy, a Polacy zajęli drugie miejsce.

Na konferencję prasową po zawodach drużynowych na Wielkiej Krokwi Żyła przyszedł z ciupagą. - Dali mi, żeby dziennikarze nie zadawali głupich pytań - mówił.

Przegraną z Niemcami w Zakopanem nasi skoczkowie powetowali sobie w niemieckim Willingen, rewanżując się gospodarzom w "drużynówce". - Co zrobię z nagrodą za zwycięstwo? Wiadomo, że w śniegu jej nie zostawię - śmiał się Żyła.

W Japonii, oprócz podgrzewanej toalety, Polak znalazł to, czego szukał.  "Było bardzo ciężko, trudno, dużo roboty, dużo biegania, starania się, kłopotów, problemów, strasznie dużo przebytych kilometrów itp... itd.... Aż w końcu.... Udało się:-) Złapałem go:-))) Jest:-))) Mam swojego pokemona" - pisał na swoim Facebooku prosto z Sapporo.

Zimny kibel

Na konferencji prasowej przed wylotem na mistrzostwa świata do Lahti Żyła siedział zadumany, jakby już przeczuwał przyszłe sukcesy. Nad czym tak myślał? - Bo zimny kibel będzie - wystrzelił.

Mistrzostwa świata "Biało-czerwoni" rozpoczęli od skromnego obchodzenia tłustego czwartku. - Dyrektor Adam Małysz przywiózł nam po pączku, tak że mieliśmy trochę energii przed treningami. Nie wiem, czemu nie banana i bułkę, ale takiego święta chyba jeszcze nie mamy - żartował Kubacki.

Przed konkursem MŚ na mniejszym obiekcie Żyła typowany był do roli czarnego konia. - Byłem brązowym - mówił dziennikarzom, odnosząc się do koloru kombinezonu. Znacznie lepiej spisywał się już na treningach na dużej skoczni. - Ta mała też nie była zła, tylko nie chciała ze mną gadać - śmiał się.

Do historii przeszły pierwsze wywiady, choć trudno je tak nazwać, jakich Żyła udzielał polskim dziennikarzom po zdobyciu brązowego medalu na dużym obiekcie w Lahti. Zwykle żartobliwy i uśmiechnięty skoczek nie przypominał siebie, nie rozumiał pytań, nic do niego nie docierało.

- Zacząłem się ogarniać na kontroli dopingowej. Kolega Norweg, fizjoterapeuta, zapytał mnie tam, co paliłem, bo też chciałby spróbować. Powiedziałem, że chyba nic - śmiał się Żyła dzień później, gdy po odebraniu medalu, już w "normalnym" stanie rozmawiał z mediami. "Jednak twardy ten brąz. A do dentysty strach iść" - napisał pod wrzuconym na Facebooku zdjęciem z medalem.

Po złotym medalu MŚ w drużynie Kot przyznał się do swojej "niepoprawności politycznej". To on jako jedyny mówił głośno, że interesuje go tylko złoto. - Często jestem niepoprawny politycznie. Mówię za dużo albo zbyt szczerze, ale taki już jestem - stwierdził. - Każdy z nas wykonał swoją robotę w stu procentach i stanęliśmy na najwyższym stopniu podium. I nawet mówić umiem dziś - śmiał się po triumfie drużynowym Żyła.

Zmiana skarpetek

Stoch zajął drugie miejsce w premierowej edycji norweskiego Raw Air, mimo nieudanego początku turnieju. W drugiej fazie cyklu odzyskał formę, zmienił też buty na nowe, ale z niechęcią przypisywał im kluczową rolę. - Buty to sprzęt, który ma pomagać zawodnikowi, ale one same nie skaczą tylko ja, że tak nieskromnie powiem. Jutro założę nowe skarpetki i może będzie jeszcze lepiej - ironicznie mówił nasz skoczek.

Finał sezonu w Planicy był frajdą dla naszych skoczków, zwieńczoną triumfem w Pucharze Narodów. - Przed tym ostatnim konkursem to chyba należy już życzyć tylko dobrej zabawy. Każdy skacze tu dla siebie, dla swojej przyjemności, by było fajnie, miło i przyjemnie - mówił Żyła.

- Teraz jadę do domu. Wczoraj była impreza, tak że na kacu też się dało - podsumował sezon dzień później po finałowym konkursie w Słowenii.

WS

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje