Sceny pod skocznią. Oto co zrobił Kamil Stoch po skoku. Brutalne słowa
Kamil Stoch niestety nie awansował do drugiej serii konkursu olimpijskiego na normalnej skoczni w Predazzo. To pierwszy taki przypadek w jego karierze, że zabraknie go w serii finałowej zimowych igrzysk olimpijskich. 38-latek przyjął to z godnością, a po skoku nagle opuścił strefę przeznaczoną do wywiadów.

Kamil Stoch nie wystąpi w serii finałowej konkursu olimpijskiego na normalnej skoczni. Polakowi zabrakło do tego 3,3 pkt.
Po swoim skoku 38-latek był przekonany, że będzie w drugiej serii, ale kiedy zobaczył, jak daleko wylądował w klasyfikacji, był zaskoczony.
Kamil Stoch: nie dało się uniknąć brutalnej prawdy
Trudno było doświadczyć takiej sytuacji. Miałem mieszane uczucia, co do moich ambicji. Z jednej strony sportowiec jedzie na główną imprezę, to musi wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze. Nie dało się jednak uniknąć brutalnej prawdy, jaka wynika ze statystyk tego sezonu. Jadąc na główną imprezę, trzeba mieć poczucie, że wszystko jest w porządku
- Uważam, że zrobiłem dobrą robotę, bo oddałem solidny skok. Żałuję, że wystarczył tylko na jedną serię, bo w moim odczuciu, powinien mi on dać drugą serię - dodał.
38-latek do końca szukał optymalnej pozycji najazdowej. I to się udało.
- W konkursie ta pozycja była najlepsza ze wszystkich dni. Zabrakło tylko i aż przekonania. Pełnej swobody i pełnego gazu z nóg. Gdybym skoczył dwa metry dalej, byłoby inaczej - tłumaczył.
- Wiem, że muszę teraz to przetrwać. Wierzę, że duża skocznia będzie owocna i przyjemna i tam rozwinę skrzydła. Jest we mnie potencjał. Czuję to. Tylko muszę go uwolnić - dodał.
Stoch odstawił narty i poszedł. Wywołał zamieszanie
Stoch po rozmowie nagle odstawił narty i wyszedł ze strefy wywiadów. Ruszył w kierunku trybun, gdzie czekała na niego żona Ewa. Wywołał tym niemałe zamieszanie, bo razu wokół niego zgromadził się tłum polskich kibiców.
Po Stochu nie było widać wielkiego smutku. Pojawił się uśmiech i chętnie pozował do zdjęć.
W serii finałowej wystąpił tylko jeden Polak - Kacper Tomasiak. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w igrzyskach w 2002 roku w Salt Lake City.
Z Predazzo - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














