Rekordy i życiówka 18-latka z Polski. W świat poszły jednak koszmarne obrazki z Falun
Puchar Świata w skokach narciarskich powrócił po ponad 11 latach do Falun. To miejsce, które jest odkurzane dla tego sportu tylko wtedy, kiedy na Lugnet zbliżają się mistrzostwa świata, czyli raz na dekadę. Choć we wtorek na normalnej skoczni byliśmy świadkami wielkiego święta, to jednak w świat poszły koszmarne obrazki z trybun.

W skrócie
- Stefan Kraft zwyciężył w konkursie w Falun, bijąc rekordy punktowe i wygrywając 46. zawody w karierze.
- Polak Kacper Tomasiak zanotował najlepszy występ w Pucharze Świata, zajmując 12. miejsce.
- Mimo sportowego święta w Falun frekwencja na stadionie była bardzo niska, a skoki narciarskie w Szwecji wzbudzają niewielkie zainteresowanie.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Konkurs na normalnej skoczni (HS 95) w Falun wygrał Austriak Stefan Kraft przed Słoweńcem Anze Laniskiem i Niemcem Philippem Raimundem, który został nowym rekordzistą skoczni - 99,5 m. Najlepszym z Polaków był Kacper Tomasiak, który zanotował życiówkę w Pucharze Świata, zajmując 12. miejsce.
W konkursie padły dwa rekordy skoczni. Najpierw pobił go Kraft, a następnie Raimund. Do tego Austriak, który został nowym liderem Pucharu Świata, zanotował 46. zwycięstwo, zrównując się z Finem Mattim Nykaenenem.
Wielkie święto skoków w Falun. Perfekcyjny dzień Stefana Krafta
Przed Austriakiem jest już tylko jego rodak Gregor Schlierenzauer z 53 zwycięstwami w Pucharze Świata.
Jakby tego było mało, to Kraft pobił rekord liczny zdobytych punktów w PŚ. Po rywalizacji na normalnej skoczni w Falun ma ich 15 811. Poprzedni rekord należał do Fina Janne Ahonena i wynosił 15 786 pkt.
Można zatem śmiało stwierdzić, że w Falun byliśmy świadkami naprawdę wielkich rzeczy, jakie działy się na naszych oczach.
Pustki na trybunach. Polacy ratują frekwencję, ale Szwedzi się chwalą
Niestety atmosfery wielkiego święta nie było na trybunach. Kwalifikacje do wtorkowego konkursu obejrzało z trybun... 20 osób. Te jednak były o godz. 11.00, a przecież to jest dzień powszedni, więc to wcale nie dziwi.
O wiele lepiej było w konkursie, bo frekwencja wzrosła sześciokrotnie. Na trybunach pojawiło się bowiem ok. 120 fanów. Najwięcej oczywiście było z Polski. Pora też jednak nie sprzyjała wyjściu na skocznię, bo zawody zaczynały się o godz. 15.00, kiedy jeszcze wiele osób jest w pracy.
Z drugiej strony, nie ma się co oszukiwać. Szwedów skoki narciarskie po prostu nie interesują. Od lat nie mają skoczków na światowym poziomie, a w tym roku - po raz pierwszy w historii PŚ - przedstawiciela gospodarzy zabrakło na listach startowych.
W czasie konkursu podszedł do mnie jeden z lokalnych dziennikarzy, który pytał, czy teraz w strefie wywiadów jest Kamil Stoch. To jedna z najwybitniejszych postaci światowych skoków w historii, a jednak w Szwecji - jak się okazuje - mało znana. Nasz znakomity zawodnik przyznał w rozmowie z dziennikarzem, że dla niego tak mała widownia nie jest zaskoczeniem, bo sytuacja podobnie wygląda na konkursach w: Norwegii, Finlandii, czy Japonii.
O skokach w Falun nie zająknęły się największe szwedzkie media. Wydarzenie to ma w tym kraju rangę lokalną.
Szwedzi podkreślają jednak, że zawody cieszą się wielkim zainteresowaniem, bo skoki narciarskie mają wielką widownię telewizyjną. Do tego chwalą się, że akredytowanych dziennikarzy było aż 120. Z tym że na miejsce dotarło chyba około 40 osób z mediów.
Organizatorzy informują, że w sumie sprzedano na zawody PŚ w skokach, które potrwają do soboty, bo w piątek i sobotę będą skakały kobiety, 700 biletów.
Z Falun - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













