Reklama

Reklama

Puchar Świata: Zakopane. Ziobro: Zakopane uskrzydli Polaków

Jan Ziobro jest najlepszym przykładem na to, że można się wydostać z czwartej, a nawet piątej dziesiątki Pucharu Świata, by wskoczyć nawet na najwyższy stopień podium. W rozmowie z Interią opowiada, co jego zdaniem dręczy polskich skoczków tuż przed startem Pucharu Świata w Zakopanem.

Michał Białoński, Interia: Puchar Świata w Zakopanem to marka uznana i ceniona na całym świecie. Na czym polega magia tego miejsca?

Jan Ziobro, były skoczek reprezentacji Polski: Polscy kibice po całym świecie za nami krążyli, ale zdecydowanie najwięcej ich było zawsze właśnie w Zakopanem. Skakaliśmy u siebie, doping nam pomagał.

Czyli pewnie teraz dobrze się złożyło, że trzy tygodnie przed igrzyskami kolejna próba wyjścia z dołka i selekcjonowanie kadry na Pekin nastąpią właśnie pod Tatrami?

- Na pewno pomoc publiczności to plus dla chłopaków. Mam nadzieję, że ich to uskrzydli, nabiorą pewności siebie.

Reklama

CZYTAJ TEŻ: SKOKI W ZAKOPANEM. TO TU PZPN ODKUJE SIĘ FINANSOWO

Co może być główną przyczyną kryzysu? Bardziej kwestie sprzętowe, jak sugeruje w rozmowie z Interią Kazimierz Długopolski, twierdząc, że przy próbie przechytrzenia konkurencji przechytrzyliśmy samych siebie? Nie chodzi tylko o buty, z jakimi miał problem Kamil Stoch, ale też o kombinezony, za które nasi co rusz są wykluczani. Czy bardziej pies jest pogrzebany w złych przygotowaniach fizycznych, a może w złej technice?

- Na pewno miejsc, w których można było popełnić błędy jest kilka. Sprzęt? Wiadomo, że o niego trzeba dbać, być cały czas na topie, podpatrywać konkurencję, samemu wymyślać nowinki, udoskonalać cały czas. Ale wydaje mi się, że dyskwalifikacje nie brały się z tego, że kombinezon był przekombinowany.


Jan Ziobro: Kombinezony zawsze były szyte na limicie

To o co mogło chodzić?

- W skokach do kontroli kombinezonu trzeba dobrze stanąć, właściwie się ułożyć. Kombinezon czasami się przekrzywi, czy troszkę "zjedzie". Przez to punkt odniesienia w stosunku do tego, co było mierzone w hotelu jest na przykład o centymetr niżej. I już wychodzi na obwodzie więcej w nodze, czy to w ręce, czy w biodrze. Dlatego te dyskwalifikacje to zwykły niefart przy kontroli, albo czasami może być tak, że w wyniku stresu zawodnik mniej zje, wypije i faktycznie kombinezon w talii, w obwodzie brzucha może być za duży.

Nie oszukujmy się - zawsze kombinezony były szyte całkowicie na limicie. Tu nie było miejsca na to, aby je zwężać.

A przygotowania fizyczne?

- Ciężko mi o tym dywagować, gdyż nie wiem jak one wyglądały przed sezonem. Mam pojęcie o skokach i wiem, jak one powinny wyglądać technicznie. Nie chcę nic ujmować chłopakom, tym bardziej, że mamy w drużynie trzech mistrzów świata, a to dowodzi o ich klasie, ale ich skoki w tym sezonie nie były do końca super czyste. Wiemy na co stać Kamila Stocha, Piotrka Żyłę i Dawida Kubackiego.

Chodzi panu bardziej o pozycję najazdową, odbicie z progu czy sylwetkę w locie?

- Sylwetka w powietrzu, sam lot, to zwieńczenie, najbardziej przyjemna część skoku. Ale całość zaczynamy już na belce. Wielu ludzi myśli, że odbicie jest najważniejsze i bez niego nie będzie udanego skoku. Tymczasem, by odbicie było dobre, zawodnik musi dobrze ruszyć z belki, dobrze się ustawić na dojeździe. Dobrego odbicia nie da się wykonać ze złego dojazdu. Balans musi być, podobnie jak odpowiednio ustawiony środek ciężkości. Zawodnik musi się czuć dobrze. I to jest cały szkopuł skoków! Czucie, dojazd to jest właściwie 90 procent sukcesu. Bez właściwego ułożenia na dojeździe nie ma dobrego odbicia. Oczywiście, można mieć fart, dostać wiatr pod narty, ale od samego początku musi być zachowany cały rytuał: start z belki, ustawienie na dojeździe i wtedy odbicie idzie samoczynnie do progu - mocne i w dobrym kierunku, a później w locie się już czerpie przyjemność.

Ale te sylwetki w locie naszych skoczków również się różnią choćby od tej Ryoyu Kobayashiego, który układa narty w wyraźne V, podczas gdy Żyle zdarza się lecieć bardziej w kształcie H. Do tego inna jest dynamika lotu naszych zawodników, w stosunku do światowej czołówki.

- Ułożenie w locie najlepiej odnosić do sylwetki tego samego zawodnika na tej samej skoczni, tyle że z jego szczytowej formy. Gdyby tak podejść, to faktycznie różni się dynamiką, odbiciem, próg wówczas "oddaje" siłę zawodnikowi i on inaczej wygląda w locie. Jest bardziej przeciągnięty nad nartami, leci szybciej, z lepszą parabolą lotu, zyskuje dłuższą odległość. Dopiero porównanie zawodnika w dobrym i złym skoku na tym samym obiekcie daje jasny obraz odnośnie dynamiki.

Jan Ziobro: To nie tak, że w Engelbergu wyskoczyłem jak Filip z konopi


Pan jest najlepszym przykładem na to, że z czwarte, piątej dziesiątki Pucharu Świata można wskoczyć na podium, jak to pan pokazał w Engelbergu w 2013 r. Pamięta pan, jak przyszła forma, pozwalająca na pobicie wszystkich?

- To nie jest tak, że ona przyszła nagle. Myśmy skakali bardzo dobrze już w letniej Grand Prix. Bardziej pogubiliśmy się w czterech konkursach poprzedzających Engelberg. Będąc w Klingenthal, na inauguracji Pucharu Świata zająłem dziewiąte miejsce, wszyscy wyglądaliśmy dobrze. Na kolejne dwa weekendy w Lillehammer i Titisee Neustadt forma przygasła, ale ogólnie skakaliśmy dobrze, więc to nie tak, że w Engelbergu wyskoczyłem jak Filip z konopi.  

W Engelbergu pierwszy konkurs pan wygrał, a w drugim zajął trzecie miejsce.

- Ale już latem dobrze skakałem, aż żałowałem, że Grand Prix dobiegło końca. Formę z lata przekładaliśmy na zimę.

Trener Doleżal i jego asystenci mówią, że brakuje czucia skoczkom. Kazimierz Długopolski twierdzi, że jeżeli pojawi się najdrobniejszy błąd i trener go nie skoryguje natychmiast, to później jest trudno po poprawę, gdyż ów błąd niejako wejdzie w krew.

Ziobro: Była kicha. Robert Mateja zrobił z nas zawodników


- I to jest święta prawda. Dobry trener, czy taki, z którym się zawodnik dobrze rozumie, wychwyci każdy najdrobniejszy błąd. Na przykład w moim przypadku potrafił tak reagować mój szwagier Krystian Długopolski. Z nim trenowało mi się i skakało bardzo dobrze. Robiłem bardzo duże postępy. Zwłaszcza w momencie, gdy była - co tu dużo mówić - "kicha". Byliśmy daleko w klasyfikacji zawodów niższej rangi FIS Cup czy Pucharu Kontynentalnego. Krystian wówczas mi pomógł, naprowadził na dobre tory. Później pomogli mi Piotr Fijas i Robert Mateja. Musimy sobie to jasno powiedzieć: Robert Mateja zrobił z nas, w przeciągu roku, poważnych zawodników. Wcześniej mieliśmy kłopoty z załapaniem się do "50" ale nie w Pucharze Świata, tylko w Pucharze Kontynentalnym! Po pracy z Mateją byliśmy w stanie wskoczyć do top 10 PK, a nawet wygrać te zawody. Taka jest prawda!

Szkoda, że teraz trener Mateja, zamiast pracować ku chwale polskich skoków, znalazł zatrudnienie w Czechach, gdzie trenuje specjalistów kombinacji norweskiej. Trener Kazimierz Długopolski twierdzi też, że trafieniem kulą w płot było połączenie kadry A i B, bo zabiło rywalizację. Dyrektor Adam Małysz zachwalał ten ruch, wskazując na poprawę warunków pracy dla skoczków z zaplecza. Według Długopolskiego rywalizacja spowodowała, że czasem skoczkowie z kadry B zastępowali tych z kadry A.

- Tak się zdarzyło właśnie w sezonie 2013/2014, gdy razem ze mną do pierwszej kadry wskoczył Krzysiek Biegun, który wygrywał Puchar Świata w Klingenthal. Z tego co pamiętam, z kadry B do tej pierwszej przebił się też Dawid Kubacki. Wtedy zrobiliśmy faktycznie siedmiomilowy krok. Dla nas to był faktycznie szok. Robert Mateja, w krótkim czasie, zrobił z nas naprawdę porządnych zawodników. Faktycznie szkoda, że dzisiaj Roberta nie ma w polskich skokach.

Przy nominacji 12 zawodników na Puchar Świata w Zakopanem trener Doleżal początkowo pominął 18-letniego Habdasa, którego dowołał dopiero po kontuzji Kamila Stocha. Uważa pan, że powinno się odważniej stawiać na młodych? Kosztem np. Stefana Huli, który sporo dał polskim skokom, ale jego kariera zmierza nieuchronnie do końca.

- Jeżeli ci młodzi, na czele z Habdasem, przeskakują Stefana, to bez dwóch zdań powinno się im dać szansę. Nawet wtedy, gdy formą są blisko Huli. Bo kiedy tak naprawdę ci chłopcy mają skakać w zawodach tej rangi, jeśli nie u siebie? Kiedy się mają nauczyć tego fachu? Muszą zasmakować otoczki Pucharu Świata, zmierzyć się z tym. Sam po sobie wiem, że startując pierwszy raz w PŚ, miałem olbrzymie emocje. Dla mnie skakanie przed własną publicznością w Zakopanem, na swojej skoczni, na której wychowywałem się od małego dziecka z jednej strony było super bodźcem, a z drugiej, odczuwało się rangę Pucharu Świata.

Rozmawiał: Michał Białoński, Interia

O problemach polskiego narciarstwa, o tym, kto powinien zastąpić w roli prezesa PZN Apoloniusza Tajnera Jan Ziobro opowie w II części wywiadu, który opublikujemy jutro.

Puchar Świata w Zakopanem (14-16 stycznia 2022). Harmonogram

14.01.2022 PIĄTEK

  • 15:30 Oficjalny trening HS-140 (2 serie)
  • 18:00 Seria kwalifikacyjna

15.02.2022 SOBOTA

  • 15:00 Seria próbna
  • 16:00 Drużynowy konkurs skoków Puchar Świata

16.01.2022 NIEDZIELA

  • 15:00 Seria próbna
  • 16:00 Indywidualny konkurs skoków Puchar Świata HS-140

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne