Reklama

Reklama

Puchar Świata w Zakopanem. Polak potrafił w Wiśle, da radę i teraz

Zakopiańska edycja PŚ to wielka marka nie tylko polskiego sportu i światowych skoków narciarskich, ale też europejskich sportów zimowych. Poziom sportowy, oprawa, biało-czerwony tłum kibiców - wszystko to czyni imprezę niepowtarzalną. Nie inaczej będzie w najbliższy weekend. Przygotowania dopięte są na ostatni guzik. Pozostały tylko zmagania z naturą.

Bilety na piątkowe kwalifikacje, a także sobotni i niedzielny konkurs dawno już zostały sprzedane. Kibice rozchwytywali je jak ciepłe bułeczki. Gdy nabyli ostatnią wejściówkę, nikomu się jeszcze nie śniło, że w Predazzo Dawid Kubacki zanotuje swój pierwszy triumf w PŚ, a Kamil Stoch z końca pierwszej dziesiątki wskoczy na podium.

Reklama

Trener Polaków Stefan Horngacher to szczwany lis. Przed sezonem dobrze wiedział jakie są priorytety: Zakopane i następujące miesiąc po nim MŚ w Seefeld. Dlatego największe zachwyty nad lotami naszych Orłów mają nadejść właśnie teraz. 

Kubacki ma proste zadanie - utrzymać formę. Kamil niewiele bardziej skomplikowane - do świetnego drugiego skoku dołożyć co najmniej równie dobry ten pierwszy. Piotr Żyła też nie ma wielkiej łamigłówki - wystarczy, że przypomni sobie nie tak odległe konkursy w Niżnym Tagile (1 grudnia) i w Engelbergu (15-16 grudnia), po których trzykrotnie stawał na drugim stopniu podium.

Maciej Kot zwyżkę dyspozycji zasygnalizował już w ostatnią niedzielę we Włoszech, gdy wreszcie zapunktował za 25. miejsce, a na Wielkiej Krokwi przecież wiadomo - pazury do góry! Ten okrzyk zawsze go napędzał i dodawał energii.

Stefan HulaJakub Wolny przy jeszcze lepszym wsparciu z trybun niż ten w "polskim" w miniony weekend Predazzo, są w stanie wdrapać się wyżej niż do trzeciej dziesiątki.

W istocie, najbliższy weekend pod Tatrami zapowiada się iście pasjonująco.

Organizatorzy nie mają lekko. Muszą się sporo nagimnastykować, by udowodnić aktualność hasła "Polak potrafi". W listopadzie przeprowadził jesienne skakanie w Wiśle i wyprodukował aż za dużo śniegu, którego naszym zachodnim sąsiadom zabrakło 8 grudnia, przez co odwołali zawody. Teraz ów Polak musi się uporać z innym zjawiskiem - nadmiarem śniegu. Natura zapewniła nam zimę dziesięciolecia!

- Organizuję biuro prasowe Pucharu Świata w Zakopanem od 2003 r. i może dwie edycje od tego czasu były równie obfitujące w opady śniegu - przyznaje Sławomir Rykowski, szef biura prasowego i rzecznik PŚ w Zakopanem.

Opady były do tego stopnia obfite, że gdybyście wczoraj wieczorem puścili przedskoczka, to wylądowałby w zaspie. W ostatnią noc służby miały pełne ręce roboty, by wywieźć nadmiar białego puchu i ratrakami utwardzić skocznię. Pozostanie im tylko odśnieżenie trybun i miejsc parkingowych.

Program wszystkich wydarzeń weekendu ze skokami na Wielkiej Krokwi jest gotowy. Jak już informowaliśmy, wyjątkowo będzie wyglądał sobotni konkurs drużynowy, z uwagi na żałobę narodową, jaką wprowadził prezydent RP Andrzej Duda z okazji uroczystości pogrzebowych prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

- Oprawa będzie stonowana. Uczczenie żałoby narodowej będzie godne - zapewnia Rykowski.

Wyciszona wersja oprawy zawodów będzie aktualna także podczas jutrzejszych kwalifikacji. Zabawa na całego, czy jak kto woli dyskoteka ze skokami narciarskimi odbędzie się przy okazji niedzielnego konkursu indywidualnego.

Zainteresowanie mediów konkursami w Zakopanem jest rekordowe. Szef biura prasowego musiał odrzucić 250 wniosków o akredytację. Pojemność trybuny prasowej i biura jest ograniczona. W tym roku kontrole także wśród przedstawicieli mediów będą dokładniejsze i nie powtórzy się zdarzenie z ostatniej edycji PŚ, gdy wśród dziennikarzy pojawili się jegomoście z transparentem "Wenger out". I to nie tylko dlatego, że ich "ciemiężca" Arsene Wenger został wyautowany z Arsenalu.

Michał Białoński


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje