Reklama

Reklama

Puchar Świata w skokach w Wiśle niezagrożony? "Hofer podgląda przez kamerkę"

Półtora tygodnia pozostało do inauguracji nowego sezonu Pucharu Świata w skokach - po raz drugi z rzędu w Wiśle-Malince. Szokująco wysokie temperatury nie ułatwiają zadania organizatorom zawodów, a skoczkowie wyjechali na treningi do Austrii. - Musimy wygrać z pogodą, choć będzie trudno - nie ukrywa dyrektor PŚ w Wiśle, Andrzej Wąsowicz.

Wysokie temperatury i piękna pogoda w Polsce cieszą wszystkich poza organizatorami skoków. Na skoczni im. Adama Małysza już piąty tydzień trwa produkcja śniegu, a po każdym chwilowym ochłodzeniu przychodzi słońce i ciepło. W tym i następnym tygodniu w Wiśle ma być nawet 17 stopni powyżej zera. Wcześniej było jeszcze cieplej. - To nienaturalne temperatury, nie zakładaliśmy, że będzie ponad 20 stopni - mówi szef wiślańskiego PŚ.

Reklama

- Obserwuję wszystkie możliwe portale, gdzie jest prognoza pogody. Nie nastawia nas to optymistycznie, aczkolwiek dzisiaj o czwartej nad ranem na skoczni było zero stopni. Wtedy powietrze ochładza ten śnieg, który już mamy. Poza tym o tej porze roku słońce już tak nie penetruje nam skoczni. Musimy wygrać z pogodą, choć będzie trudno - powiedział nam dzisiaj rano Wąsowicz.

Na skoczni jest już ok 1440 metrów sześciennych śniegu, a potrzeba co najmniej 1600. Przy obecnych warunkach atmosferycznych w ciągu doby można wyprodukować ok. 100 m sześć. Czas na naśnieżanie jest do najbliższej niedzieli, gdyż po weekendzie przy skoczni stawiana będzie dodatkowa trybuna dla fanów. Wyprodukowany śnieg jest układany na wysokość półtora metra i ubijany ratrakiem, a następnie przykrywany foliami, które nie przepuszczają temperatury. Gdyby to nie wystarczyło, brakujący śnieg będzie dowożony z magazynu w Szczyrku.

- Musimy podjąć decyzję, kiedy rozpocząć ostateczne rozkładanie śniegu na skoczni i tego się najbardziej boję - nie ukrywa Wąsowicz. - Przeważa koncepcja, żeby to robić w porze nocnej, kiedy temperatura jest rzędu siedem-osiem stopni. Ten śnieg to wytrzymuje - wyjaśnia szef komitetu organizacyjnego.

Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) ze spokojem podchodzi do sprawy. Agnieszka Baczkowska, która jest zatrudniona w FIS-ie, na bieżąco informuje kierownictwo federacji o stanie prac w Wiśle. Sytuację na skoczni można oglądać przez internet dzięki zamontowanym na obiekcie kamerkom. - Myślę, że Walter Hofer też nas podgląda - nie ukrywa Wąsowicz.

Po następnym sezonie Hofer, dyrektor Pucharu Świata, ma rozstać się ze stanowiskiem. Podczas swojej kadencji przyzwyczaił, że na skoczniach wszystko ma być dopięte ostatnich guzik. W lipcu podczas letniej Grand Prix w Wiśle Austriak odsłonił swoją gwiazdę w wiślańskiej Alei Gwiazd Sportu. - Nie ukrywam, że był zadowolony. Trzeba robić różne zabiegi, żeby pozostawić dobre wrażenie - śmieje się Wąsowicz.

- Wydaje mi się, że Wisła wchodzi w kalendarz Pucharu Świata na stałe, wspólnie z Zakopanem. Pokazaliśmy, że potrafimy. A mimo to ciągle chylimy głowy, a nam się to po prostu należy. Nie podoba mi się, że wciąż musimy się płaszczyć. Przecież Zakopane przez tyle lat robi świetne zawody, my również - dodaje ze smutkiem. - W Polsce muszą być takie zawody - podkreśla.

Bilety na zaplanowane na 16-18 listopada w Wiśle skoki już się rozeszły. Powstanie nawet dodatkowa trybuna. Zgodnie z wytycznymi Hofera na obiekcie pojawią się specjalne siatki chroniące zawodników od nagłych podmuchów wiatru.

Póki co kibice nie doczekają się ulepszeń na wąskiej drodze dojazdowej do skoczni, wciąż nie wyposażonej nawet w chodnik dla pieszych. - Na pewno nie na te zawody. Widziałem rekomendacje, jest już nawet pozwolenie na budowę chodnika, ale pojawiły się problemy techniczne. Jeden dom trzeba by przesunąć albo zburzyć, a właścicieli jest... jedenastu. Więc jest problem - żałuje dyrektor PŚ.

Tymczasem polscy skoczkowie z kadr A,B i C po zgrupowaniu w Zakopanem, na ostatnie szlify przed sezonem wyjechali do Austrii i trenują na skoczni w Hinzenbach. Klasyfikację generalną poprzedniego sezonu PŚ wygrał Kamil Stoch. Drużynową inaugurację w Wiśle wygrali Norwegowie przed Polską i Austrią, a indywidualnie triumfował Japończyk Junshiro Kobayashi przed Stochem i Stefanem Kraftem.

Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: PŚ w Wiśle | PŚ w skokach narciarskich

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje