Reklama

Reklama

Puchar Świata w skokach. Tajner: Skoczkowie sami wiedzą, że szansa nie została wykorzystana

- Trener Horngacher i nasi skoczkowie wiedzą, że szansa na jeszcze lepsze występy w Wiśle nie została niewykorzystana. Z drugiej strony, nikt optymalnie nie skacze na tym etapie sezonu - powiedział w rozmowie z serwisem Eurosport.interia.pl prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner. Odpierał też zarzuty odnośnie przygotowania skoczni.

Michał Białoński, Interia: Inauguracja zawodów Pucharu Świata w Wiśle to był udany weekend?

Apoloniusz Tajner, prezes PZN-u: Bez wątpienia tak, wystarczy poczytać gazety i internet. A co do skoków, to nasi zawodnicy mają nawet większe możliwości na ten moment. Wyszło jak wyszło i bardzo dobrze.

Analizując poszczególne skoki, można pokusić się o stwierdzenie, że w dobrym miejscu są Stefan Hula i Piotrek Żyła. Dawid Kubacki zaczął nieźle, ale stać go na więcej, to samo dotyczy Maćka Kota, który zepsuł drugi skok, ale utrzymał się w  szerokiej, 20-osobowej czołówce.

Reklama

A Kamil Stoch?

- Do osiągnięcia zwycięstwa, przy takiej formie Japończyka, musiałby mieć pierwszy skok lepszy, ale warunki były ku temu niekorzystne.

Zarówno po konkursie drużynowym, jak i indywidualnym niedosyt sygnalizował Stefana Horngacher i ja podzielam jego opinię.

Czyli stawia pan poprzeczkę jeszcze wyżej? Pierwsze miejsce w Pucharze Narodów, dwa drugie miejsca w konkursach...

- To nie tak, że chcemy więcej, skoczkowie zdają sobie sprawę, że szansa została niewykorzystana. W drużynowym konkursie dwóch Norwegów miało lepsze warunki i oni to wygrali. To wystarczyło.

Z drugiej strony, nikt optymalnie nie skacze na tym etapie. Na początku sezonu to musi kuleć. Nie tylko Kraft w kwalifikacjach skakał doskonale, a potem z trudem złapał się w trójce.  A miał pewnie ochotę na zwycięstwo.

Liczył pan pewnie na to, że zawodnicy naciskający tę podstawową czwórkę, z Hulą piątkę skoczków, spiszą się lepiej?

- Jeśli chodzi o Ziobrę, nie spodziewaliśmy się więcej. Wiadomo, że on obniżył poziom. Kuba Wolny liczył na miejsce w "30", jest blisko, bo 32. Miał utrudnione zadanie, jechał jako pierwszy, do tego miał spychający wiaterek, ale jego występ i tak jest pozytywny, na granicy "30". Ten zawodnik ma potencjał na miejsce w "30".

Inni?

- Zniszczoł odstaje, to nie ten poziom. Po Murańce więcej się spodziewaliśmy, on potrzebuje jeszcze czasu. Niech spokojnie potrenuje i może forma wzrośnie.

Po rozmowie z Wolnym wywnioskowaliśmy, że - mimo młodego wieku - to poważny zawodnik, który wie, czego chce od życia.

- Tak, potwierdzam. On jest poważny w tym, co robi, fajną ma psychikę. Jak mu poziom odpali, to charakter, predyspozycje osobowościowe ma właściwe. On sobie poradzi, "sodówka" mu nie grozi, a przecież w skokach mieliśmy tych "postrzałów" trochę, że wspomnę Rutkowskiego czy Byrta

Przyznam panu szczerze, że nie wierzyłem w zorganizowanie skoków na śniegu w połowie listopada. Przecież w styczniu, w Zakopanem miewaliśmy kłopoty ze śniegiem, który był zwożony z Morskiego Oka. Mimo drobnych nierówności i trzech upadków, organizacyjnie zawody chyba się udały?

- Tylko wypadek Sztursy wynikał z drobnych nierówności, ale nie inaczej na obiektach w różnych miejscach świata, gdzie nawet w środku zimy, na naturalnym śniegu pojawiają się nierówności. W piątek wszystko było  świeże, ratrak nie mógł wjeżdżać. Organizacyjnie nie udało się idealnie, ale było wystarczająco dobrze i ci co słabo jeżdżą na nartach mieli kłopot. Wystarczy podkreślić, że przedskoczkowie, uczniowie SMS 15-17 latkowie, których loty są przecież krótkie i większość zeskoku jadą na nartach, nie mieli kłopotów, radzili sobie.

Późniejsze dwa wypadki, Korniłowa i Ito, wynikały z wypięcia nart. Nierówności na zeskoku nie miały z tym nic wspólnego. Słabo były uregulowane bezpieczniki wiązań, a to sprawa serwismenów. Lądowanie to duże uderzenie i jeśli bezpieczniki są źle uregulowane, to narty się wypinają.

A jak organizatorzy z FIS-u oceniali organizację?

- Nie mieli zastrzeżeń. W FIS-ie nie ma skali ocen obiektów Pucharu Świata, ale jak jest jakiś element do skrytykowania, to mówią. Hofer wiedział, że zeskok nie jest idealny, ale to jest normalne. Nie narzekał. W przeciwieństwie do wypowiedzi niektórych dziennikarzy, którzy twierdzili, że jest katastrofalny zeskok, takie brednie się rozpowszechnia i to żyje własnym życiem.

Zainteresowanie sposobem, w jaki wyprodukowaliśmy takie masy śniegu, było duże. Norwegowie zrobili coś, co nam nie przyszło do głowy: zmierzyli temperaturę śniegu na zeskoku. Wyszło minus osiem stopni. W hałdzie śnieg dobrze trzymał się, mimo dodatnich temperatur powietrza. Górne warstwy śniegu miały temperaturę zero, czasem plus dwa, a czasem minus jeden. Dół był chłodniejszy, w niektórych miejscach zeskoku było aż 40 centymetrów śniegu. Dzięki temu przez dwa i pół dna mieliśmy dobre warunki do skakania, na naturalnie wyprodukowanym śniegu, bez żadnych dodatków chemicznych!

Technologia niebywała, pomyśleć, że polscy górale mają ją w podnowotarskich Maniowach!

- Jedną z tajemnic sukcesu jest niska wilgotność tego śnieg, zaledwie 15 procent, dzięki czemu musi minąć sporo czasu, zanim ten śnieg nawilgnie i się roztopi. Śnieg był wyciągany w górę, mielony gąsienicami, rozdrabniany, mielony jak w mikserze. Jak się go zostawiło, związał się i trzymał. Norwegowie chcą zakupić polskie urządzenia z Maniów, Chińczycy to samo. Cały świat widział, jak piorunująco to zadziałało.

Mało tego, organizatorzy Pucharu Świata w biegach mają obowiązek zabezpieczyć magazyn śniegu, żeby dodatkowo zabezpieczyć trasę. Zawnioskujemy do FIS-u, by nałożył na organizatorów PŚ obowiązek posiadania magazynu śniegu lub urządzenie produkującego go, bez konieczności trocinowania, przykrywania warstwami ochronnymi. Na dzisiaj my taką technologię mamy, inni niekoniecznie. To urządzenie jest jak lodówka czy odkurzacz. Lodówka chłodzi, odkurzacz odkurza, a te maszyny produkują dobry, niełatwotopliwy śnieg, w dużych ilościach. Nawet latem, w Szczyrku, w upale +30 stopni zaśnieżyliśmy stok narciarski i można było zjeżdżać.

Już w czwartek ruszacie na Puchar Świata do Kuusamo. Jak pan widzi te zawody?

- Najważniejsze będą warunki, jakie będą panowały w Kuusamo. Różnie tam z tym bywa. Jak to wiatry wszystko rozkalibrują. Jak nawet Małysz, czy Horngacher podkreślali, treningowe serie skoków Wiśle-Malince, na torze lodowym, były przygotowaniem do zimy. Odbicie jest takie samo latem czy zimą, różnicą tylko lądowanie na śniegu czy igielicie. Teraz nasi weszli na śnieg, w pierwszym dniu były nierówności, o których rozmawialiśmy, ale one były w normie. Dla mnie osobiście ten zeskok był przygotowany bardzo dobre. Sam skakałem w innych warunkach. Czasem Malinkę nartami skokowymi musieliśmy przedeptać, a teraz pojawiają się narzekania, że była mała dziurka.

Rozmawiał Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Apoloniusz Tajner | PŚ w skokach narciarskich | PŚ w Wiśle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje