Reklama

Reklama

Puchar Świata w skokach: Problemy finansowe norweskich reprezentantów

Skoczek narciarski Anders Jacobsen, który 22 marca w Planicy odniósł poważną kontuzję, przyznał, że od kwietnia otrzymuje skromny zasiłek chorobowy. Norweg twierdzi, że uprawia bardzo niepewny zawód, gdyż zarabia tylko wtedy, kiedy jest zdrowy.

"Skoczkowe zarabiają głównie na premiach otrzymanych za miejsca w zawodach, a ja od upadku w Słowenii nie startowałem w żadnym konkursie z cyklu Letniej Grand Prix i dopiero w najbliższy weekend podczas zawodów Pucharu Świata w Lillehammer będę mógł zarobić pierwsze pieniądze" - powiedział Jacobsen.

Po zerwaniu więzadeł krzyżowych przeszedł on w maju operację i pierwsze skoki wykonał dopiero w połowie listopada. Podczas rehabilitacji nie mógł wykonywać swojego obecnego zawodu skoczka narciarskiego, ani wyuczonego - hydraulika. Pozostał jednak w reprezentacji i z tej racji otrzymuje stypendia od centrum sportu wyczynowego Olympiatoppen i norweskiej federacji narciarskiej NSF. Nie wystarcza mu to jednak na pokrycie kosztów utrzymania, ze względu m.in. na spłacany kredyt hipoteczny na nowy dom.

Reklama

"Od kwietnia nie mam żadnych dochodów poza stypendiami, które jednak, jak na norweskie standardy, nie są wysokie. W tej grze nie ma żadnych gwarancji i kontuzja oznacza kłopoty finansowe. W kwietniu zgłosiłem się więc do urzędu socjalnego, wypełniłem podanie i otrzymałem zasiłek chorobowy" - powiedział Norweg.

Norweskie chorobowe wynosi 100 procent zarobków, lecz maksymalnie 511 tysięcy koron (255 tys. złotych) rocznie. Zarobki Jacobsena wyniosły w ubiegłym sezonie 667 tys. koron (333 tys. złotych) z premii od międzynarodowej federacji narciarskiej FIS, 100 tys. koron (50 tys. zł) od Olympiatoppen i drugie tyle od NSF oraz nieznana suma z prywatnych umów sponsorskich. Łączne dochody sezonu 2012/13, podzielone na rok ubiegły i bieżący, stanowią solidną podstawę jego "zasiłku". Nie wiadomo, jaką sumę otrzymuje teraz skoczek, lecz w przypadku uznania jako podstawy tylko "pensji podstawowej" czyli stypendiów, i tak wynosi ona ok. 200 tys. koron (100 tys. złotych) rocznie.

W o wiele gorszej sytuacji jest drugi z dłużej kontuzjowanych Norwegów, były rekordzista w długości skoku (239 metrów) Bjoern Einar Romoeren, który od kilkunastu miesięcy cierpi na bóle kręgosłupa i w październiku ubiegłego roku przeszedł operację. W kwietniu znalazł się poza kadrą A i Olympiatoppen oraz NSF wycofały wsparcie finansowe. Teraz już trenuje i nawet startował w ubiegły weekend w zawodach Pucharu Norwegii w Vikersund, lecz jego sytuacja finansowa jest zła.

Kiedy dowiedział się o przypadku Jacobsena, również zgłosił się po "chorobowe", lecz zrobił to zbyt późno i mu odmówiono. "Aż siedem razy wypełniałem różne formularze i siedem razy usłyszałem, że żadne pieniądze mi się nie należą, ponieważ, nie będąc członkiem reprezentacji, nie mam... pracodawcy" - przyznał.

Poza zasiłkiem socjalnym dla bezrobotnych Romoeren otrzymuje jeszcze, jak wyjaśnił, małe wsparcie od byłego sponsora. "Pomaga mi też jedna z sieci sklepów spożywczych, dostarczając bezpłatnie żywność" - dodał.

Jeżeli jednak przerwa będzie się przedłużała i skoczek zakończy karierę, będzie mógł się starać o rentę, ponieważ kontuzji nabawił się w pracy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje