Reklama

Reklama

PŚ w Zakopanem. Tak Polacy latali na Wielkiej Krokwi

Puchar Świata w Zakopanem to historia pisana już na podstawie 45 konkursów. Na przestrzeni 38 lat „Biało-Czerwoni” wielokrotnie dawali kibicom powody do zadowolenia. Od pierwszego polskiego zwycięstwa Stanisława Bobaka, przez sukcesy Adama Małysza, aż po erę Kamila Stocha. W ten weekend historia napisze się na nowo.

"Biało-Czerwona Kraina Czarów", czyli konkursy Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem, cieszą się dobrą sławą przede wszystkim dzięki atmosferze, jaką pod Wielką Krokwią od lat gwarantują kibice oraz prowadzący imprezę. Słynna "próba trąb", trybuny wypełnione po brzegi i sektory, które przez trzy dni w roku odlatują dosłownie i w przenośni w kosmos.

Reklama

W przeciągu 38 lat w Zakopanem rozegrano 45 pucharowych konkursów. Świat skoków narciarskich zmienił się w tym czasie nie do poznania podobnie, jak zawodnicy zasiadający na belce startowej i szaleństwo nad Wisłą na punkcie tej dyscypliny.

Od 1980 roku, Polacy siedemnastokrotnie stawali na pucharowym podium po zakończonej rywalizacji na Wielkiej Krokwi. 10 razy indywidualnie konkurs wygrywał reprezentant Polski, trzy razy Polacy lądowali na drugiej pozycji, cztery razy "Biało-Czerwony" kończyli zawody na trzecim miejscu. Raz na najwyższy stopień podium wskoczyła cała drużyna, dwukrotnie plasowali się drużynowo jako drudzy, raz byli trzeci. 

Pierwszym reprezentantem Polski, który skoczył po zwycięstwo, był Stanisław Bobak. Był to zarazem pierwszy konkurs Pucharu Świata zorganizowany w Zakopanem jeszcze na Średniej Krokwi. Dzień później pierwsze i drugie miejsce padło łupem Piotra Fijasa i Stanisława Bobaka. Następnym skoczkiem o polskim nazwisku, który wdarł się do najlepszej trójki był dopiero Adam Małysz w 2002 roku. W tym samym roku "Orzeł z Wisły" zawiesił na szyi pierwszy od 1972 roku medal dla Polski na zimowych igrzyskach olimpijskich.

Tym samym do Zakopanego dotarła era "małyszomanii" i to dla tego zawodnika kibice zaczęli tłumnie przybywać na skoki. Skoczek z Wisły w 2003 roku ponownie staje na podium. Tym razem dwukrotnie zajmuje trzecie miejsce. Rok później Małysz zarówno sobotni, jak i niedzielny konkurs kończy na drugiej pozycji.

Można pokusić się o stwierdzenie, że jak po drabince, Małysz po dwóch trzecich oraz dwóch drugich miejscach, w 2005 roku weekend w Zakopanem skończył z dwoma zwycięstwami w kieszeni. W pierwszym z konkursów najwyższy stopień podium musiał podzielić jednak z  Roarem Ljoekelsoyem.

Na kolejne zwycięstwo na Wielkiej Krokwi, reprezentanci Polski musieli czekać sześć lat. Wówczas doszło do symbolicznego przekazania pałeczki pomiędzy panującym jeszcze liderem naszej kadry - Adamem Małyszem a Kamilem Stochem. W 2011 roku w Zakopanem rozegrano trzy konkursy. To był ostatni sezon "małyszomanii". Skoczek z Wisły wygrał pierwszy konkurs, w drugim Polacy nie zdołali wedrzeć się do czołówki, zaś trzeciego dnia swoje pierwsze pucharowe zwycięstwo zaliczył Kamil Stoch. Najpierw kibice wstrzymali jednak na chwilę oddech, bowiem Małysz ze skoczni wyjechał karetką. Od tej pory zapanowała nowa moda - na "stochomanię". Rok później Kamil Stoch powtórzył sukces na Wielkiej Krokwi, wygrywając pierwszy z konkursów indywidualnych.

W 2013 roku po raz pierwszy w historii Pucharu Świata w Zakopanem, zorganizowano konkurs drużynowy. Wówczas Polacy w składzie z Piotrem Żyłą, Maciejem Kotem, Krzysztofem Miętusem i Kamilem Stochem, wywalczyli druga lokatę, tuż za reprezentantami Słowenii. Stoch wówczas nie zdołał utrzymać passy zwycięstw, ale zameldował się na trzecim stopniu podium.

Po dwóch latach fani skoków narciarskich znów mogli cieszyć się ze zwycięstwa, wówczas dwukrotnego jeszcze, złotego medalisty olimpijskiego. Tym bardziej, że skoczek z Zębu awansował po pucharowej wygranej aż o ósmej pozycji w klasyfikacji generalnej cyklu.

Dwa lata temu kibice znów tłumnie odwiedzili zimową stolicę Polski i z pewnością nie mogli poczuć się zawiedzeni. Najpierw Piotr Żyła, Maciej Kot, Dawid Kubacki i Kamil Stoch zajęli drugą pozycję w drużynie, zaś drugiego dnia lider naszej kadry ponownie wskoczył na najwyższy stopień podium, wyrównując tym samym rekord Adama Małysza w ilości zwycięstw pod Giewontem.

Z kolei przed rokiem "Biało-Czerwoni" zafundowali fanom prawdziwe święto skoków narciarskich. Nie dość, że pierwszy raz w historii wygrali konkurs drużynowy na własnej ziemi, to zrobili to jeszcze ze sporą przewagą nad rywalami - o 24,7 pkt wyprzedzili Niemców. Jakby tego było mało, Stoch ustanowił nowy rekord Wielkiej Krokwi, skacząc 141,5 metra, a Stefan Hula zanotował swoje pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata.

Skoki najstarszego ogniwa kadry Stefana Horngachera wzbudziły spore nadzieje przed niedzielnym konkursem. Hula w pierwszym dniu rywalizacji na zakopiańskim obiekcie mógł być trzeci, jeśli tego dnia rozgrywano by zawody indywidualne. Konkurs okazał się jednak być loteryjnym. Stoch nie zdołał awansować do serii finałowej, więc ciężar spoczął na liderze po pierwszej części rywalizacji, którym był właśnie Hula. Polak nie zdołał niestety utrzymać tak wysokiego miejsca i ostatecznie uplasował się na czwartym miejscu, co i tak do dzisiaj jest jego najlepszym w karierze wynikiem w zawodach Pucharu Świata.

Jak będzie w tym roku? Statystyki mówią, że od 2013 roku, czyli od pierwszego rozegranego na Wielkiej Krokwi konkursu drużynowego, Polacy balansują pomiędzy drugi a trzecim miejscem (dokładny bilans po sześciu konkursach wynosi 2,8 miejsca). Jeśli zaś Stoch okaże się znów najlepszy i wygra w Zakopanem po raz piąty, ustanowi polski rekord zwycięstw na tym obiekcie. Pozostaje zatem w weekend ściskać kciuki za drużynę Horngachera.

AB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje