Reklama

Reklama

PŚ w Zakopanem. Dziś konkurs indywidualny. Trzech Polaków na podium?

Kamil Stoch może dziś odnieść czwarte zwycięstwo w PŚ w Zakopanem i jednocześnie wygrać czwarty konkurs z rzędu, a piąty w sezonie. Lider PŚ ma jednak jeden problem – spóźnia odbicie, co czasem kosztuje drogo. A może już czas na pierwszą pucharową wygraną na Wielkiej Krokwi Piotra Żyły? W sobotę skakał rewelacyjnie, a potem straszył ciupagą. Ochotę na miejsce na podium ma też Maciej Kot.

O biletach na dzisiejszy konkurs już dawno można tylko pomarzyć. Transmisja zawodów w TVP1 i Eurosporcie.

Reklama

Dziesiątki tysięcy kibiców na skoczni w Zakopanem tworzą niesamowitą atmosferę. W sobotę fani ponieśli "Biało-czerwonych" na podium, choć nie na najwyższy jego stopień. Ten zajęli Niemcy, których już w piątek, jak się okazało - słusznie, obawiał się prezes PZN-u Apoloniusz Tajner.

Liderem Orłów w sobotniej "drużynówce" miał być Stoch. Tym razem jednak lepsi okazali się Żyła i Kot. Lider PŚ w pierwszej serii wyraźnie spóźnił skok, nie pierwszy raz w sezonie. - Rzadko się zdarza, żeby trafił - nie ukrywa Adam Małysz. Dyrektor reprezentacji apeluje też, żeby dać już spokój z kolanem Stocha i wciąż o nie nie dopytywać.

Zarówno Małysz, jak i Tajner podkreślają jednak jedno: jeśli Stoch trafi z odbiciem, nie ma na niego mocnych. Oby rywale przekonali się o tym po raz kolejny już dziś.

Od początku sezonu formy szukał Peter Prevc i wystarczyła chwila przerwy w startach, by ją odnalazł. Obrońca Kryształowej Kuli nie pojawił się przed tygodniem w Wiśle, a do Zakopanego przyjechał odmieniony. - Odpoczął tydzień. Zobaczymy, na ile mu to wystarczy - mówi Małysz.

Na razie wystarczyło na tyle, żeby być najlepszym zawodnikiem sobotniej "drużynówki". Tym razem nie zagroził mu Stoch, ale wielką formę pokazał Żyła, indywidualnie drugi w sobotnim konkursie.

Jeszcze bardziej niż na skoczni, Żyła zaskoczył na konferencji prasowej, na którą pofatygował się w imieniu drużyny z ciupagą w ręku. - Dostałem ją, żeby reagować odpowiednio na wasze głupie pytania - rzucił z humorem do dziennikarzy.

Kot nie ukrywał, że nie wszystko było w sobotnim konkursie idealne. - Jedni mają więcej do poprawy, drudzy mniej. Jest rezerwa i każdy ma nad czym pracować - powiedział.

Zakopiańczyk, jak sam stwierdził, z chęcią oddał to pierwsze miejsce w Zakopanem, byle wygrać konkurs drużynowy na mistrzostwach świata w Lahti.

Czempionat globu zbliża się wielkimi krokami, a kolejne konkursy przybliżają trenera Orłów Stefana Horngachera do decyzji o wyborze składu na MŚ. Austriak weźmie do Finlandii pięciu zawodników, choć w kwalifikacjach do konkursów indywidualnych i konkursie drużynowym wystąpi tylko czterech.

O miejsce w składzie na mistrzostwa spokojni mogą być Stoch, Kot i Żyła - wszyscy trzej zajmują miejsca w czołowej dziesiątce Pucharu Świata. Dość mocna wydaje się też pozycja Dawida Kubackiego. O ostatnie miejsce powalczą zapewne Stefan Hula i Jan Ziobro.

Cała szóstka już dziś wystartuje w konkursie indywidualnym na Wielkiej Krokwi. Kogo najdalej poniesie szalejąca publiczność? - Ona dodaje mi skrzydeł - mówi Kot. Zachwyceni postawą fanów są też pozostali polscy skoczkowie, którzy coraz lepiej radzą sobie z presją kibiców.

Stoch może dziś wyrównać rekord Małysza, który czterokrotnie wygrywał zawody PŚ na Wielkiej Krokwi. Pięć razy w Zakopanem wygrywał Gregor Schlierenzauer, który czuje się pod Tatrami jak w domu. Ale chyba jeszcze za wcześnie na kolejne zwycięstwo Austriaka, który odbudowuje formę po rocznej przerwie.

Z Zakopanego Michał Białoński, Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Piotr Żyła | Puchar Świata w Zakopanem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje