Reklama

Reklama

PŚ w skokach. Polskie Oslo i norweska kultura kibicowania

Biało-czerwoni kibice zdominowali trybuny na Holmenkollbakken. Skoki narciarskie stały się dyscypliną narodową, a polscy fani przemierzają za swoimi idolami setki, a nawet tysiące kilometrów. Na skoczni jesteśmy potęgą. Nawet, gdy zabawa wymknie się spod kontroli...

Od piątku trwa druga edycja Raw Air, czyli najbardziej ekstremalny i intensywny turniej skoków narciarskich w całym sezonie. Tutaj, do klasyfikacji generalnej liczą się nie tylko konkursy, ale i kwalifikacje. Każdego dnia skoczkowie rywalizują o punkty, a w bitwie o triumf towarzyszą im nigdy niezmęczeni polscy kibice.

Holmenpollen

Reklama

Nie, to nie przejęzyczenie. Taki żartobliwy pomysł na nazewnictwo wzgórza położonego na przedmieściach Oslo pojawił się wśród organizatorów. Kibiców z Polski jest tu faktycznie najwięcej.

Tuż przed zawodami pociąg zmierzający do Holmenkollen jest wypełniony niemal po brzegi Polakami, a zaraz po wyjściu z wagonu dochodzą do nas głosy "malowanie twarzy, trąbki, czapeczki". Sprzedający kibicowskie gadżety także są z nad Wisły.

To najliczniejsza i najgłośniejsza grupa fanów skoków narciarskich. Skoczkowie po sobotnim konkursie drużynowym długo zmierzali w stronę wyjścia. Autografy i zdjęcia to część ich pracy, czy utrudniający element ich sportowej codzienności?

- Pomimo tego, że jesteśmy w Norwegii i powinna być tu większość lokalnych kibiców, mamy większość Polaków. Jest jak w domu - mówił nam Stefan Hula po sobotniej rywalizacji.

Mistrzostwo świata w kibicowaniu

Kibice z Polski na ogół odbierani są bardzo pozytywnie. Nie można się jednak nie zgodzić z tym, że spora ich część bawi się pod skocznią pod wpływem alkoholu.

Pucharowa rywalizacja przyciąga rodziny z dziećmi. Sukcesy skoczków i piknikowa atmosfera sprzyjają dobrej zabawie.

Organizatorzy Raw Air dostrzegają licznie zgromadzonych kibiców z Polski. Spiker często zagrzewa do dopingu, kamery podążają za tłumem pomysłowo ubranych rodaków.

Norwegowie równie dobrze bawią się pod skocznią. Nie ma w nich jednak tyle szaleństwa, a poza tym tuż obok biega ich Marit Bjørgen.

Norwegia kontra Polska

- Skoki narciarskie dla Norwegów nie są tak istotne. Tutaj przede wszystkim królują biegi. Nie ma takiej sytuacji, jak w Polsce, że skoki są wyniesione na piedestał - mówi Martyna Mital, Polka studiująca w Norwegii.

Przeglądając zwykłe gazety codzienne nie znajdziemy krzykliwych nagłówków takich, jak w Polsce po zwycięstwach Kamila Stocha. Tutaj do sukcesów w sporcie podchodzi się spokojniej.

- Myślę, że norwescy kibice też potrafią kibicować. Mają swoje flagi, transparenty i co najważniejsze kibicują wszystkim. Podchodzą do każdego wyniku w spokojny sposób. Wygrana wiąże się z chwilową radością. Są przyzwyczajeni do sukcesów sportowych w wielu dyscyplinach - dodaje Polka, która studiuje tutaj między innymi zarządzenie w sporcie i często zagląda za kulisy dużych imprez sportowych w tym kraju.

- Nie ma absolutnie fenomenu skoków w Norwegii. Skoczkowie są traktowani jak normalni ludzie. Mogą pójść do sklepu, normalnie pracują, na przykład w sklepach. Oczywiście jest to praca na część etatu, która jest zresztą bardzo popularna w Norwegii - mówi nam Polka.

Na Holmenkollen Ski Festival tylko w sobotę przybyło sto tysięcy kibiców. Na same skoki sprzedano 20 tysięcy wejściówek.

Z Oslo Aleksandra Bazułka

Dowiedz się więcej na temat: PŚ w skokach narciarskich

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje