Reklama

Reklama

PŚ w skokach. Michal Doleżal: Pojawiło się za dużo kontroli, za dużo chcieli

W piątek, w konkursie indywidualnym na skoczni w Lahti, punktowało jedynie dwóch reprezentantów Polski. Dawid Kubacki nie utrzymał drugiego miejsca po pierwszej serii, a na piątym miejscu rywalizację zakończył Kamil Stoch. Zdaniem trenera naszych skoków nie ma powodów do zaniepokojenia. - Pojawiło się za dużo kontroli, za dużo chcieli – powiedział Michal Doleżal serwisowi Skijumping.pl.

Piotr Żyła, Jakub Wolny, Kamil Stoch i Dawid Kubacki. W takim składzie wystąpią Polacy w sobotnim konkursie drużynowym w Lahti. Sprawdzona czwórka zawodników to trudny wybór dla trenera naszych skoczków, bo tylko Stoch i Kubacki punktowali w piątkowym konkursie indywidualnym.

Nutki rozczarowania wynikami nie kryją nie tylko kibicie. Piotr Żyła zajął dopiero 37. miejsce, a Jakub Wolny był 49., czyli ostatni wobec dyskwalifikacji Junshiro Kobayashiego. Zdaniem Michala Doleżala, taki wynik to nie katastrofa.

Reklama

- Na pewno będzie lepiej, bo skoki w drużynie to coś innego. Dzisiaj w zawodach minimalnie na punkty nie udało się przejść do drugiej rundy. W przypadku Piotra możemy mówić, że nie udało się wejść do dziesiątki, bo w treningu pokazał normalne swoje skoki i był siódmy. Stać go na pierwszą dziesiątkę, ale czasami tak jest i sami zawodnicy nie wiedzą dokładnie, co się stało. Nic technicznego. Pojawiło się za dużo kontroli, za dużo chcieli - powiedział szkoleniowiec polskiej kadry.

Trener nie ukrywa, że wobec pięciu skoczków punktujących przed tygodniem w Rasnovie istotnie jest spory dysonans. Oprócz Kubackiego i Stocha nie można być usatysfakcjonowanym z wyników w pierwszym konkursie w Lahti.

- Ogólnie nie możemy być zadowoleni. Jest bardzo duży niedosyt. W ubiegłym tygodniu w Rasnovie mieliśmy pięciu zawodników z punktami. Cieszmy się z tego, że mamy dwóch skoczków w pierwszej dziesiątce. Tutaj też mały niedosyt, bo była szansa na więcej, ale skoki są w porządku. To męczące, jeśli jeden zawodnik po drugim odpada. Nie chcemy tego, ale czasami tak jest w sporcie. Będziemy się starać o to, żeby to poprawić - dodał Michal Doleżal.

W ostatnich dniach świat panicznie obawia się śmiertelnego koronawirusa, który szybko rozprzestrzenia się z epicentrum zlokalizowanego w Chinach. Jak przyznał szkoleniowiec polskich skoczków, wszystkie reprezentacje dostały wstępne wytyczne z Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, aby zachować czujność i unikać kontaktu z osobami postronnymi.

- Widzimy, co dzieje się na całym świecie i też musimy na to zwracać uwagę. Trzeba uważać na podawanie rąk, mycie rąk, higienę. To jest teraz bardzo ważne - zakończył Michal Doleżal. 

AB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama