Reklama

Reklama

PŚ w skokach. Kamil Stoch: To był zwariowany weekend

- To podium traktuję jako supernagrodę za wysiłek i wolę walki do samego końca. Weekend? Dwa miejsca na podium, czego chcieć więcej? - mówił Kamil Stoch, który zajął trzecie miejsce w konkursie Pucharu Świata w Wiśle.

Niedzielne zawody wygrał Norweg Daniel Andre Tande, a drugi był Słoweniec Anże Laniszek. Siódme miejsce zajął Dawid Kubacki. W pierwszej serii groźnie wyglądający upadek zaliczył Piotr Żyła.

Niestety konkurs storpedowała pogoda, a konkretnie silne podmuchy wiatru. - Dzisiaj nie można było się skupiać na wynikach ani odległościach, ani tym bardziej na gonieniu miejsc. Najważniejszym punktem do koncentracji było to, żeby skoczyć normalnie na tyle, na ile się potrafi, nie próbować nic przedobrzać - skomentował Stoch skakanie w trudnych warunkach.

- Różnie się mogło wszystko potoczyć. Cieszę się, że po  dwóch dobrych skokach wylądowałem na podium. Równie dobrze po jednym dobrym skoku mogłem wylądować poza trzydziestką -  dodał  trzykrotny mistrz olimpijski.

Reklama

W pierwszej serii konkursu Stoch skakał bezpośrednio po Piotrze Żyle, który zaliczył poważnie wyglądający upadek. - Widziałem z góry, że Piotrek upadł, ale w takich chwilach nie koncentruję się na tym, co dzieje się dookoła mnie. Widzę, co się dzieje, ale myśli są skupione wokół mnie samego i wokół tego, co mam za chwilę zrobić - skomentował Stoch.

Orzeł z Zębu przyznał, że był  to dla niego udany, ale wcale niełatwy weekend.

- Nie wszystko się dla mnie układało super od początku. Piątek był dosyć trudny, skoki pozostawiały niedosyt. Nie mogłem znaleźć dobrego czucia na najeździe. Wczoraj było już dużo lepiej, skoki były solidne, a dzisiaj znowu maleńki krok do przodu. To podium traktuję jako supernagrodę za wysiłek i wolę walki do samego końca - podkreślił.

- Weekend na plus jeśli chodzi o mnie. Dwa miejsca na podium, czego chcieć więcej? Oczywiście można chcieć wygrywać, ale nie zawsze się da. Jeśli chodzi o całą drużynę, myślę, że też trzeba się doszukiwać pozytywów. Dziś Dawid Kubacki był na miejscu siódmym - dwóch w dziesiątce.  Wiadomo, że nie tak to sobie wszyscy wymarzyli, ale mamy  jeszcze cały sezon - zaznaczył  Stoch.

- Ten weekend był  zwariowany.  Najważniejsze, żeby każdy wiedział, co może zrobić lepiej i jak to może zrobić - dodał.

Stoch nie chciał się wdawać w dywagacje, czy konkurs powinien się odbywać w trudnych warunkach, czy może powinien zostać przerwany. - Nie chcę tego roztrząsać. Jestem zawodnikiem, moim obowiązkiem jest skakanie w zawodach i jeżeli konkurs jest przeprowadzony w dwóch seriach, to ja w tych dwóch seriach mam zrobić to, co do mnie należy - powiedział.

- Wiadomo, że wolelibyśmy w bardziej zimowych warunkach, ale z tymi prośbami to trzeba się pokierować do samego Boga, żeby zrzucił trochę śniegu. Co my możemy zrobić, organizatorzy też się dwoili i troili, żeby ten śnieg wyprodukować. Zawody były przeprowadzone, skończyło się - podsumował.

Nasz czołowy skoczek jest zadowolony z pracy pod wodzą nowego szkoleniowca Michala Doleżala, który zastąpił Stefana Horngachera. - Wszystko jest w porządku, mamy najlepszy sztab na świecie, włącznie z trenerem głównodowodzącym. Teraz wszystko  zależy od nas, co mamy w nogach i przede wszystkim w głowach - stwierdził Stoch.

Z Wisły Aleksandra Bazułka i Waldemar Stelmach

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL