Reklama

Reklama

PŚ w skokach. Kamil Stoch po niedzielnym konkursie w Sapporo

Drugi konkurs na japońskiej Okurayamie lider naszej kadry zakończył na szóstej pozycji, awansując jednak o pięć oczek względem pierwszej serii. – Dzisiaj nie było łatwo, bo czuję się dosyć mocno osłabiony – mówił w rozmowie dla Skijumping.pl Stoch, który w Sapporo walczył z przeziębieniem.

Drugie i szóste miejsce oraz niesamowity skok po nowy rekord skoczni - oto bilans weekendu w wykonaniu Kamila Stocha, który podczas konkursów w Japonii borykał się z osłabieniem organizmu na skutek przeziębienia.

- Dzisiaj nie było łatwo, bo czuje się dosyć mocno osłabiony po tych całych perypetiach. Trzy skoki to było jednak dosyć duże wyzwanie. Uważam, że technicznie były one na wysokim poziomie, tylko niestety brakowało już siły - przyznał Stoch w rozmowie z dziennikarzem portalu Skijumping.pl

Zarówno w pierwszym, jak w drugim konkursie, reprezentant Polski zanotował niemały awans w finale względem pierwszej serii. W sobotę Polak awansował z szóstej na drugą pozycję, zaś w niedzielnym konkursie ostatecznie zajął szóstą lokatę, awansując z 11. miejsca. W obu konkursach bez wątpienia nie pomagała choroba.

Reklama

- Czuję się dzisiaj dosyć mocno wypruty z energii i teraz nie marzę już o niczym innym, jak położyć się do łóżka - mówił Stoch po niedzielnych zawodach.

Lider naszej kadry, mimo gorszego samopoczucia, ani chwili nie zawahał się nad decyzją o podejściu do rywalizacji. Jak sam twierdzi, nie żałuje swojej decyzji, a po lądowaniu na rekordowe 148,5 metra nie ma śladu w nogach.

- Nogi pracowały tak jak miały, tylko już ogólnie czuję się bez takiej wewnętrznej siły. To jest normalne. Przejechałem taki kawał drogi, żeby nie leżeć w hotelu, ale coś zrobić. Było pewne ryzyko, ale mieliśmy wszystko pod kontrola i staraliśmy się podejmować decyzje względem tego, jak się czuję. Uważam, że to, co zrobiłem było słuszne i teraz najważniejsze, żeby szybko wrócić do pełni sił - dodał zawodnik.

Podopieczny Stefana Horngachera nie zamierza spoczywać na laurach i z pokora znosi rady trenera. Również te krytyczne.

- Błędy są zawsze wytykane, bo o to chodzi, jeśli chcemy się rozwijać. Jeśli ja chce skakać coraz lepiej, to tez muszę wiedzieć co robię. Nie zawsze wszystko dobrze czuje na progu i takie wskazówki są mi bardzo potrzebne. Jeśli chce dobrze skakać w zawodach pomimo tego, czy jestem zdrowy, czy chory, to muszę wiedzieć co zrobić lepiej w następnym skoku - zakończył Polak, który po trzecim z rzędu zwycięstwie Stefana Krafta, spadł w klasyfikacji generalnej o jedno oczko w dół.

AB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje