Reklama

Reklama

PŚ w skokach - Joanna Szwab: pierwszy rekord wynosił 7 metrów

16-letnia Joanna Szwab zaczynała przygodę od skoków na odległość... 7 metrów. Obecnie jej rekord wynosi prawie 100. Szóstego grudnia zadebiutuje w narciarskim Pucharze Świata, w konkursie mieszanym w Lillehammer.

16-letnia Joanna Szwab zaczynała przygodę od skoków na odległość... 7 metrów. Obecnie jej rekord wynosi prawie 100. Szóstego grudnia zadebiutuje w narciarskim Pucharze Świata, w konkursie mieszanym w Lillehammer.

Oprócz Szwab (KS Chochołów), w Norwegii wystąpi też dwa lata starsza Magdalena Pałasz (UKS Sołtysianie Stare Bystre).

Kiedy rozpoczęła się pani przygoda ze skokami narciarskimi?

Joanna Szwab: - To było w drugiej albo trzeciej klasie podstawówki, w klubie TS Wisła Zakopane. Namówił mnie kuzyn, a pierwsze skoki oddałam pod okiem trenera Kazimierza Bafii na obiekcie K15. Zresztą trudno mówić o jakichś skokach, to były zjazdy spod progu. Później zdecydowaliśmy, że spróbuję z połowy rozbiegu, ale nadal tylko zjeżdżałam.

Jaki był pierwszy rekord?

Reklama

- Oczywiście nie były to dalekiej odległości, na zakopiańskiej K15 uzyskałam, o ile pamiętam, prawdopodobnie 7 metrów. Zawsze był ze mną trener Bafia, więc w razie jakiegokolwiek upadku, zawsze mogłam na niego liczyć. Nigdy one mnie nie zniechęcały, po prostu polubiłam ten sport, a treningi wręcz pokochałam.

Ile skoków jest na koncie?

- Przez kilka lat oddałam ich bardzo dużo, ale nie prowadzę szczegółowych statystyk. Mój najlepszy rezultat wynosi 98 metrów, a więc do "stówki" jeszcze nie doleciałam. Ale mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi.

Obecnie reprezentuje pani barwy klubu ze swojej miejscowości - Chochołowa (gmina Czarny Dunajec), ale na co dzień uczy się i trenuje w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku.

- To dla mnie bardzo dobre rozwiązanie. Dojazdy do Zakopanego były nieco uciążliwe. W Chochołowie miałam wszystko na miejscu. Teraz jestem w szkole, w internacie, a trenuję ze Sławomirem Hankusem. Dzień rozpoczyna się od porannego rozruchu. Po śniadaniu mam wolną godzinę, którą przeznaczam na naukę. Później trening i lekcje. Oceny są przeciętne, choć lubię przedmioty ścisłe. Najlepiej oczywiście idzie mi z wychowania fizycznego. W ogóle SMS w Szczyrku to świetne miejsce dla osób, które chcą się rozwijać sportowo, nie zmieniłabym jej na żadną inną.

Decyzja o występie 6 grudnia w Pucharze Świata była jedną z trudniejszych w sportowej karierze?

- Jest to dla mnie stresujący start, ale też nie mam wątpliwości, że jedziemy tam głównie po doświadczenie i w ogóle, aby zapoznać się z imprezą tej rangi, zobaczyć jak wiele brakuje nam do zawodniczek skaczących na stałe w PŚ.

To konkurs mieszany, więc z pomocą polskich zawodników nie powinno być tak źle.

- Nie kalkuluję, na której pozycji możemy zakończyć zawody. Może być jedna z ostatnich, ale także dużo lepsze. Mogę obiecać, że powalczymy w Lillehammer.

Bardzo pochlebnie wypowiadał się o pani trener Hannu Lepistoe, który obserwował treningi w Szczyrku.

- Z panem Lepistoe rozmawiał tylko mój szkoleniowiec i on informował mnie o ocenie Fina. To bardzo miłe i jednocześnie motywujące mnie do dalszej ciężkiej pracy.

Jakie jest zainteresowanie skokami wśród polskich pań?

- Niestety, dziewczyn na skoczni jest mało, choć ostatnio zaczęło nas przybywać. Młodszych koleżanek jest więcej, choć też nie brakuje rotacji, jedne dołączają, inne rezygnują.

Niebawem pierwsze skoki na śniegu.

- Prawdopodobnie 26 listopada wyjedziemy do Ramsau. Dla mnie nie ma różnicy, czy skaczę na śniegu czy igelicie. W zimę więcej uczestniczymy w zawodach, a jeśli ktoś upadnie, wtedy podłoże jest twardsze, a konsekwencje mogą być gorsze.

Rozmawiał Radosław Gielo

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL