Reklama

Reklama

PŚ w skokach. Co dalej z terminem zawodów w Wiśle?

Z problemami odbyły się inaugurujące sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich zawody w Wiśle na skoczni im. Adama Małysza. W związku z tym od razu wrócił temat terminu rozgrywania konkursów, który - biorąc pod uwagę coraz bardziej jesienną aurę o tej porze roku w naszym kraju, zdaje się być nie do końca fortunny.

Nowe technologie i możliwości sprzętowe sprawiły, że problem wielu konkurencji, które jeszcze kilka lat temu były uzależnione od zimowej aury, a przy braku dostatecznych warunków atmosferycznych musiały być odwoływane, w sporej mierze zniknął.

Reklama

Okazuje się jednak, co pokazała trwająca od piątku do niedzieli rywalizacja na skoczni w Wiśle-Malince, że z pogodą wciąż trzeba się liczyć. Już na początku listopada patron skoczni Adam Małysz opublikował wpis, w którym jednoznacznie stwierdził, że pogoda średnio sprzyja, ale na skoczni trwa produkcja śniegu.

Koniec końców, jak w poprzednich latach, produkcja białego puchu zakończyła się powodzeniem, w Wiśle po raz trzeci odbyła się inauguracja sezonu, ale... No właśnie. Po upadku kilku zawodników, w tym nieprzyjemnego zapoznania się z zeskokiem Piotra Żyły, a do tego problemów wielu skoczków z perfekcyjnym lądowaniem telemarkiem, wrócił temat terminu zawodów. Sytuacji nie poprawił fakt, że niedzielne zmagania "przegrały" rywalizację o porę rozgrywania z konkursem Eurowizji, wobec czego zostały przeniesione na przedpołudnie, co spowodowało dodatkowe problemy z wiatrem.

- Zgłosiłem chęć innego terminu, bo ja i mój zespół mamy dosyć! - przyznał Andrzej Wąsowicz, szef komitetu organizacyjnego Pucharu Świata w skokach narciarskich w Wiśle, cytowany przez sport.tvp.pl.

Wygląda na to, jak dowodzi portal, że w przyszłym sezonie Wisła może wykorzystać fakt, że niepewne jest rozegranie konkursów, planowanych w dniach 9-10 stycznia w Libercu. Gdyby doszło do sytuacji, że nasi południowi sąsiedzi z powodów najpewniej finansowych będą musieli zrezygnować z goszczenia zawodników na obiekcie Jested z odnowioną homologacją, wówczas Wisła stanie przed szansą, by "wskoczyć" w miejsce Czechów.

A wówczas, wszystko na to wskazuje, zniknąłby problem zbyt wysokich temperatur, a w dodatku sama organizacja - przy odpadnięciu kosztów produkcji śniegu - stałaby się dużo tańsza.

Póki co obowiązuje wstępny, wypracowany już wcześniej kalendarz PŚ na przyszły sezon. Zgodnie z nim w Wiśle znów miałaby odbyć się inauguracja w terminie 21-22 listopada 2020 roku.

Art

Dowiedz się więcej na temat: PŚ w skokach narciarskich | Andrzej Wąsowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje