Reklama

Reklama

PŚ w Lahti. Kami Stoch wskoczył do biura. Dziś pomoże drużynie

Trzeba być niesamowitym profesjonalistą o mocnej psychice, by występować tak jak Kamil Stoch. Ledwie się skończyły IO w Pjongczangu, na których wywalczył trzecie mistrzostwo olimpijskie, a Polak z Zębu dalej skacze jak natchniony. Tym razem w fińskim Lahti. Dziś pomoże drużynie w walce o wygraną konkursu PŚ. Początek o godz. 16:30. Transmisja w Eurosporcie.

Igrzyska były dla Kamila Stocha wyczerpującym wyzwaniem. Najpierw olbrzymie nadzieje na medal na skoczni normalnej, które - dosłownie i w przenośni - rozwiał wiatr. Niepowodzenie w pierwszą sobotę koreańskich igrzysk spowodowało, że presja ciężąca na naszej największej nadziei olimpijskiej jeszcze bardziej wzrosła i ciążyła pewnie tyle, ile tak świetnie widoczne z Zębu Tatry.

Reklama

Stoch jednak uniósł ją i w wielkim stylu zdobył złoto na dużej skoczni. - Kamil potwierdził, że jest najlepszym skoczkiem świata - cmokał jego najgroźniejszy konkurent Niemiec Andreas Wellinger.

Po zdobyciu mistrzostwa na dużej skoczni w Alpensii wcale się Kamilowi lekko nie zrobiło. Udzielił aż 77 wywiadów stacjom z całego świata.

- Czuję się jak przepuszczony przez maszynkę do mięsa - przyznał, będąc wiezionym samochodem Eurosportu do wioski olimpijskiej.

Później Kamil zebrał siły na tyle, że pomógł drużynie w składzie: Dawid Kubacki, Stefan Hula i Maciej Kot wywalczyć historyczny, brązowy medal olimpijski.

Po powrocie do kraju nasi skoczkowie mieli chwilę luzu i treningi na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. I znowu ruszyli w podróż, tym razem do Lahti. Kamil Stoch zachowuje się na niej jakby wszedł do biura, do normalnego miejsca pracy. Treningi? Najlepszy. Kwalifikacje? Niewiarygodny skok, którym przeskoczył skocznię, lądował niemal na równym.

Dziś nasz skoczek z Zębu poprowadzi drużynę w identycznym składzie, jak podczas IO, do walki o zwycięstwo w konkursie drużynowym PŚ w Lahti. Najgroźniejszymi rywalami Orłów Stefana Horngachera są Norwegowie i Niemcy.

W kwalifikacjach wszystkich zadziwił Stoch lotem na 134,5 m, a przed nim do zdjęcia czapek z głów wszystkich zebranych zmusił Dawid Kubacki, lądując na 130,5 m.

Maciej Kot był dziewiąty po skoku na 121,5 m.

Stefan Hula w kwalifikacjach był dopiero 35., po locie na 116 m.

Konkurs drużynowy wyzwala w naszych Orłach dodatkowe siły. - Tu walczymy wszyscy za jednego, jeden za wszystkich i nie chcemy nic zepsuć, bo to oznacza stratę dla całej drużyny - podkreślają jednym głosem skoczkowie.

Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Stoch | Dawid Kubacki | maciej kot | Stefan Hula

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama