Problem Polaków przed mistrzostwami. Maciusiak bezradny, to się nie zmieni
W czwartkowe popołudnie rozpoczną się długo wyczekiwane przez kibiców mistrzostwa świata w lotach narciarskich. Na starcie nie zabraknie reprezentantów Polski, którzy znów notują kiepski sezon i chyba tylko cud sprawi, że opuszczą Oberstdorf z jakimkolwiek medalem. Zresztą nawet gdyby "Biało-Czerwoni" byli w dobrej formie, już na starcie mają trudniej niż Norwegowie, Niemcy, Austriacy czy Słoweńcy. I sytuacja najprawdopodobniej nie ulegnie zmianie w ciągu najbliższych lat.

Loty narciarskie nie bez powodu uwielbiane są przez kibiców skoków. Podczas każdego konkursu mogą oni spodziewać się ciekawego widowiska i bardzo dalekich prób. Nie inaczej będzie zapewne przez kilka najbliższych dni w Oberstdorfie, gdzie czołówka zmierzy się w globalnym czempionacie. Niedawno poznaliśmy skład reprezentacji Polski. Ta za zachodnią granicę wybrała się bez lidera, Kacpra Tomasiaka. Za to z Piotrem Żyłą czy Kamilem Stochem, którzy wracają do rywalizacji.
Trudno jednak oczekiwać od nich spektakularnych wyników. Polacy zresztą podczas lotów nie odgrywali nigdy pierwszoplanowych ról. Powód? Brak choćby jednego mamuciego obiektu w kraju nad Wisłą. Co prawda jeszcze kilkanaście lat temu czynna była na przykład skocznia w Harrachovie, ale obecnie pozostały już po niej tylko wspomnienia. Nasi zawodnicy z tego powodu nie mają nawet gdzie trenować na "mamutach". Zupełnie inaczej wygląda sytuacja wspomnianych na wstępie Norwegów, Niemców, Austriaków oraz Słoweńców.
To właśnie te cztery nacje królują w historycznej klasyfikacji medalowej. Grupę pościgową otwierają Szwajcarzy oraz Finowie. Polska znajduje się daleko, bo dopiero na jedenastej lokacie. I nie zanosi się na to, by sytuacja uległa zmianie po tegorocznych zawodach. Być może zestawienie wyglądałoby lepiej, gdyby w naszym kraju funkcjonował choć jeden "mamut". Temat ten pojawia się w mediach co jakiś czas, lecz za każdym razem kończy się na planach. I nie ma w tym niczego dziwnego, ponieważ zbudowanie ogromnego obiektu wiąże się z ogromnymi kosztami.
Polska wciąż bez skoczni mamuciej. Czy kiedyś nastąpi przełom?
W 2021 roku spore poruszenie wywołał projekt związany ze Szczawnicą. Projekt skoczni o punkcie konstrukcyjnym 200 metrów przygotował wtedy jeden z polskich inżynierów, Dominik Pacholik. "Chodziło nam o to, by znaleźć miejsce, dla którego taki mamut może być impulsem do rozwoju. To miasto uzdrowiskowe, z potencjałem. Ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć turystyczną. To centrum Pienin" - mówił w rozmowie z TVP Sport. W sprawę zaangażował się nawet Dawid Kubacki.
"Projekt robi duże wrażenie z wizualnego punktu widzenia. Takiego kompleksu skoczni nie ma nigdzie na świecie, szczególnie tak połączonego wybiegami. To akurat był jeden z punktów praktycznych, które zarzuciłem, bo hamowania na najmniejszych skoczniach mogły być kolizyjne. Ale wreszcie Polska ma mamuta, choć na razie wirtualnego" - przyznał gwiazdor. Czy kibice oraz skoczkowie kiedyś doczekają się przełomu? Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Na razie fani żyją tym co tu i teraz. A na czwartek zaplanowano treningi oraz kwalifikacje w Oberstdorfie. Tekstowe relacje na żywo w Interia Sport.













