Prevc przemówił po niespodziewanej dyskwalifikacji. Kuriozalny powód, FIS nie miał dla niego litości
Podczas piątkowego, jednoseryjnego konkursu w Lahti doszło do całkowicie nieoczekiwanej sytuacji. Zawody pierwotnie zwyciężył bowiem Domen Prevc, jednak chwilę po ich zakończeniu otrzymaliśmy informację o dyskwalifikacji słoweńskiego dominatora. Sam Prevc zdecydował się ujawnić, co było prawdziwym powodem takiej decyzji. FIS zastosował bowiem wobec skoczka dość specyficzny przepis, o którym wielu fanów mogło nie słyszeć.

W piątek 6 marca byliśmy świadkami jednoseryjnego konkursu PŚ, rozgrywanego na Salpausselka w fińskim Lahti. Była to rywalizacja bardzo szczególna dla Domena Prevca. Słoweński dominator zwyciężył bowiem sześć ostatnich konkursów PŚ, wyrównując tym dotychczasowy rekord, należący do kilku ikonicznych zawodników. W przypadku zwycięstwa w Lahti, Prevc stałby się pierwszym skoczkiem w historii, któremu wyżej opisana sztuka udałaby się aż siedmiokrotnie.
Wielu spodziewało się, że ustanowienie nowego rekordu w świecie skoków to jedynie formalność. Prevc potwierdził te przypuszczenia, oddając fenomenalną próbę na 129 metr. To pierwotnie dało mu miano zwycięscy fińskiej rywalizacji. Słoweniec nie nacieszył się nim jednak zbyt długo.
Absurdalny powód dyskwalifikacji Prevca. Zabrakło mu... stu gramów
Tuż po zakończeniu konkursu otrzymaliśmy kompletnie nieoczekiwany komunikat o dyskwalifikacji Domena Prevca. Ostatecznym zwycięzcą jednoseryjnego konkursu w Lahti został więc Philipp Raimund, natomiast na niższych stopniach podium zameldowali się Daniel Tschofenig oraz Władimir Zografski, dla którego było to pierwsze w karierze podium w zawodach PŚ. Dyskwalifikacji Prevca sprawiła również, że po raz pierwszy od niemal 3 lat w czołowej dziesiątce zawodów PŚ zameldował się Kamil Stoch.
Wielu kibiców zachodziło w głowę, co stanowiło przyczynę tak nieoczekiwanego obrotu spraw. Przekaz FIS-u mówił o nieprzepisowej długości nart Słoweńca. W wywiadzie, udzielonym dziennikarzom "Eurosportu", Prevc doprecyzował tę informację. Jednym z kluczowych czynników skutkujących dyskwalifikacją miała być... niewystarczająca waga zawodnika.
"Muszę uważać na wagę. Miała wynosić 59,5 kilograma, ale okazało się, że brakuje stu gramów. Takie rzeczy zdarzają się w sporcie. Wszyscy, którzy mają pojęcie o skokach narciarskich wiedzą, że to może mieć miejsce i może się przytrafić każdemu. To były pierwsze skoki w Lahti, dopiero co przylecieliśmy do Finlandii. Następnym razem muszę po prostu uważać" - tłumaczył Prevc.
Wyznanie lidera klasyfikacji generalnej PŚ może wprawić wielu kibiców w konsternację. Zazwyczaj skoczkowie narciarscy otrzymują bowiem dyskwalifikację ze względu na chociażby nieprzepisowy kombinezon. Stosunek wagi zawodnika do długości nart to jednak równie istotna kwestia. FIS posiada ścisłe regulacje w tej kwestii. Decyzję federacji tłumaczył również były skoczek Krzysztof Biegun.
"To nie jest tak, że sztab szkoleniowy codziennie kontroluje wagę, bo są treningi na platformie i do wagi z nich trenerzy przede wszystkim się odnoszą. [...]. Tutaj, jeśli mamy do czynienia z doświadczoną reprezentacją, nikt z trenerów nie chodzi z wagą. Bardziej to kwestia świadomości zawodnika i tego, żeby on tego pilnował. To, co powiedział Domen o kalibracji, wierzę mu, bo na pewno idzie na limicie z wagą, żeby skakać jak najlepiej" - podsumował ekspert.













