Reklama

Reklama

Poważny kryzys polskich skoczków. Adam Małysz zabrał głos i potwierdza plotki na temat Michala Doleżala

Polskim skoczkom idzie jak po grudzie na starcie sezonu olimpijskiego. Na radykalne kroki jeszcze nikt się nie decyduje, ale sytuacja niepokoi. Tym bardziej, że na razie trudno postawić stuprocentową diagnozę, co przyznaje sam Adam Małysz. I w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" potwierdza plotki, które też do niego doszły, a dotyczą Michala Doleżala.

Gdyby ktoś dziś zreflektował się, że zimowy sezon 2021/22 w skokach narciarskich już ruszył, a odbyły się trzy weekendy z Pucharem Świata, to przeglądając klasyfikację generalną przecierałby oczy ze zdziwienia.

W pierwszej "10" na próżno szukać jakiegokolwiek Polaka. Honoru Orłów broni lider i weteran reprezentacji, Kamil Stoch, klasyfikowany dopiero na 12. miejscu. A dalej? Aż strach patrzeć! 28. jest Piotr Żyła, a Dawid Kubacki - uwaga - 36. Dorobek mistrza świata z 2019 roku to 20 punktów w pięciu konkursach indywidualnych.

Adam Małysz: Na 98 procent o to chodzi

Wierchuszka Polskiego Związku Narciarskiego jeszcze nie rozdziera szat, ale sytuacja robi się coraz bardziej poważna. Ktoś powie, że to dopiero początek sezonu, ale z drugiej strony do igrzysk olimpijskich w Pekinie pozostało już bardzo mało czasu. Zimowe święto sportu w stolicy Chin rozpoczyna się już 4 lutego.

Reklama

Stąd decyzja, aby w poszukiwaniu formy obrać kierunek na obiekt w Ramsau, gdzie nasi zawodnicy nieraz wychodzili z trudnego położenia. W tym parokrotnie sam Adam Małysz, który w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" daje do zrozumienia, że problem jest niemal zdiagnozowany, ale bez stuprocentowej pewności.

- Jeśli chłopaki faktycznie zgubili czucie... Oni tego nie widzą, dopiero gdy oglądają nagranie skoku. Idziemy na skocznię, mają wyeliminować błąd, po skoku mówią, że było już ok, a znowu na nagraniu widać co innego. Tu jest przede wszystkim problem. Nie da się zrobić tego za nich, muszą sami sobie poradzić. Na 98 procent trenerzy przypuszczają, że o to chodzi - mówi dyrektor w PZN.

Nie oglądałeś Ligi Mistrzów? zobacz skróty!

Małysz przyznaje, że trener kadry Michal Doleżal, który musi poradzić sobie z pierwszą tak trudną sytuacją, "jest trochę podłamany", co sam Czech miał powiedzieć w ich rozmowach.

Adam Małysz potwierdza słowa o Michale Doleżalu

Spekuluje się, że szkoleniowcowi może nie pomagać jego osobowość, bo nie jest tak stanowczy, jak jego poprzednik Stefan Horngacher, który teraz z kadrą Niemiec bryluje na skoczniach świata.

- Mówiłem już w Ruce, że potrzeba bardziej stanowczych rozmów. Czasem ochrzan czy trochę mocniejsza dyskusja potrafi zdziałać cuda. Widzieliśmy, jak to funkcjonowała za czasów Horngachera - przyznał Małysz w tej samej rozmowie. I choć początkowo nie chciał odnosić się do słów, jakoby teraz mocniej w sztabie trenerskim nogą tupał asystent Doleżala, Grzegorz Sobczyk, to ciągnięty za język niejako to potwierdził.

- Na pewno jest bardziej stanowczy, ale czy przejmuje pałeczkę? Też taką opinię słyszałem, tyle mogę powiedzieć - dyplomatycznie odparł najpopularniejszy polski skoczek w historii, obecnie prawa ręka prezesa Apoloniusza Tajnera.

Art

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama