Potwierdzają się doniesienia ws. Horngachera w Polsce. Jednogłośna decyzja PZN
Członek zarządu PZN Wojciech Adam Fickowski potwierdza, że decyzja o przesunięciu negocjacji w sprawie zatrudnienia przez federację nowego specjalisty została podjęta jednogłośnie. Stanowczo opowiada się za tym, by nie sprowadzać Stefana Horngachera do Polski. Deklaruje, że nie ma do niego zaufania. A to nie wszystko.

Mimo że sezon sportów zimowych już za nami, wciąż gorąco jest wokół Polskiego Związku Narciarskiego. W czerwcu szykują się wybory na prezesa federacji. Do tej pory trudno było wyobrazić sobie inny scenariusz, niż ten zakładający reelekcję Adama Małysza. W ostatnich dniach doszło jednak do zaskakującego zwrotu akcji. Swoją kandydaturę na stanowisko zgłosił Apoloniusz Tajner, poprzednik Małysza w fotelu włodarza PZN.
Zdecydowałem, że będę kandydował na prezesa PZN. Namawiała mnie do tego grupa delegatów
Mówi się, że to wszystko pokłosie inicjatywy Małysza z zatrudnieniem Stefana Horngachera. Nie wszystkim członkom PZN taki kierunek się podoba. Zablokowali możliwość zakontraktowania Austriaka. Powody decyzji wyjaśnia Wojciech Adam Fickowski, który krytycznie odnosi się do pomysłu sprowadzenia do Polski byłego już trenera niemieckiej kadry skoczków narciarskich.
Horngacher jednak nie będzie pracował dla Polski? Postawili weto
Wiceprezes PZN Wojciech Gumny, w rozmowie z Interią Sport, wypowiedział się jasno - nie ma zgody na zakontraktowanie nowej osoby w obliczu niebawem zmieniającego się zarządu. Takie decyzje będą już w gestii nowego składu. "Zapanowała jedność, ale tu nie o jedność chodzi, tylko o tak zwaną kulturę w biznesie, w polityce, czy w sporcie. Wie pan, jak ktoś odchodzi, to nie można zostawiać kontraktów wieloletnich nowemu zarządowi, nowemu prezesowi, czy nowemu- staremu, bo jeszcze nie wiadomo, jak będzie. Taka polityka była stosowana cztery lata temu i osiem lat temu, taki jest standard" - powiedział Arturowi Gacowi.
W podobnym tonie wypowiada się członek zarządu PZN Wojciech Adam Fickowski. Potwierdza, że jednogłośnie zdecydowano o przesunięciu negocjacji z potencjalnym specjalistą. "Dla mnie jest jasne: niech nowy zarząd i nowy prezes decydują, co dalej" - obwieszcza dla TVP Sport. A na pytanie o to, czy Małysz stanie do wyborów na prezesa PZN, zasiewa ziarno wątpliwości. "Nie jestem pewny, ale skoro takie rzeczy się dzieją, to myślę, że może z tego zrezygnować" - mówi.
"W każdej porządnej, małej czy dużej firmie nikt nie podejmował ważnych decyzji przed zmianą zarządu, a to [zatrudnienie nowego specjalisty - przyp.red.] jest przecież ważna decyzja. Adam Małysz też to całkowicie akceptuje - razem z oceną, żeby zajął się tym nowy zarząd. Uważam więc, że skoro tak powiedział, to nie będzie kandydował na prezesa. Tak domniemywam" - dorzuca.
Swego czasu Fickowski jasno zadeklarował, że Horngacher do Polski nie wróci. Teraz podtrzymuje jedno - gdyby decyzja należała do niego, Austriak nie dostałby kontraktu od PZN. Woli rodzimy kierunek i oparcie na pracy polskich szkoleniowców. Wraca pamięcią do lat 2016-2019, kiedy to Stefan był pierwszym trenerem "Biało-Czerwonych". I negatywnie ocenia wykonane wówczas przez niego ruchy.
"W latach 2016-2019 wszyscy byli młodsi. To był dobry czas, ale pozostały z tego zgliszcza. Krzysztofa Bieguna wywalił, Bartłomieja Kłuska wywalił, Andrzej Stękała też nie miał łatwo. Wyszły różne numery z tego chaosu. Ja nie mam zaufania do tego specjalisty, ale wcale nie twierdzę, że jeśli zarząd go przyjmie, to będzie to zły ruch. Tego nie powiedziałem" - mówi. "Uważam, że nasi trenerzy też sobie poradzą. To nie jest tak, że u nas ich nie ma i nikt się na niczym nie zna" - podsumowuje.













