Polskie gwiazdy skoków w opałach. Atak nadejdzie w Wiśle, Kacper Tomasiak dał sygnał
Za polskimi skoczkami narciarskimi początek rywalizacji w Pucharze Świata. Nie wypadł on zbyt okazale. Właściwie powody do zadowolenia mogą mieć tylko 18-letni Kacper Tomasiak i 38-letni Kamil Stoch, choć i oni nieco kręcą nosem, bo wiedzą, że stać ich na jeszcze lepsze skakanie. Reszta naszych kadrowiczów, która podróżowała od Lillehammer przez Falun do Ruki może czuć zdenerwowanie. Tym bardziej że, nadchodzi konfrontacja z zapleczem kadry w Wiśle. Konkursy w Polsce mogą się okazać kluczowe w kontekście tego, jak będzie wyglądał sezon w wykonaniu Biało-Czerwonych.

W skrócie
- Polscy skoczkowie mają trudny początek sezonu i tylko Kacper Tomasiak oraz Kamil Stoch spisują się dobrze.
- Reszta kadry przegrywa rywalizację i czuje presję przed zawodami w Wiśle, gdzie do walki dołączą skoczkowie z kadry B.
- Sytuacja zmusza trenera Macieja Maciusiaka do wprowadzania zmian i obserwowania postępów zaplecza, które może odmienić przyszłość polskich skoków.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Nie ma co ukrywać, że zmiana trenera kadry polskich skoczków miała dać naszej drużynie nową jakość. Choć wszyscy wykonali ogrom pracy i momentami wyglądało to nawet nieźle latem, to jednak początek sezonu Pucharu Świata - może poza pierwszym konkursem w Lillehammer - jest rozczarowaniem.
Gdyby popatrzeć na punkty zdobyte przez Polskę w Pucharze Narodów w pięciu pierwszych konkursach Pucharu Świata, to jest ich niewiele więcej, niż rok temu o tej porze, a przecież mówiliśmy o słabym ubiegłym sezonie.
Kacper Tomasiak daje nadzieję, a Kamil Stoch w końcu się przebudził. Obaj kręcą jednak jeszcze nosami
Na pewno na duży plus tej zimy jest postawa Kacpra Tomasiaka i Kamila Stocha. Pierwszy przebojem wdarł się do światowej czołówki i już potwierdza, że w przyszłości może być wielką gwiazdą tego sportu. 18-latek zdobywał punkty w pierwszych pięciu konkursach PŚ i do tego walczył nawet o podium w Falun na normalnej skoczni. To tylko pokazuje potencjał tego zawodnika. Tomasiak sprawił nam wielką radość, bo pokazał, że w Polsce nastolatek też może skakać na wysokim poziomie. Przede wszystkim dał też nadzieję na to, że z polskimi skokami po odejściu wielkich gwiazd, wcale nie musi być tak krucho, jak niektórzy wieszczyli.
Cieszy bardzo przebudzenie Stocha, który miał dwa fatalne sezony. On już teraz skacze na poziomie najlepszych na świecie, choć wyniki jeszcze tego nie oddają. Można jednak powiedzieć, że mamy w tym momencie dwóch skoczków na niezłym poziomie.
Gorzej z resztą kadry. Zupełnie pogubił się Dawid Kubacki, który jeszcze w Lillehammer nieźle rokował, a niemal nie istnieją: Piotr Żyła, Paweł Wąsek i Aleksander Zniszczoł.
Polskie gwiazdy skoków będą walczyły w Wiśle o przetrwanie. Kadra B już czai się za rogiem
Wspomniana grupa dopiero teraz poczuje jeszcze większą presję. Do gry wchodzi bowiem zaplecze naszej kadry. Już wiadomo, że Polska wystawi grupę krajową w obu konkursach w Wiśle, a to może znacząco zmienić układ sił w kadrze na resztę Pucharu Świata.
Kadra B pod wodzą Wojciecha Topora trenowała w Lillehammer. W Zakopanem po raz kolejny nie zdążyli przygotować obiektu, choć warunki od wielu dni są bardzo zimowe. Podobno to kwestia przetargu na rozłożenie siatek, co tylko pokazuje, że w Centralnym Ośrodku Sportu sportowiec jednak jest na dalszym planie. Wisła z kolei była wyłączona z treningów ze względu na przygotowania do Pucharu Świata. Po raz kolejny zatem mieliśmy taką sytuację w kraju, że nie działała żadna z naszych dużych skoczni.
W Lillehammer z dobrej strony pokazywał się podobno Maciej Kot. On przegrał z Wąskiem rywalizację o miejsce w kadrze na inauguracyjne zawody PŚ, choć jeszcze na zgrupowaniu w Wiśle miał skakać bardzo dobrze. Posypał się nieco w Zakopanem, ale to zawodnik, który latem błyszczał. Wygrał przecież Letnie Grand Prix w Wiśle. On wydaje się kandydatem do tego, by wskoczyć do kadry na kolejną część PŚ.
Naciskać powinien też 20-letni Klemens Joniak, który przed rokiem został mistrzem Polski na igelicie. On w Lillehammer też wyglądał całkiem dobrze. Może przykład dwa lata młodszego Tomasiaka będzie dla niego i reszt naszych młodych skoczków inspiracją.
Wiele wskazuje na to, że pozą dwójką w Wiśle zobaczymy też: Adama Niżnika, Jakuba Wolnego i być może Andrzeja Stękałę. Nie jest wykluczone, że szansę otrzymają wszyscy, ale to musiałby być zmiana po jednym z konkursów, bo w zawodach możemy wystawić dziesięciu skoczków.
Sytuacja Polaków wcale nie jest dobra i to bardzo mierzi trenera Macieja Maciusiaka. Podjął się on trudnego zadania przejęcia kadry w sezonie olimpijskim. Razem ze skoczkami wykonał naprawdę wielką pracę. Do tego doglądał też to, co się dzieje na zapleczu. Tyle że efektów na razie nie widać na skoczni. Wszyscy liczą na to, że jednak od Wisły karta zacznie się odwracać.
Zobacz również:















