Polski skoczek wywołał poruszenie. Potrzebna była specjalna zgoda kontrolera
Aleksander Zniszczoł zamknął stawkę zawodników w konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w Lillehammer, ale to on wywołał największe poruszenie w niedzielę na skoczni. Po zawodach przyznał, że miał wielkie rozterki, czy przypadkiem nie wycofać się z rywalizacji. Zadziałała jednak przytomność umysłu Polaka, który w ten sposób uniknął żółtej kartki, która ciążyłaby nie tylko na nim, ale na całej naszej reprezentacji.

W skrócie
- Aleksander Zniszczoł zauważył dziurę w kombinezonie przed startem i musiał poprosić o specjalną zgodę, aby wystartować bez ryzyka dyskwalifikacji.
- Dzięki przytomności Zniszczoła udało się uniknąć żółtej kartki, która mogłaby zaszkodzić całej kadrze polskich skoczków.
- Po słabym występie Zniszczoł spadł poza pierwszą 25-tkę rankingu olimpijskiego, zmniejszając limit polskich zawodników na igrzyskach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W niedzielę, w przeciwieństwie do soboty, Aleksander Zniszczoł przebrnął kwalifikacje. Rozbity po sobocie napotkał jednak na kolejne kłopoty.
Tuż przed wyjściem do kontroli startowej, kiedy wiązał buty, zauważył bowiem dziurę w kombinezonie na wysokości kolana od wewnętrznej strony. I teraz pojawiło się pytanie, czy skakać w takim stroju i narażać się na ewentualną dyskwalifikację, czy jednak zrezygnować ze startu, by nie złapać żółtej kartki.
Aleksander Zniszczoł uchronił kadrę przed żółtą kartką
Zniszczoł wybrał trzecią opcję. I trzeba przyznać, że zachował się przytomnie. Wprawdzie zajął ostatnie miejsce w konkursie, ale uchronił siebie i reprezentację przed ostrzeżeniem.
- Ten weekend w Lillehammer był dla mnie bardzo pechowy. W sobotę nie oddałem złego skoku, ale jednak nie był on najlepszy, a do tego trafiłem na złe warunki. W niedzielę z kolei dobrze było w kwalifikacjach, ale przed pierwszą serią, kiedy schodziłem już na rozbieg, zauważyłem - kiedy zawiązywałem buty - dziurę w kombinezonie na wysokości kolana. Przepis jest taki, że nie mogę skakać z dziurą, bo mógłbym otrzymać żółtą kartkę. I taka była moja pierwsza myśl, by odpuścić skok - opowiadał Zniszczoł.
Nie wiedziałem, co zrobić. Kiedy zbliżała się moja kolej, to pobiegłem na dół do kontroli przedstartowej zapytać się, czy mogę skoczyć z taką dziurą w kombinezonie. Kontroler zrobił zdjęcie i wysłał do Mathiasa Hafele. Ten dał zgodę, ale głową byłem już w zupełnie innym miejscu i nie zdążyłem się pozbierać na skok
Zniszczoł nie wie, skąd wzięła się dziura w kombinezonie. Wyglądało to tak, jakby puścił szew.
- Oczywiście to było moje nie dopatrzenie, bo zauważyłem wcześniej tego uszkodzenia - dodał Zniszczoł.
Maciej Maciusiak chwalił skoczka, ale też go zganił
- Olek zachował się bardzo fair, bo zgłosił całą sytuację i otrzymał zgodę na start. To wszystko działo się jeszcze przed kontrolą startową i dostał zgodę, by się do niej stawić bez żadnych konsekwencji. Do samego końca czekał na decyzję. Z jednej strony zachował się przytomnie, bo szanuje żółte kartki, ale z drugiej strony to było jego niedopatrzenie - tłumaczył Maciej Maciusiak, trener kadry polskich skoczków.
Słaby występ Polaka ma kolejne konsekwencje. Zniszczoł wypadł bowiem poza "25" w rankingu olimpijskim, a to oznacza, że nasza kadra na ten koment ma prawo wystawić na igrzyskach trzech skoczków.
Nasz skoczek liczy na to, że szybko uda się poprawić to, co nie działa.
Z Lillehammer - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













