Polska traci miejsce w Pucharze Świata. Maciej Maciusiak nie ma zamiaru ryzykować
- Kacper Tomasiak zakończył już skakanie w tym sezonie. Musi dojść do siebie. Był nawet przez moment plan, żeby - nawet jeśli nie wystąpi w Planicy - to jednak tam pojechał z drużyną, ale to nie ma sensu. Jest za mało czasu do wyjazdu, a on potrzebuje teraz dużo odpoczynku - powiedział Maciej Maciusiak, trener kadry polskich skoczków narciarskich, w rozmowie z Interia Sport. To znaczy, że Polacy nie wykorzystają pełnej kwoty w czasie zawodów Pucharu Świata w lotach narciarskich w Planicy.

W skrócie
- Kacper Tomasiak zakończył już skakanie w tym sezonie i nie wystąpi w zawodach Pucharu Świata w lotach narciarskich w Planicy.
- Polska drużyna wystąpi w Planicy w okrojonym składzie, bez Kacpra Tomasiaka i bez dodatkowego juniora.
- Maciej Maciusiak stwierdził, że wyniki w Pucharze Świata były poniżej oczekiwań, ale nie zamieniłby medali olimpijskich na zwycięstwa w PŚ.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Kacper Tomasiak zaliczył koszmarny upadek już po wylądowaniu na skoczni do lotów w Vikersund. Polak wrócił już do kraju, ale jest mocno obolały.
O pierwszych chwilach na skoczni po upadku naszego trzykrotnego medalisty olimpijskiego, opowiedział w rozmowie z Interia Sport trener kadry Maciej Maciusiak.
Maciej Maciusiak: to byłoby szaleństwo, a ja się tego nie podejmę
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Kacper Tomasiak wyszedł ze szpitala i wrócił razem z wami do Polski. Jak się czuje?
Maciej Maciusiak: - W Norwegii zrobili Kacprowi wszystkie możliwe badania. Włącznie z rezonansem magnetycznym. Przez całą noc był pod obserwacją. Był wybudzany w trakcie snu, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Nie jest w pełni sił. Był bardzo zmęczony po tej nocy w szpitalu. Cały czas jest też na środkach przeciwbólowych. W Polsce też będzie pod stałą obserwacją. W kontakcie z Kacprem jest nasz fizjoterapeuta Paweł Gurbisz. Rodzice zostali poinformowani, na co mają zwracać uwagę. Kacper teraz potrzebuje czasu i musi dojść do siebie.
Minę miałeś nietęgą zaraz po upadku Kacpra, ale nie ma się co dziwić, bo jednak uderzył głową przy dużej prędkości.
- W tych pierwszych chwilach po upadku był wielki stres. Była troska o to, czy się nic nie stało. Za każdą kolejną minutę byłem jednak spokojniejszy, bo miałem na bieżąco informacje od naszego fizjoterapeuty. Pierwszą informacją, jaką uzyskałem, to była ta, że Kacper jest przytomny i wszystko pamięta. Ważne było też, że czuł nogi i ręce. Z nimi też nie było problemu. Odczuwał tylko ból w okolicach szyi, ale taki bardziej mięśniowy. Jak odwołali kwalifikacje, to od razu zbiegłem do Kacpra i mogliśmy jeszcze porozmawiać.
Wycofanie go z konkursów w Planicy to zatem dobry ruch.
- Zdecydowanie. Można powiedzieć, że zakończył już skakanie w tym sezonie. Musi dojść do siebie. Był nawet przez moment plan, żeby - nawet jeśli nie wystąpi w Planicy - to jednak tam pojechał z drużyną, ale to nie ma sensu. Jest za mało czasu do wyjazdu, a Kacper potrzebuje teraz dużo odpoczynku.
Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, wspominał, że Kacper mógłby jednak wystąpić w zawodach Red Bull Skoki w Punkt, które mają się odbyć na Wielkiej Krokwi 1 kwietnia. To możliwe? A jak nie, to może chociaż jakiś skok treningowy, żeby nie kończył sezonu z upadkiem?
- Mamy już prawie kwiecień i nie ma teraz już nigdzie dobrych warunków do skakania, więc raczej nie będziemy ryzykować. To nie był też upadek, przy którym wciągnęło mu nartę w powietrzu. W takich przypadkach potrzebny jest skok na przełamanie. W Vikersund upadek był na odjeździe. Myślę, że Kacper na skoczni pojawi się dopiero w sezonie letnim.
W Planicy wystąpicie zatem w okrojonym składzie?
- Tak. Nie jedzie Kacper, więc mamy mniejszą kwotę. Mógłbym wziąć innego juniora i wówczas znowu mielibyśmy sześciu zawodników, ale to nie ma sensu. Dać debiutować juniorowi w Pucharze Świata i to jeszcze na mamucie w Planicy, to byłoby szaleństwo, a ja się tego nie podejmę. Pojedzie tam zatem pięciu zawodników.
Katastrofa Polaków w Pucharze Świata. Trener kadry jednak nie zamieniłby medali igrzysk na wygrane w PŚ
Po igrzyskach wszyscy ostrzyliśmy sobie zęby na to, że skoki naszych zawodników w końcu ruszą. Nic z tego. Jak było, tak jest? Co się dzieje?
- Nie ma co ukrywać, że nasze występy w Pucharze Świata, to była katastrofa. Stać nas było na znacznie lepsze występy. Dla nas najważniejsze jednak były igrzyska. To był cel nadrzędny. I to, co wydarzyło się w Predazzo, wynagrodziło chyba wszystkim. Nam też, bo jednak zawodnicy i cały sztab włożyli mnóstwo pracy w ten sezon. To, czego byliśmy świadkami we Włoszech, zapamiętamy na wiele lat. Już jednak wyciągamy wnioski po tym słabym sezonie w Pucharze Świata. Mamy wiele pomysłów, co zrobić. To nie jest też tak, że odpuściliśmy już tę zimę, bo jednak chcieliśmy po igrzyskach też się pokazać. Na koniec sezonu mamy jednak loty, w których nie idzie nam kompletnie tej zimy. Wiele tracimy na mamutach. Musimy to zaakceptować, choć to jest dla nas bardzo trudne.
Mówisz o planach, więc pewnie jesteś spokojny o posadę? Wyniki igrzysk cię bronią.
- W sporcie nie można być nigdy spokojnym i brać czegoś za pewnik. Zobaczymy, jak to się wszystko potoczy.
Rozumiem, że pomysły dotyczą kwestii sprzętowych, bo na tym polu przegraliście chyba ten sezon. Pozostaje też kwestia ewentualnych zmian w sztabie, bo jednak Michal Doleżal kończy projekt z Kamilem Stochem, a to osoba, która wiele może dać nam, jeśli chodzi o sprzęt.
- Nie chcę nic mówić na temat zmian w sztabie. Rozmowy trwają. I nie tylko u nas. Jesteśmy jednak na ostatnim etapie. Trzeba to wszystko szybko układać, bo zaraz ruszamy z przygotowaniami do kolejnego sezonu.
Cieszysz się, że ta zima już się kończy? Z jednej strony radość po igrzyskach, ale jednak większość zimy była słaba. Tak naprawdę w tym sezonie nasi skoczkowie mieli tylko jeden bardzo dobry konkurs w Wiśle i może dwa-trzy dobre. Reszta to było ciułanie punktów.
- Ta zima była bez dwóch zadań poniżej oczekiwań. Oczywiście poza igrzyskami. Wszyscy liczyliśmy na więcej. Nie zamieniłbym jednak tych trzech medali olimpijskich nawet na 15 zwycięstw w Pucharze Świata.
Rozmawiał - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













